Proces Michaela Jacksona rozpoczęty

Niemal cała Ameryka obserwuje od wczoraj proces, który może stać się procesem XXI w. Michaelowi Jacksonowi grozi 20 lat więzienia za molestowanie chorego na raka chłopca. Ten proces to współczesna forma linczu na Murzynach - mówi Jermaine Jackson, jeden z braci Michaela

Nie ma znaczenia, że w poniedziałek ledwie rozpoczęło się wyłanianie składu ławy przysięgłych; nie ma znaczenia, że ta rutynowa część procesu potrwać może nawet miesiąc. Nie ma nawet znaczenia, że werdykt może zapaść dopiero latem.

Poniedziałek był formalnie pierwszym dniem procesu Michaela Jacksona. I tylko to się liczyło dla setek gromadzących się od kilku dni w miasteczku Santa Maria w Kalifornii fanów i fanek Michaela, jego przeciwników, działaczy organizacji walczących o prawa dziecka. Towarzyszył im las satelitarnych anten, ponad tysiąc dziennikarzy i kilkudziesięciu policjantów.

Procesowa obsesja

Od legendarnego już procesu gwiazdy futbolu i filmu O.J. Simpsona, który w 1995 r. elektryzował Amerykę, a w końcu ją podzielił zgodnie z rasowymi liniami - czarni za uniewinnieniem oskarżonego o podwójne zabójstwo gwiazdora, biali za skazaniem - żadna inna sprawa nie budziła tak wielkiego zainteresowania. Proces Simpsona (i jego ciągnące się godzinami transmisje telewizyjne) dziś uważa się za prapoczątek telewizyjnych reality show oraz procesowej obsesji, która ogarnęła Amerykanów.

W ostatnich latach było wiele głośnych spraw - w ubiegłym roku przed sądem stanęli miliarderka Martha Stewart i supergwiazdor koszykówki Kobe Bryant. Ogromne zainteresowanie wywołał też toczony w Kalifornii proces Scotta Petersona oskarżonego o zabójstwo ciężarnej żony.

Po kilku miesiącach względnej ciszy Ameryka ma znów procesowego tasiemca, i to takiego, który może pobić wszelkie dotychczasowe rekordy zainteresowania. Bo i gwiazda jest największa - Jacksona uznawano za najbardziej znanego człowieka na świecie w latach 80., już w wieku 11 lat miał na koncie pięć piosenek na szczytach list przebojów. Nie tylko megaprzeboje, ale także jego ekstrawagancje - ranczo Neverland zbudowane niczym bajkowa kraina z "Piotrusia Pana", tresowane goryle, namioty tlenowe, w których spał, operacje plastyczne nosa i wybielanie skóry - były znane na całym świecie.

No i zarzuty są bardzo poważne. Marthę Stewart oskarżono o kłamanie w zeznaniach podatkowych i machinacje giełdowe. Cóż to znaczy wobec stawianych Jacksonowi zarzutów o molestowanie seksualne 13-letniego, chorego na raka chłopca?

Co zarzuca prokurator

Cała sprawa zaczęła się w lutym 2003 roku po emisji w brytyjskiej i amerykańskiej telewizji filmu dokumentalnego o Jacksonie.

- Dlaczego nie mogę z kimś spać w jednym łóżku? Przecież spanie w jednym łóżku to oznaka największej miłości! - ta odpowiedź piosenkarza na pytanie, czy sypia z dziećmi, które odwiedzają jego rezydencję, wywołało burzę.

W filmie wystąpił też chory na raka 13-letni Gavin, który opierając się o ramię gwiazdora opowiadał, że Michael jest wspaniałym przyjacielem, bo pozwala mu spać w swojej sypialni.

Kilka miesięcy później matka dziecka zatrudniła adwokata, i złożyła doniesienie na policję. Jackson jest oskarżony o pięciokrotne "czyny lubieżne", których dopuszczał się, gdy spał z ofiarą we własnej sypialni oraz w apartamencie hotelowym. Zarzuca mu się upijanie ofiary oraz jego młodszego brata alkoholem, a także pokazywanie chłopcom materiałów pornograficznych. W akcie oskarżenia znalazł się też zarzut nielegalnego przetrzymywania chłopców i ich matki na ranczo Neverland. Miało to miejsce po emisji filmu dokumentalnego i wybuchu skandalu. Piosenkarz i jego współpracownicy tłumaczyli rodzinie, że nie może opuścić rancza, bo fani Jacksona przysyłają listy z groźbami, że ich zabiją.

Dowody - oprócz zeznań ofiary, jego brata, siostry oraz matki - to także majtki chłopca znalezione w Neverland oraz stosy materiałów pornograficznych, w tym z pornografią dziecięcą, znalezione podczas rewizji w miejscach, które wcześniej opisali w zeznaniach chłopcy.

Jaka będzie obrona

Obrońcy piosenkarza będą grali kartą rasową, to widać już dziś.

- Ten proces to współczesna forma linczu na Murzynach - mówił kilka dni temu Jermaine Jackson, jeden z braci Michaela.

- Mój syn jest kochany na całym świecie, tylko w Ameryce jest prześladowany. To rasizm! - dodawał ojciec gwiazdora Joe Jackson.

Na przesłuchania do sądu Jackson w ostatnich miesiącach przychodził w otoczeniu ochroniarzy, członków Bractwa Islamu, radykalnej organizacji murzyńskiej.

Właśnie dzięki podkreślaniu przez adwokatów kwestii rasowej udało się uniewinnić w 1995 roku czarnoskórego O.J. Simpsona oskarżonego o zabójstwo białej żony i jej kochanka. Obrońcy twierdzili, że policja nie szukała innych tropów, tylko uznała, że winny musi być czarnoskóry mąż. Efekt był taki, że za Simpsonem murem stanęła murzyńska opinia publiczna, a wśród przysięgłych udało się zasiać wątpliwości, które doprowadziły do uniewinnienia.

Dopiero się okaże, czy w przypadku Jacksona akcentowanie "rasizmu" oskarżycieli da jakiś efekt. W końcu przez kilkanaście lat robił on wszystko, by wybielić sobie skórę i rozprostować włosy...

Prawnicy Jacksona z pewnością będą też wytykali matce ofiary, że wymyśliła wszystko, by uzyskać wielkie odszkodowanie. Przypominają, że długo zaprzeczała ona, że między piosenkarzem i jej synem doszło do czegokolwiek niestosownego. Że zanim poszła na policję, najpierw zatrudniła prawnika, który w 1993 roku wydobył od Jacksona 20 mln dol. dla chłopca, który wtedy oskarżył gwiazdora o molestowanie. W zamian rodzice chłopca wycofali sprawę z sądu.

Sama matka ofiary twierdzi, że nie chce żadnego odszkodowania, jedynie "sprawiedliwości".

Czy proces to koniec kariery Jacksona?