Szczęśliwy sierota

Historia egzotycznego radzieckiego sieroty ?Białe na czarnym? Rubena Davida Gonzalesa Gallego, uznana za najlepszą rosyjską książkę 2003 r., wreszcie po polsku

Gallego podkreśla, że jest pisarzem rosyjskim, a hiszpańskiego dopiero się uczy. Nie miał kontaktu ze swoją ojczyzną przez 32 lata. Nie wiedział, kim jest. Jego domem były sierocińce i szpitale w ZSRR, a potem w Rosji. Choć wydał dopiero jedną książkę, to już zyskał sławę. Dwa lata temu jego debiut "Białe na czarnym" uhonorowano najbardziej prestiżową nagrodą literacką w Rosji. Krytycy wróżą mu, że jeśli utrzyma formę, to może zostać jedną z najbardziej znaczących postaci współczesnej literatury rosyjskiej.

Z historii mam piątki

Ruben jest wnukiem jednego z szefów Komunistycznej Partii Hiszpanii walczącej z reżimem Franco. Ignacio Gallego był częstym gościem w Moskwie. Tu studiowała jego córka Aurora, która poznała lewicowego studenta z Wenezueli. Ze związku urodziły się bliźniaki. Jeden umarł przy porodzie, drugiemu lekarze postawili diagnozę - dziecięce porażenie mózgowe. Aurora była w szoku. W dodatku nie dopuszczano jej do chorego dziecka. Nie wiadomo, czy było to polecenie dziadka, który nie chciał zaakceptować chorego wnuka, czy decyzja radzieckiej wierchuszki. Po roku powiedziano Aurorze, że jej syn zmarł. Zrozpaczona wyjechała z ZSRR. Przysięgła, że nigdy tu nie wróci.

Rubena (tego imienia nie nadała mu matka, ale ludzie w szpitalu) umieszczono w domu dziecka. Tułał się po nich przez ponad 20 lat. Jego książka to zbiór krótkich opowiadań - w zasadzie miniatur - inspirowanych własnymi przeżyciami. Jestem bohaterem. To łatwe. Jeśli nie masz rąk ani nóg, jesteś bohaterem albo trupem. Jeśli nie masz rodziców, polegaj na swoich rękach i nogach. I bądź bohaterem. Jeśli nie masz rąk ani nóg, a w dodatku udało ci się zostać sierotą od urodzenia - wszystko już przesądzone. Jesteś skazany na to, że będziesz bohaterem do końca swoich dni. Albo że zdechniesz. Ja jestem bohaterem. Po prostu nie mam innego wyjścia - zaczyna swą książkę Gallego, który jako dziecko był całkowicie niesprawny. Właściwie nie miał nóg i uszkodzone, niewładne ręce. Załatwienie najprostszej potrzeby było dla niego katorgą. Jestem małym chłopcem. Noc. Zima. Chcę się załatwić. Wołania i tak nikt nie usłyszy. Wyjście jest jedno - czołgać się do ubikacji - pisze Ruben. Potem następuje szczegółowy opis wędrówki po wyziębionym korytarzu, odpoczynku i powrotu. Czołgam się z powrotem. Ściągam zębami koc z łóżka, jako tako się nim okręcam i próbuję zasnąć. Rano mnie ubiorą, zawiozą do szkoły. Na lekcji historii opowiem o potworności faszystowskich obozów koncentracyjnych. Dostanę piątkę. Z historii mam same piątki. Ze wszystkich przedmiotów mam same piątki. Jestem bohaterem - pisze Gallego.

Ja się nie skarżę

Jego książka jest zbiorem dziesiątków takich obrazów: wstrząsających, naturalistycznych, rozdzierających serce, wzbudzających wściekłość na samą niepełnosprawność. Ale o dziwo nie są one skargą, nie są wyłącznie oskarżeniem bezdusznego systemu opieki społecznej w ZSRR, oficjalnie najbardziej opiekuńczego państwa świata.

Mimo choroby Ruben kocha świat, kocha życie i kocha ludzi, którzy go otaczają. "Co pozostaje człowiekowi, któremu prawie już nic nie pozostało? Jak usprawiedliwić swoje żałosne półistnienie półtrupa? Po co żyć? Nie wiedziałem tego wtedy, nie wiem i teraz. Mimo to, jak Pawka Korczagin, bohater "Jak hartowała się stal", nie chcę umierać przed śmiercią. Będę żyć do ostatniej chwili" - wyznaje swoje credo Gallego.

Mimo surowych opisów rzeczywistości domów dziecka, zewnętrznej bezduszności nianiek i wychowawców Ruben potrafi dojrzeć w nich ludzi, jakby na przekór temu, co przeżył. Zachwyca go każdy ludzki gest: cukierek otrzymany w prezencie, kanapka ze słoniną, szklanka taniego wina nalana przez niańkę albo brutalna, ale prostoduszna szczerość pielęgniarek, które mówią mu: "Dla ciebie chłopcze byłoby lepiej, żebyś się nigdy nie urodził ".

Życie w umieralni

Gallego opisuje różne etapy swego rozwoju. Zgodnie z radzieckim zwyczajem całkowicie niepełnosprawne dzieci po przekroczeniu 15. roku życia wysyłano do domów starców. Była to umieralnia, do której trafiali razem z inwalidami, kombatantami bez nóg, śmiertelnie chorymi. Ruben walczył o życie nauką. Liczył, że choć jest całkowicie niesprawny, to zdolności i wykształcenie pozwolą mu wywalczyć sobie lepszy los. Ale na darmo. Niespełna 16-letniego Gallego dyrektor jego domu dziecka zawiózł do domu starców. Był to w zasadzie wyrok. Umrze tu u mnie za miesiąc, najpóźniej za dwa. Według przepisów mogę grzebać tylko osoby pełnoletnie. Tu jest dom starców, rozumiesz? Gdzie mam go trzymać przez dwa lata? Wszystkie chłodnie zepsute. ( ) Zabierz go do zakładu dla opóźnionych w rozwoju, oni mają prawo grzebać nawet niemowlaki - dyrektor domu starców przekonuje dyrektora domu dziecka, który przywiózł Gallego. Zepsute chłodnie uratowały Rubenowi życie.

A potem cudem umieszczono go w szpitalu dla niepełnosprawnych w Nowoczerkasku na Kaukazie, jedynym, który w ramach eksperymentu był nastawiony nie na wegetację niepełnosprawnych, ale na przywracanie ich do życia.

Tylko literatura

W Nowoczerkasku skończył prawo i anglistykę. Nauczył się jeździć na wózku. Ożenił się i urodziła mu się córka. Już po upadku ZSRR pojechał do USA w ramach wymiany niepełnosprawnych. Tam przeżył szok, że niepełnosprawni mogą być traktowani jak ludzie. Wahał się, czy zostać, ale wrócił do Rosji. Życie uśmiechnęło się do niego po raz drugi. Pięć lat temu zagraniczna telewizja nakręciła film o egzotycznym sierocie w ZSRR, który na przekór wszystkiemu i wszystkim żyje. Ekipie udało się odnaleźć jego matkę mieszkającą w Madrycie. Rodzina połączyła się. Ruben przeniósł się do matki, uczy się hiszpańskiego i pisze nową książkę po rosyjsku.

Ruben Gonzales Gallego "Białe na czarnym", tłumaczenie Katarzyna M. Janowska, Znak, Kraków