Afgański Kopciuszek

Irański film ?Deszcz?, w poniedziałek wchodzi na ekrany, nie jest wywrotowy w stosunku do islamskiej tradycji i religii. Pokazuje tylko jej jaśniejszy, humanistyczny wariant

Tytułowy "Deszcz" oznacza prawdziwe imię dziewczyny, która w chłopięcym stroju, pod przybranym imieniem Rahmat pracuje na budowie teherańskiego biurowca. Dziewczyna zastępuje swego ojca, który uległ wypadkowi. Mamy więc do czynienia z podwójnym kamuflażem: nie dość, że ojciec i córka są afgańskimi uchodźcami pracującymi na czarno, dochodzi do tego jeszcze obejście zakazu pracy kobiet na równi z mężczyznami.

Całe życie przeniknięte jest tu kamuflażem, który jednak w tej kulturze ma znaczenie zbawienne, pozwala zneutralizować okrucieństwo prawa, społeczne niesprawiedliwości. Kierownik budowy - srogi, ale ojcowski - kryje afgańskich robotników, bez zmrużenia oka dając inspektorowi słowo honoru, że na budowie nie ma ani jednego.

Przejście na stronę dobra

Sekret dziewczyny pozna młody Latif, ale jej nie wyda. Początkowo będzie prześladował afgańskiego intruza. Któregoś dnia podpatrzy, jak w swojej pakamerze zdejmuje chustkę i rozczesuje włosy - jest kobietą. Nienawiść przechodzi w swoje przeciwieństwo - Latif staje się obrońcą i sługą dziewczyny.

Miłość jak z bajki, czysta, idealna. Historia Latifa i Rahmata po niewielkiej zmianie realiów mogłaby się znaleźć z "Baśniach z tysiąca i jednej nocy". Jak tam mamy do czynienia ze światem bezwzględnym i okrutnym, w którym szala nagle przechyla się w stronę dobra. Dobro ujawnia się właśnie tam, gdzie jest ograniczenie, zakaz, cierpienie, ofiara. Dziewczyna, idąc do pracy, ponosi ofiarę dla ojca - chłopak poniesie ofiarę dla niej.

Wszystko to brzmi archaicznie i nie kryje w sobie żadnej kontestacji. Niech nas nie zwiedzie sceneria jak z socjalistycznego produkcyjniaka. Betonowa budowa, wyprany z koloru pejzaż miasta są w tym filmie elementem symbolicznej całości. Ogień płonący pod beczką smoły, błękit taczek, złote zasłony w drzwiach pakamery - są jak baśniowe znaki na drodze Latifa towarzyszące odkryciu miłości. Realistyczny opis rzeczywistości służy tu do wprowadzenia symbolu, nie na odwrót. Alegoria jest pierwotna wobec opisu. Robotniczy sztafaż staje się pretekstem do opowiedzenia irańskiej wersji bajki o Kopciuszku. Ten Kopciuszek przybywa z Afganistanu opanowanego przez talibów, ale w ostatniej scenie bez sprzeciwu zakłada burkę i wraca do kraju.

Miłość w tym filmie obywa się bez słowa i bez dotyku. Młodzi są oddzieleni od siebie barierą tabu. Skutek oddzielenia jest taki, że najprostsze gesty, jak podanie herbaty czy wspólne zbieranie rozsypanych pomidorów, cebul, czosnku naładowane są wysublimowanym erotyzmem. Majidi oddaje charakter pierwszej miłości, która nie potrzebuje fizycznego spełnienia. W scenie pożegnalnej na twarzy dziewczyny pojawia się po raz pierwszy delikatny uśmiech, po czym zarzuca sobie ona na twarz afgańską burkę. Co znaczy ten gest? Czy burka jest w filmie symbolem opresji? Dlaczego chłopiec też się uśmiecha? Skąd ich radość, jeżeli wiemy, że za chwilę mają się rozstać?

Zawodzą europejskie kryteria psychologicznego prawdopodobieństwa. Zawodzi odczytanie filmu Majidiego w poprawnościowym duchu postępu, walki o równouprawnienie, potępienia przesądów etc. Nie jest to film o chłopaku , który doprowadza do wyzwolenia dziewczyny. To ona - afgański Kopciuszek - uczy go bezinteresownej miłości równoznacznej ze współczuciem.

Wojciech Jagielski w książce "Modlitwa o deszcz" tak charakteryzuje afgańskie wyobrażenie kobiecości "zagrażającej męskiemu światu": "Miłość, pożądanie, miłosny akt nie licują z wizerunkiem mężnego wojownika (...). Kobiety ceniono, strzeżono przed obcymi, wynoszono na ołtarze. Nigdy jednak o nic ich nie pytano, nie słuchano, nie pozwalano im mówić".

Nowe i świeże w filmie Majidiego wydaje się to, że pod wpływem kobiety nieokrzesany agresywny mężczyzna przechodzi wewnętrzną przemianę. To nowe - ale nie obrazoburcze.

Pomóc poznać i zrozumieć

Majidi jest daleki od krytyki "ciemnoty i zacofania", ponieważ w świecie, który pokazuje, kryje się zbyt wiele dobra. Potępienie reżimu talibów również nie było jego celem (choć film powstał w 2001 - roku WTC). Chodziło raczej o pokazanie, jak dzielna potrafi być kobieta ukrywająca się pod burką. Tego rodzaju filmowa perswazja uderza w fundamentalizm, ale nie narusza głównego tabu kultury. Czy ze względu na cenzurę Majidi zaczyna każdy swój film inwokacją "W imię Boga"? Ta inwokacja jest zgodna z treścią tego filmu, który pokazuje, że w ramach tej samej religii i tej samej tradycji możliwe jest inne, jaśniejsze rozumienie Boga, miłości, kobiety.

Sukces irańskiego kina na Zachodzie nie polega na tym, że jest ono wywrotowe w sensie europejskim, politycznym. To kino pozwala zobaczyć bardziej ludzką twarz kraju kojarzonego z wojowniczym fundamentalizmem. Być może te filmy przyczyniają się do rozmiękczenia reżimu. Jednak przede wszystkim rozmiękczają zachodnie wyobrażenie o nim.

"Deszcz", reż. Majid Majidi. Iran, 2001