SLD porządzi jeszcze 10 lat

Związani z SLD menedżerowie największego w kraju koncernu energetycznego Energa SA zapewnili sobie dziesięcioletnią nietykalność. Albo milionowe odprawy.

Trzynaście tysięcy osób, które miały umowę o pracę w zakładach energetycznych należących do tzw. grupy G-8, w tym całe kierownictwo, ma zagwarantowane zatrudnienie do 2015 r. w koncernie Energa, w który na początku roku przekształciła się Grupa.

Tak mówi "Umowa społeczna" zawarta 30 grudnia między władzami ośmiu spółek G-8 a działającymi w nich związkami.

- Jeżeli pracownik zostanie zwolniony przed upływem okresu ochronnego, to za cały okres trzeba mu zapłacić równowartość wynagrodzenia - tłumaczy Waldemar Bartelik, prezes Energi zarabiający ok. 10 tys. zł na rękę. Przyznaje, że zapis dotyczy i jego: gdyby jutro został zwolniony, dostałby 1 mln 200 tys. zł odprawy.

Umowa gwarantuje też prezesom zakładów Grupy G-8, a teraz dyrektorom w Enerdze, nietykalność po zmianie rządu.

Każda ze spółek Grupy zatrudniała co najmniej trzech członków zarządu. Zarabiali tyle co Bartelik. Jeśli po wyborach władzę w Ministerstwie Skarbu obejmie prawicowa ekipa, będzie mogła albo pozostawić dyrektorów, albo poszukać 30 mln zł na odszkodowania.

Takie same gwarancje dotyczą władz ponad 40 spółek zależnych od Energi.

W poniedziałek opisaliśmy, jak Piotr Szynalski, członek zarządu Energi i mąż posłanki SLD, zatrudniał w koncernie w Kaliszu swoich krewnych: teściową, kuzyna oraz SLD-owskich znajomych: Janusza Murynowicza, b. dziennikarza "Trybuny" i męża posłanki Sojuszu, b. szefa SLD w Kaliszu Zbigniewa Włodarka.

W spółkach-córkach odnaleźliśmy kolejnych ludzi partii: wiceprezesem Zakładu Elektrowni Wodnych jest Mariusz Falkowski, wiceszef pomorskiego SLD. Dyrektorem w Międzynarodowym Centrum Szkolenia Energetyki jest żona Marka Formeli, członka SLD i ekskandydata na prezydenta Gdańska.

Ministerstwo Skarbu, właściciel Energi, wie o Umowie.

- Ale nie ponosi odpowiedzialności - tłumaczy Elżbieta Niebisz, dyrektor departamentu nadzoru właścicielskiego. - To zarządy spółek negocjowały porozumienia ze związkowcami. Jest tradycja, że przy konsolidacji sektora pracodawca zobowiązuje się na kilka lat zapewnić pracę załodze.

"Gazeta": - Ale prezesi, a teraz dyrektorzy zapewnili pracę i płacę przede wszystkim sobie. Zwolnienie np. Piotra Szynalskiego kosztowałoby państwo ponad milion.

Niebisz: - Mówi pan o radykalnym przykładzie.

Prof. Juliusz Gardawski z SGH, badacz stosunków pracy: - Nie wierzę! Po tylu latach transformacji! Przecież pakiety socjalne są kontrolowane przez Inspekcję Pracy i ministerstwo. Kto to wymyślił? Chyba nie był świadom, że naraża się na zarzut działania na szkodę spółki?

Wiceminister gospodarki i pracy Piotr Kulpa: - Ta patologia służy obronie monopolu w energetyce. Żaden inwestor nie kupi firmy z takimi zobowiązaniami. To podwyższa koszty pracy, za to zapłacą odbiorcy prądu.

Z "Umowy społecznej":

art. 3: (...) Pracodawca zobowiązuje się, że w ciągu 120 miesięcy od wejścia "Umowy społecznej" zapewni pracownikom gwarancje zatrudnienia (...).

art. 6: Umowa obejmuje (...) wszystkich pracowników (...).