W Iraku porwano włoską dziennikarkę

W Bagdadzie w biały dzień porwano 56-letnią dziennikarkę Giulianę Sgrenę pracującą dla rzymskiego dziennika ?Il Manifesto?

Uzbrojeni porywacze zablokowali swoim minibusem samochód dziennikarki w okolicach Uniwersytetu Bagdadzkiego. Sgrenie kazali się przesiąść i odjechali, wypuścili natomiast towarzyszących jej Irakijczyków.

Pięć minut wcześniej dziennikarka dzwoniła do redakcji i mówiła, że wszystko w porządku. Potem zadzwoniła do innej włoskiej dziennikarki, Barbary Schiavilli. - Słyszałam, jak ją zabierali, były strzały z pistoletu. Krzyczałam "Giuliana, Giuliana", ale nie odpowiedziała - opowiadała Schiavilli. W kierunku porywaczy strzelali ochroniarze z uniwersytetu.

Schiavuli poinformowała w piątek, że tego dnia po południu zadzwonił telefon komórkowy porwanej, w którym nikt się jednak nie odezwał, słychać było natomiast odgłosy wystrzałów z broni maszynowej. Jak powiedziała jest ona przekonana, że właśnie w ten sposób koleżanka zawiadomiła ją o swym porwaniu.

W sobotę telefon Barbary Schiavuli zadzwonił ponownie - po odebraniu połączenia nie było słychać żadnych głosów, a jedynie arabską muzykę. Schiavuli, oświadczyła, że Sgrena miała dzwonić około godz. 7 rano w sobotę, a połączenie trwało około 15 sekund.

Porwanie potwierdził szef włoskiego MSW Giuseppe Pisanu, obiecując zrobić wszystko, aby doprowadzić do uwolnienia zakładniczki. Giuliana Sgrena zajmowała się islamskim fundamentalizmem. Podczas wojny z talibami była korespondentką w Afganistanie, ostatnio często przyjeżdżała do Iraku. W piątek przeprowadzała wywiady z uchodźcami z al Falludży, którzy gromadzą się w jednym z sunnickich meczetów w Bagdadzie. Możliwe, że wtedy namierzyli ją porywacze. Dziesięć dni temu w tym samym miejscu uzbrojeni napastnicy próbowali zaatakować innego dziennikarza.

Zarówno władze włoskie jak i opozycja wezwały do podjęcia wspólnych wysiłków w celu uwolnienia dziennikarki. "Mamy nadzieję, że porwanie ma tło polityczne. Giuliana Sgrena została uprowadzona w pobliżu sunnickiego meczetu. To słaba wskazówka, ale gdy porywacze dowiedzą się, że uprowadzili dziennikarkę, to zorientują się też, że należy ona do ludzi, którzy zawsze działają na własną rękę" - oświadczył minister spraw wewnętrznych Włoch Giuseppe Pisanu na łamach sobotniego wydania "La Stampa".

Według Barbary Schiavuli, lepiej byłoby jednak, gdyby Sgrenę uprowadzili zwykli bandyci, gdyż wówczas sprawa mogłaby zakończyć się zapłaceniem okupu.

Do uprowadzenia Sgreny przyznała się później na stronie internetowej mało dotychczas znana Organizacja Islamskiego Dżihadu i zażądała od władz w Rzymie wycofania z Iraku w ciągu 72 godzin wszystkich żołnierzy włoskich; kontyngent włoski liczy ok. 3 tys. żołnierzy.

Sgrena jest ósmą obywatelką włoską, w tym trzecią kobietą, porwaną w Iraku. Dziennikarza Enzo Baldoniego uprowadzono w sierpniu i zabito, gdy Rzym odmówił wycofania żołnierzy z Iraku. Dwie pracownice organizacji humanitarnej porwano we wrześniu i zwolniono po trzech tygodniach - prawdopodobnie w zamian za okup. Wśród 20 obcokrajowców, którzy zaginęli bez wieści w Iraku, jest uprowadzona miesiąc temu reporterka francuskiego dziennika "Liberation".

Wycofanie 15 tys. żołnierzy z Iraku zapowiedział zastępca sekretarza stanu Paul Wolfowitz. Liczba Amerykanów w Iraku powróci tym samym do stanu sprzed wyborów - 135 tys.