Ks. Jankowski: Zapraszam na mój pogrzeb

Biuro parafialne na parterze, ks. Henryk Jankowski w swoich apartamentach na piętrze, ksiądz administrator św. Brygidy - na strychu

W środę rano ks. Jankowski i arcybiskup Tadeusz Gocłowski rozmawiali ponad godzinę w gdańskiej kurii. Zredagowali oświadczenie. Odczytał je po wyjściu ks. Jankowski: - Proszę wszystkich o respektowanie decyzji, które dla dobra Kościoła gdańskiego podjął arcybiskup. Przygaszony dodał od siebie: - Jedno życie się dla mnie skończyło. Zapraszam na swój pogrzeb.

Idąc do limuzyny, uśmiechnął się tylko raz, gdy usłyszał pytanie: - Czy ksiądz się poddał? - Nie! Zostaję w św. Brygidzie! - odpowiedział.

Po południu na spotkaniu opłatkowym "Solidarności" abp Gocłowski potwierdził: - Porozumieliśmy się. Mam nadzieję, że to kończy całą sprawę. To była inicjatywa ludzi odpowiedzialnych. Dziękuję księdzu Jankowskiemu. Ksiądz zostaje na plebanii.

Do jego mieszkania zostanie wybudowane osobne wejście. Przejście między apartamentami księdza na pierwszym piętrze a biurem parafialnym na parterze będzie zamurowane. W ten sposób prałat opuści "urzędową" część plebanii, gdzie pracuje już ks. Krzysztof Czaja, wyznaczony przez biskupa na administratora parafii.

Administrator mieszka na strychu. - Oto, jak wylądowałem - komentuje. - Trudno. To są decyzje biskupa. Obaj z ks. Jankowskim musimy się im podporządkować i jakoś odnaleźć we wspólnym domu, choć zarządzanie parafią będzie w tych warunkach dużym wyzwaniem.

Obrońcy prałata kapitulują: - Zawieszamy wszystkie protesty - mówi Wojciech Podjacki, główny organizator wieców przed plebanią. - Walczyliśmy o to, aby ksiądz został w św. Brygidzie i zostaje. Właściwie to jesteśmy szczęśliwi.

- Ksiądz został zamurowany - podsumowuje w rozmowie z "Gazetą" duchowny z kurii. - To wystarczy. Biskup nie mógł przecież zniszczyć prałata, z którym zna się ponad 40 lat i wiele przeszedł - dobrego i złego.

W latach 80. ks. Jankowski - kapelan "Solidarności" - był dumą gdańskiego Kościoła, a jego plebania oazą demokratycznej opozycji. Po 1989 r. poczuł się odtrącony: nie przeniósł się do Belwederu z Lechem Wałęsą, nie został też biskupem polowym armii, o czym marzył. Zaczął kontestować nową rzeczywistość: tropił spiski żydowskie, obrażał rządzących, arcybiskup coraz częściej musiał się za niego tłumaczyć w mediach. Gdy prałat związał się z Samoobroną, odsunęli się od niego ostatni dawni przyjaciele.

W lipcu na księdza padło podejrzenie o molestowanie ministranta. Śledztwo tego nie potwierdziło, wyszło jednak na jaw, że ksiądz demoralizował odwiedzających plebanię nastolatków. Informacje o ekscesach w św. Brygidzie sprawiły, że arcybiskup postanowił odwołać prałata. Dziś, w rocznicę wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu, obaj wezmą udział w uroczystości ku czci pomordowanych stoczniowców.