W Chinach trwa przykręcanie śruby prasie

Wbrew nadziejom na liberalizację nowy przywódca Chin Hu Jintao przykręca śrubę mediom i represjonuje intelektualistów. W ostatnich tygodniach niewygodni publicyści są zatrzymywani, intelektualiści wzywani na przesłuchania, a co śmielsze tytuły prasowe zamykane

We wtorek policja pekińska zabrała głównego komentatora cenionego przeglądu "Chińska Reforma". Jakie zarzuty postawiono Chen Min, który podpisuje się jako Xiao Shu, nie wiadomo. Zresztą nie one są najważniejsze. Chodzi o ostrzeżenie dla mediów.

Od września w więzieniu siedzi były reporter tej samej gazety. Zhao Yan specjalizował się w pisaniu o korupcji, opisywał wywłaszczanie rolników i eksmitowanie lokatorów bez odszkodowania. Kiedy stracił miejsce w "Chińskiej Reformie", zatrudnił go pekiński korespondent "New York Timesa". We wrześniu nowojorski dziennik opublikował sensacyjny przeciek o bliskim odejściu Jiang Zemina, poprzedniego prezydenta i sekretarza generalnego partii, na całkowitą już emeryturę polityczną. Informacja sprawdziła się, ale zaraz po wrześniowym plenum Zhao Yana wsadzono i do dziś - mimo interwencji władz USA i "New York Times'a" - dziennikarz siedzi.

W ostatnim czasie nie ma tygodnia bez nowych zatrzymań dziennikarzy i zamykania kolejnych gazet. Antymedialną kampanię firmuje nowy prezydent i sekretarz generalny partii komunistycznej Hu Jintao, który przez ostatnie dwa lata cieszył się opinią umiarkowanego reformatora. Gdy w listopadzie 2002 r. Hu objął władzę nad partią, a w marcu 2003 został prezydentem, kontrolę nad armią wciąż jeszcze miał jego poprzednik Jiang Zemin. Media były dla Hu instrumentem w walce o armię; przydały się np. do tego, by podrzucać zarzuty o korupcję ludziom rywala. Gdy we wrześniu Hu ostatecznie pozbył się rywala, natychmiast zabrał się do odzyskiwania pełnej kontroli nad prasą.

Wziął się też za intelektualistów. W grudniu na nocne przesłuchania wezwano pisarza Yu Jie, b. wykładowcę uniwersytetu pekińskiego i prezesa chińskiego Pen Clubu Liu Xiaobo oraz publicystę Zhang Zhuhua. Liu skonfiskowano komputer i zamknięto go w areszcie domowym.

Partię musiał zaniepokoić lansowany tej jesieni przez znany dziennik z Kantonu "Nanfang Zhoumo", cieszący się opinią gazety odważnej, apel, by władze dopuściły do głosu "ludzi sumienia". Trzech intelektualistów Pekinu figurowało na liście 50 "publicznych autorytetów intelektualnych". Lista zawiera nazwiska artystów, ekologów, dziennikarzy, działaczy społecznych. Obok siebie figurują autorytety z Chin, ale i z Tajwanu i Hongkongu, ojciec chińskiego rocka i bard Tiananmen Cui Jian, obrońca środowiska Liang Congjie, lekarka, która ujawniła epidemię HIV w Henanie, Gao Yaojie. Odpowiedzią partii był artykuł w szanghajskiej gazecie "Dziennik Wyzwolenia", który przypomniał, że chińscy intelektualiści mają "służyć masom i społeczeństwu". Po kilku dniach tekst przedrukował partyjny organ "Dziennik Ludu".

Czy w dobie internetu chińscy dziennikarze i intelektualiści dadzą się zastraszyć? W grudniu pod Pekinem w obecności zachodnich mediów, ale i niektórych chińskich dzienników odbyło się uroczyste wręczenie nieoficjalnej nagrody Wolnego Słowa chińskiego Pen Clubu. Jest on zarejestrowany za granicą i mniej lub więcej tolerowany w Chinach. Laureatem nagrody w wysokości 2 tys. dol. został Zhang Yihe i jego książka "Przeszłość nie rozpłynie się jak dym" o kampanii antyprawicowej Mao Zedonga w 1957 r., w czasie której skazano tysiące intelektualistów. Partia objęła książkę zakazem druku. Ale zanim to się stało, sprzedano 300 tys. egzemplarzy. Natomiast w wydaniu pirackim rozeszły się 2 miliony.