Impreza Busha za 40 mln. dolarów

40 mln dol. będzie kosztować czterodniowe imprezowanie, którym George W. Bush zacznie dziś swoją drugą prezydenturę

To będzie najdroższa bibka na cześć jednego człowieka w historii świata. Zacznie się dziś ok. godz. 18 czasu polskiego, gdy George W. Bush położy w Waszyngtonie rękę na Biblii i powtórzy przysięgę prezydencką. Potem zacznie się czterodniowa impreza: dziewięć gigantycznych bali, cztery wystawne kolacje, uliczne parady, pokazy fajerwerków, setki ton konfetti, klowni na szczudłach, masa koncertów, tysiące ton jedzenia i picia. Na imprezie w Waszyngtonie bezpieczeństwa prezydenta USA strzec będzie 20 ochroniarzy osobistych, 60 snajperów, setki agentów CIA i tysiące policjantów.

Przepych tych uroczystości da się porównać chyba tylko z urodzinami Józefa Stalina w ZSRR. Całość pochłonie 40 mln dol., czyli ponad 120 mln zł. To 15 razy więcej, niż polski rząd przeznaczył na ostatnią pielgrzymkę papieską w Polsce. Imprezę sfinansują "hojni darczyńcy" i partyjni koledzy prezydenta.

Chociaż pokus do wypicia za swoje zdrowie prezydent będzie miał w ciągu tych czterech dni mnóstwo, to musi uważać z alkoholem. W USA odżyła dyskusja z 1999 r., gdy demokraci podejrzewali, że "Bush jest alkoholikiem". - Nie wydaje mi się, żebym był uzależniony. Miałem przyjaciół, którzy wpadli w alkoholizm, wielu zwróciło się do klubów AA. Myślę, że w moim przypadku nie ma takiej potrzeby - mówił Bush. - Każdy alkoholik, gdy zostanie spytany, czy jest uzależniony, będzie zaprzeczał - przypominają zgryźliwie Demokraci, których kandydat po raz drugi przegrał z Bushem wybory prezydenckie.