Jak urzędnicy torpedują unijne dotacje

Okazuje się, że to od decyzji urzędników, a nie ekspertów, zależą losy unijnych dotacji. Nawet wtedy, gdy urzędnicy popełniają poważne pomyłki w ocenie rozpatrywanych wniosków

Gazeta" od miesięcy opisuje problemy przy podziale unijnych pieniędzy w województwach. Okazuje się, że do poważnych konfliktów dochodzi także w funduszach, o których decydują ministerialni urzędnicy.

Tak jest choćby w funduszu Equal (po angielsku oznacza to "równy"). To program skierowany głównie do organizacji pozarządowych. Jego budżet to 134 mln euro, czyli po obecnym kursie około 550 mln zł. Cel: walka z dyskryminacją i nierównością na rynku pracy. Equal ma też promować zatrudnienie kobiet, osób niepełnosprawnych, starszych czy mieszkańców wsi.

Fundusz jest zarządzany przez Ministerstwo Gospodarki i Pracy. Projekty są jednak wybierane tak jak w innych programach unijnych - przy pomocy niezależnych ekspertów. Przyznawali oni projektom określoną ilość punktów. Było z czego wybierać: nadesłano aż 752 wnioski.

W jednej z części Equala ponad 140 mln zł miało pójść m.in. na zastosowanie nowych technologii informatycznych na rynku pracy. W tej części projekty złożyło blisko 90 instytucji. Wśród nich wrocławska Akademia Ekonomiczna, która za blisko 11,5 mln zł chciała zrealizować projekt "Laboratorium gospodarcze dla małych i średnich firm". Partnerami Akademii były m.in. Związek Pracodawców "Polska Miedź" oraz Wyższa Szkoła Psychologii Społecznej.

W ramach projektu miał powstać portal internetowy, baza danych i sieć punktów, w których prowadzono by szkolenia informatyczne dla pracowników małych i średnich firm - zwłaszcza kobiet i osób powyżej 40. roku życia.

Projekt bardzo spodobał się ekspertom. Przyznali mu aż 86 pkt. (na 100 możliwych) i ósme miejsce w rankingu. Jednak, jak się okazało, ich dobra ocena nic nie znaczyła.

O wyborze projektów zadecydował Komitet Monitorujący, w którym zasiedli przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki, urzędów pracy, związków zawodowych i niektórych organizacji pozarządowych. Pierwsze posiedzenie Komitetu odbyło się w połowie listopada.

Przedstawiciel resortu zaproponował, by wniosek Akademii odrzucić, bo: są w nim koszty nadające się do refundacji; można go zrealizować za pomocą dotacji z innego unijnego programu. W konsekwencji wrocławski projekt w ogóle nie został poddany pod głosowanie.

Tyle tylko, że urzędnicy ministerstwa się pomylili. W projekcie wszystko było prawidłowe. - Wycofaliśmy się z tego zarzutu - przyznaje dyr. Piotr Stronkowski z Departamentu Zarządzania EFS w Ministerstwie Gospodarki i Pracy. To dlaczego w ogóle go postawili? Stronkowski tłumaczy: wniosek mógł być niejasny. Jednak eksperci w tę pułapkę jakoś nie wpadli.

Akademia, która dziś mówi o fabrykowaniu zarzutów, natychmiast się odwołała. Ale na kolejnym posiedzeniu Komitetu jej wniosek znów przepadł. Przedstawiciele ministerstwa tym razem podkreślali, że wniosek jest za mało spójny z celami funduszu Equal.

Jednocześnie podczas procedury odwoławczej Komitet przyjął do realizacji projekty, które dostały po 65, 69 albo 70 punktów od ekspertów. Czyli o kilkanaście mniej niż storpedowany projekt wrocławski.

- Najbardziej boli to, że prawdopodobnie nasz projekt po prostu nie spodobał się jakiemuś urzędnikowi. I każde następne działanie polegało na udowadnianiu, że nasz projekt jest zły. Nie miało żadnego znaczenia, co sądzą eksperci - mówi "Gazecie" Dorota Kwiatkowska-Ciotucha z Akademii.

Urzędnicy sugerują z kolei, że wiedza ekspertów może być mniejsza niż ich własna. A już na pewno ich głos nie ma równego znaczenia. - To my odpowiadamy za realizację Equal - podkreśla Stronkowski. - Nie chcę powiedzieć, że eksperci się mylili. Bardzo żałujemy, że nasze opinie się rozjechały. Naszym zdaniem ten projekt nie powinien być finansowany z tego funduszu - dodaje.

Stronkowski przyznaje, że trzeba rozważyć ograniczenie roli niezależnych ekspertów. To by jednak oznaczało dalszą centralizację zarządzania unijnymi funduszami - z którą podobno Polska ma walczyć.

Akademia nie ma już żadnych szans na dotację z Equal. Zapowiedziała jednak, że będzie dalej protestować - bezpośrednio w Brukseli.