Wydry zimową porą

Widać na nic zdały się moje zaklęcia i życzenia z końca zeszłego roku, by wreszcie przyszła prawdziwa zima. Zamiast niej non stop mamy coś między jesienią i wiosną. Można by pomyśleć, że lada moment zlecą się ptaki i zaczną się wiosenne lęgi. To oczywiście mało prawdopodobne, lecz wcale to nie znaczy, że zimą zwierzęta nie mogą mieć młodych.

Owszem, mogą i mają. Na przykład wydry. Nie dalej jak przedwczoraj nad jedną z białowieskich rzeczek usłyszałem coś znajomego. Jakby pisk lub gwizd. Taki bardzo żałosny. - O, do diabła, ja to skądś znam - pomyślałem. Chwila poszukiwań w zakamarkach pamięci i mam. Choć to coś przypominało głos jakiegoś ptaka, ptakiem nie było. To coś było identyczne z płaczem naszej kochanej wydry Julka, który gdy był mały i było mu smutno, właśnie tak sobie popiskiwał. Widać jakaś mała wyderka poszukiwała mamy. Jakby tego było mało, wczoraj dostałem maila od czytelników, którzy próbują wychować gdzieś znalezioną małą wyderkę. Sądząc z opisu, musiała przyjść na świat na początku grudnia. Myślicie zapewne, że wydrom coś się pokręciło, że mają młode zimą. Może przez to, że jest taka łagodna? Nic z tych rzeczy. Te zwierzaki mogą mieć dzieci nawet zimą. Co więcej, sądząc z informacji, jakie nadchodzą do mnie od lat o różnych osieroconych wyderkach, zimowe porody zdarzają się u nich całkiem często. Czyżby miało to coś wspólnego z ciepłymi zimami? Może, ale raczej niezbyt wiele. Wszystko dzięki temu, że dla wydry zima to czas obfitości w pokarm, a dokładnie w żaby, które masowo zimują w mule rzek, jeziorek i stawów. Może to ofiara niezbyt pożywna, ale tu, we wschodniej Polsce, zimujących płazów jest w bród. Dokładnie pamiętam, jak lata temu przez jeden tylko zimowy miesiąc nasza wydra Julek wyciągnęła z małego stawu, który miał nie więcej niź 20 m kw. powierzchni, ponad 600 żab. No a jak jest jedzonko, to dlaczego nie pozwolić sobie na dzieci nawet przy złej pogodzie.