Dyspensa na studniówkę

Gliwiccy maturzyści zbierali po 3 zł na dyspensę za... studniówkę. Teraz mogą się bawić z czystym sumieniem

Krótki karnawał i ferie zaczynające się na Śląsku już 17 stycznia sprawiły, że terminy niektórych studniówek wypadły w Wielkim Poście. W gliwickim Zespole Szkół Ekonomiczno-Usługowych rodzice maturzystów lokal i termin studniówki zarezerwowali już w czerwcu. Wtedy jeszcze nikt nie myślał o poście. Przypomniano sobie o nim kilka tygodni temu, kiedy ktoś zajrzał do kalendarza na 2005 rok i odkrył, że środa popielcowa wypada 9 lutego, a studniówka ZSEU trzy dni później.

- Niektórzy z naszej klasy powiedzieli, że w takiej sytuacji nie przyjdą na studniówkę. Trzeba było coś wymyślić - mówi Iza Rusin z piątej klasy.

Joanna Waszak, matka jednej z maturzystek, pobiegła do proboszcza swojej parafii. Kazał napisać list do kurii. Kilka dni nadeszła odpowiedź: biskup udzielił uczniom dyspensy. - Był warunek: młodzi ludzie muszą dokonać zadośćuczynienia, a potem wysłać z niego sprawozdanie do kurii - mówi pani Waszak.

Ks. Krystian Piechaczek, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Kurii Diecezjalnej w Gliwicach: - To dyspensa od konkretnego przykazania, więc trzeba podjąć jakiś wysiłek, by mu zadośćuczynić. Może to zrobić cała klasa.

Maturzyści gliwickiego zespołu szkół za namową katechety postanowili złożyć się po 3 zł. Zebrane pieniądze przeznaczyli na paczki mikołajkowe dla wielodzietnej rodziny z pobliskiej parafii. Niektórzy cieszyli się, że za parę złotych mają sprawę z głowy.

Ks. Piechaczek: - Wymienianie konkretnej kwoty przy prośbie o dyspensę może niefortunnie się kojarzyć. Ale jeśli decyzja była jednogłośna, bez sprzeciwu żadnego z uczniów i za radą katechety, to jesteśmy za.

Krystian Szatka, dyrektor szkoły, zapewnia, że w przyszłym roku sam zwróci uwagę na daty. - Po co wprowadzać atmosferę niedomówień - mówi dyrektor, który 3 zł nie zapłacił. - Dałem 20 zł na dzień maturzysty - wyjaśnia.