George W. Bush przysięga i grozi tyranom

Idealistyczna wizja szerzenia przez Amerykę wolności, demokracji i praw człowieka na całym świecie - tak brzmi przesłanie George'a Busha w chwili rozpoczęcia jego drugiej kadencji

- Wolność w naszym kraju coraz bardziej zależy od wolności gdzie indziej. Tak samo jak i nasze bezpieczeństwo - mówił Bush. - Naszym ostatecznym celem jest koniec tyranii na całym świecie. Nie zawsze trzeba do tego dążyć siłą, ale siły będziemy używali tam, gdzie to będzie potrzebne. Wszyscy prześladowani, demokraci, dysydenci walczący o wolność mogą być pewni, że Ameryka będzie stała u ich boku.

Choć w krótkiej mowie inauguracyjnej Busha ani razu nie padły takie słowa jak Irak, Afganistan czy Ukraina, jasne było, o których krajach mówi.

Czego chce dokonać prezydent w drugiej kadencji?

Planuje tak głębokie zmiany w polityce wewnętrznej, że jeśli zostaną przeprowadzone, zmienią na trwałe Amerykę.

O tych zmianach w mowie inauguracyjnej również mówił jako o "szerzeniu wolności i sprawiedliwości". Jeśli jego projekty zostaną urzeczywistnione będzie to konserwatywna rewolucja.

Chce częściowo sprywatyzować system emerytalny, zlikwidować podatki od dochodów kapitałowych i nieruchomości, a inne nadal obniżać, redukować rolę i wydatki państwa w szkolnictwie, ograniczyć do 250 tys. dol. odszkodowania w procesach konsumentów, np. palaczy, przeciw wielkim firmom czy pacjentów przeciw lekarzom.

Zdaniem oponentów i wśród Demokratów, i wśród Republikanów to zmiany korzystne przede wszystkim dla bogatych, wielkich firm i rynku kapitałowego. A reformy, takie jak emerytalna, uderzą po kieszeni biedniejszych.

Bush zamierza też zalegalizować nielegalnych imigrantów - szacuje się, że jest ich w USA od kilku do kilkunastu milionów.. Najbardziej protestują Teksas i Arizona, gdzie masowo przybywają Meksykanie.

- Jak nie teraz, to nigdy! - ekscytują się Republikanie, którzy mają władzę nie tylko w Białym Domu, ale też większość w obu izbach Kongresu.

Każda z proponowanych przez Busha reform wywoła jednak potężne polityczne batalie, w których wielu republikańskich kongresmanów może stanąć przeciw niemu. To dlatego prezydent jeździ po kraju - jakby to była kampania wyborcza - przekonując do swoich pomysłów opinię publiczną. Gdy Bush będzie się skupiał na polityce wewnętrznej, nowy sekretarz stanu Condoleezza Rice ma zadbać o "nową twarz" polityki zagranicznej. Bush chce poprawić stosunki z sojusznikami w Europie, choć nie zamierza zmieniać swoich przekonań i istoty tej polityki. Jasno dał to do zrozumienia w mowie inauguracyjnej.

- Bush będzie chciał jak najszybciej przeprowadzić reformę emerytalną i wszystko, co się da, z pozostałych punktów programu w polityce wewnętrznej - uważa David Gergen, były doradca prezydentów Reagana i Clintona. - Dopiero pod koniec kadencji ponownie skupi się na polityce zagranicznej i być może z większą stanowczością spróbuje rozwiązać problemy Iranu i Korei Płn.