Inka chce intymnie

Halina G. znana jako Inka marzy o tym, aby skonsumować swoje małżeństwo. Minęły już bowiem cztery miesiące i... nic

Strażnicy mówią na takie widzenie: miękkie, mokre, różowe. - W regulaminie nazywamy je widzeniem w odrębnym pomieszczeniu bez osoby dozorującej - mówi kpt. Luiza Sałapa, rzecznik prasowy Centralnego Zarządu Służby Więziennej.

Więźniowie czekają na nie cały miesiąc. Muszą się pilnować - każde złamanie regulaminu wyklucza ich z kolejki, szczególnie teraz, przed świętami. - To forma nagrody za dobre sprawowanie. Przysługuje więźniowi, który ma żonę, albo konkubinę - tłumaczy Tadeusz Bednarski, wicedyrektor więzienia w Czarnem.

Pokój zazwyczaj wygląda podobnie. - Czysty, odmalowany, z tapczanem, stołem, krzesłami, czajnikiem, jakimś obrazkiem na ścianie. Jest okno, ale zakratowane - opisuje Bednarski.

Grzeczny więzień ma nawet trzy godziny na spotkanie z partnerką. W pomieszczeniu nie ma kamer, strażnik też nie stoi za drzwiami. Kiedy kończy się czas, strażnik dzwoni do pokoju, żeby para miała czas się pożegnać.

Szefowie więzień nie ukrywają, że w "różowych pokojach" pary przede wszystkim uprawiają seks. - Ale zdarza się, że osadzeni chcą w spokoju porozmawiać z dziećmi albo z rodzicami - zaznacza pracownik aresztu na warszawskim Mokotowie.

Jednak w pokojach goście zawsze znajdą prezerwatywy. Tak na wszelki wypadek.

Kłopotliwy seks

O widzenie intymne wystąpiła właśnie Halina G. znana jako Inka, skazana nieprawomocnym wyrokiem na 8 lat za udział w zabójstwie byłego ministra sportu Jacka Dębskiego. Cztery miesiące temu wyszła za mąż, będąc już w więzieniu, ale jak dotąd nie dostała zgody na spotkanie sam na sam z mężem Jerome'em. I na razie raczej nie ma na nie szans, póki jej wyrok się nie uprawomocni. Kiedy to się stanie nie, wiadomo, bo proces Inki właśnie zaczął się na nowo.