Lista Wildsteina pobiła seks

?Lista Wildsteina? to najczęściej wyszukiwane hasło w polskim internecie. W sieci krąży co najmniej kilka różnych wersji list - różnią się tysiącami nazwisk.

"Lista" zdetronizowała w największych portalach najpopularniejsze do tej pory hasła: "Miriam" (od nazwy reality show) i "seks filmy". Coraz więcej Polaków szuka w internecie "Wildsteina", "listy", "IPN" i "SB".

Internetowe fora pełne są próśb: "Bardzo proszę kogoś, kto ma listę, niech ją prześle na mój e-mail" albo "Mam listę i wyślę. Odpowiem na każdego maila".

W internecie krążą też adresy stron, z których można ściągnąć rzekomą listę. W ciągu kilku minut znaleźliśmy sześć takich adresów (w Polsce i za granicą).

Porównaliśmy dwie dostępne w sieci listy: na jednej jest ok. 6,8 tysiąca nazwisk zaczynających się na literę "D", na drugiej - tylko 6 tysięcy. Praktycznie każdy, kto choć trochę zna się na komputerach, może dopisać lub usunąć z listy dowolne nazwiska i rozesłać ją dalej. Nie ma żadnej możliwości sprawdzenia, czy dana lista jest oryginalną "listą Wildsteina".

Czytelnik forum gazeta.pl twierdzi, że na jednej z takich list znalazł nawet prezydenta USA Richarda Nixona.

Internauci wciąż nie wiedzą, jak interpretować sygnatury akt obok nazwisk na listach. Niektóre strony wprowadzają w błąd, że np. dwa "0" w sygnaturze oznaczają tajnych współpracowników SB. Tymczasem - wg IPN - mogą to być niewinni ludzie, których SB chciała zwerbować, ale nic z tego nie wyszło.