Adwokat ukrywał się pod podłogą

Policja przez 12 lat szukała ściganego listem gończym adwokata. Prawnik w tym czasie spokojnie mieszkał w... piwnicy własnego domu i produkował pirackie płyty z muzyką relaksacyjną

Łomianki niedaleko Warszawy, dookoła eleganckie domy z przełomu lat 80. i 90. Wszystkie identyczne - skośne dachy, duża loggia od frontu, garaż w piwnicy. Tylko jeden - przy ul. Zawilca 6 - różni się od pozostałych. Kiedyś biały, ale dawno niemalowany. Dach także wymaga odnowienia. Przy bramie zepsuty domofon ze zwisającymi smętnie kablami, za płotem wysokie na trzy metry krzaki skutecznie zasłaniające widok.

W środę wieczorem wokół domu zaroiło się od policji. Policjanci szukali Zbigniewa D., adwokata, od 1993 r. poszukiwanego przez prokuratura z warszawskiego Śródmieścia listem gończym za oszustwa. Zaniedbany dom należy właśnie do niego.

- Wiedzieliśmy, że poszukiwany kręci się po okolicy - mówi Jacek Piłkowski, szef komendy powiatowej policji w Babicach Starych, której podlega komisariat w Łomiankach.

Zbigniew D. robił zakupy, kłaniał się sąsiadom. - Normalnie, dzień dobry mówił, nie wyglądał, jakby się ukrywał - wspomina sąsiadka.

- Zbyszek poszukiwany? Nie wiedziałem - kręci głową młody chłopak mieszkający w domu obok.

Policja kilka razy robiła naloty na dom adwokata. Nigdy go nie zastała. - Raz to nawet się zdziwiłam, że tak tu przychodzą. Myślałam, że jakieś włamanie było - przypomina sobie sąsiadka.

Komendant Piłkowski: - Tam nikt nie był zameldowany, energetyka odłączyła prąd. Ale na posesji biegały psy, ktoś musiał je karmić. To było podejrzane. Zastawiliśmy pułapkę.

W środę wieczorem pod domem pojawiła się kobieta i boczną furtką próbowała wejść do domu. Kobieta - jak się okazało, eksżona adwokata - była kompletnie zaskoczona widokiem policjantów, którzy postanowili przeszukać willę.

- Jeden z naszych ludzi był przekonany, że w domu przez chwilę zapaliło się światło. Przetrząsnęliśmy całą chałupę. Żywego ducha. Zajrzeliśmy do starej hydroforni. I trafiliśmy - cieszy się Piłkowski.

W pomieszczeniu był ukryty korytarz do kolejnego pokoiku. Tam, wśród komputerów i kabli, siedział wystraszony 57-letni prawnik. Nie stawiał oporu. W piwnicy policja znalazła nielegalnie kopiowane płyty, pirackie programy komputerowe i hologramy. Okazało się, że razem z byłą żoną produkowali i sprzedawali płyty z muzyką relaksacyjną. Adwokat trafił do aresztu, jego żona na przesłuchanie.

Dlaczego poszukiwano Zbigniewa D.?

Na początku lat 90. Zbigniew D. współpracował z pewną firmą handlującą kasetami wideo. - W lutym 1991 r. wziął od nich czek na milion złotych. W zamian miał dostarczyć 560 tys. sztuk kaset - mówi Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Adwokat z pieniędzy się jednak nie rozliczył. Gdy po piętach zaczęła mu deptać policja, zapadł się pod ziemię. Do wczoraj.