Preparowanie zwłok - sposób na bezrobocie

Na zlecenie niemieckiego naukowca-skandalisty bezrobotni z Lubuskiego będą preparować tysiące ludzkich zwłok

Jeszcze do niedawna mieszkańcom Sieniawy Żarskiej - tysiąc mieszkańców i 30-proc. bezrobocie - nazwisko Günther von Hagens nie mówiło nic. Dzisiaj znają je wszyscy. Jedni wypowiadają je z przerażeniem, inni z nadzieją. Wieś podzieliła się na pół. Wszyscy mówią o niemieckim profesorze, mieszkańcy już nazywają go Frankensztajnem, który zamienia ludzkie zwłoki w dzieła sztuki i pokazuje w muzeach po całym świecie za pieniądze. Profesor właśnie kupił hektar ziemi i budynki po Państwowym Ośrodku Maszynowym i chce tam stworzyć światowe centrum preparacji zwłok.

Skandalista von Hagens

W Polsce interesy Hagensa reprezentuje jego ojciec Gerhard Liebchen. Obaj tłumaczą, że mają sentyment do Polski, bo urodzili się pod Kaliszem. Po wojnie Günther spędził kilka lat w NRD-owskim więzieniu: wg jednych źródeł za próbę ucieczki do RFN, wg innych - za protesty przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Jak innych więźniów politycznych, wykupiły go Niemcy Zachodnie. Dzięki temu mógł studiować medycynę w Lubece. Tam ożenił się z Cornelią von Hagens, której nazwisko przyjął.

O kontrowersyjnym naukowcu anatomie świat usłyszał po raz pierwszy w 1997 r. po tym, jak na wystawie w Monachium pokazał spreparowane ludzkie zwłoki. Ekspozycję pt. "Światy ciała" prasa okrzyknęła "odrażającym show potworów", złożonym z "groteskowo porozbijanych i spreparowanych zwłok". Wśród ponad 200 eksponatów były wypreparowane organy i zwłoki pocięte na plastry o szerokości od dwu do ośmiu milimetrów. Jedna z "prac" przedstawiała człowieka pozbawionego naturalnego płaszcza ochronnego, ze skórą przewieszoną przez ramię. Pochylony nad stolikiem "Szachista" miał otwartą czaszkę, w której widać mózg. W łonie "Kobiety leżącej" gapie mogli oglądać ośmiomiesięczny płód. Mimo tych okropności wystawa, z którą von Hagens jeździ po świecie, wszędzie przyciąga tłumy. Naukowiec (w Niemczech dwukrotnie ukarano go grzywną za bezprawne używanie tytułu profesora) obecnie większość czasu spędza w Chinach.

Przyjeżdżam w imieniu syna

Firma Hagensa pozyskuje zwłoki od ludzi, którzy za darmo przekazują je w testamencie. Profesor zapewnia, że ma na liście 6 tys. chętnych. Teraz swoje laboratoria z Azji chce przenieść do Sieniawy (dobre drogi, blisko do lotniska w Berlinie). Tu zamierza zbudować światowe centrum preparacji. Obiecuje pracę dla 400 osób. - Na początku będą magazyny techniczne, potem zaczniemy wykonywać preparaty z ludzkich zwłok - tłumaczy ojciec Hagensa Gerhard Liebchen. - Stąd pojadą na wystawy po całym świecie.

Liebchen dostał od syna misję. Ma przekonać wieś do budowy laboratorium. Do Sieniawy trafią więc eksponaty z Londynu, m.in. mężczyzna z mózgiem na wierzchu i widocznymi płucami. Być może będzie też ciało "zatrzymane w ruchu" - narciarz, u którego widać każdy mięsień. Tak Liebchen ma przekonać mieszkańców, że jego syn przyczynia się do rozwoju nauki, bo odwiedzający wystawy ludzie uczą się anatomii, a czasem pod wpływem obejrzanych eksponatów (zwłaszcza tych, na których widać rozwój jakiejś choroby) zmieniają tryb życia na zdrowszy.

Cieszyć się czy bać?

Ostatnio główne zajęcie mieszkańców Sieniawy to oglądanie kserokopii folderów z wystaw Hagensa. Wszyscy dyskutują. Młodzi, którzy żyją głównie z rent i emerytur rodziców, są za, starsi uważają, że to profanacja ludzkich zwłok. - To jakiś Frankensztajn, pewnie będzie wykopywał z cmentarza naszych przodków, nie dopuścimy do tego - wygraża emerytka spotkana przed sklepem.

Sołtys Krystyna Korzeniowska grozi, że jeśli "Niemiec się stąd nie zabierze", to może dojść do manifestacji. - Bezcześci zwłoki i nie chcemy mieć z nim nic wspólnego - mówi. Jej mąż nie jest już jednak tak radykalny. - Ludzie będą mieli pracę, trzeba się cieszyć - mówi.

- Przecież Niemiec będzie musiał mieć odpowiednie pozwolenia, nie ma się więc czego bać, a nasza wieś w końcu będzie sławna - odpiera argumenty przeciwników laboratorium 17-letni Paweł.