Korea Północna zrewidowała kodeks karny

Kim Dżong Il zaostrzył kary na wrogów swego reżimu, wprowadzając jednocześnie ochronę własności prywatnej. To ważna wskazówka, dokąd zmierza Korea Północna - mówią eksperci

O tym, że Phenian zmienił tej wiosny swój kodeks karny - doniósł w środę "Korea Times" z Seulu, powołując się na południowokoreańskie źródła wywiadowcze. Z takim to właśnie opóźnieniem nadchodzą informacje z najbardziej izolowanego kraju świata. Ale nawet tam coś się zmienia, choć niektóre zmiany brzmią przerażająco.

Zaostrzone zostały i tak drakońskie kary za próby obalenia władzy. Za szpiegostwo, "terroryzm antypaństwowy" i zdradę będą od tej pory tylko dwie kary - dożywocie albo śmierć. Dawny kodeksy z 1999 r. przewidywał od dziesięciu lat do kary śmierci. Zaostrzenie prawa może oznaczać, że reżim spodziewa się kłopotów - uważają obserwatorzy. W nowym kodeksie uwzględniono kary dla uczestników demonstracji, którym grozi teraz od pięciu do dziesięciu lat więzienia. Reżim staje się więc coraz bardziej nerwowy, widać, ma powody.

- Od uciekinierów dotarły do nas słuchy o wystąpieniach antyreżimowych - tłumaczy Kim Hyun Uk z Pokojowego Forum Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Narodowego. Od trzech lat w Korei Północnej są nowi niezadowoleni. Topornie przeprowadzona reforma gospodarcza, uwolnienie cen, a podwyżki płac tylko dla pupilów reżimu, sprawiły, że na bazarach są dobra, ale są dla wielu niedościgłe.

Nowy kodeks to kopalnia wiedzy o tajemniczej Korei Północnej. Karani będą przyłapani na oglądaniu zagranicznych filmów wideo i słuchaniu muzyki zachodniej. Czyżby do purytańskiej Korei przenikały pirackie nagrania z sąsiednich Chin i czy mieszkańcy słuchają już czegoś poza marszami wojskowymi, muzyką ludową i przemówieniami Ukochanego Wodza?

Ortodoksyjnego stalinowca niektóre fragmenty kodeksu muszą szokować. Korea Północna przyparta do muru uchyla obecnie drzwi kapitałowi zagranicznemu. Nowy kodeks jest wyraźnie prorynkowy. Zalegalizowano w nim pojęcie własności prywatnej, objęto ochroną prawa autorskie i znaki firmowe.

Inna ważna zmiana to obniżenie kar za ucieczkę z kraju. W drugiej połowie lat 90., kiedy głód w Korei Północnej sięgnął apogeum, Koreańczycy zaczęli uciekać do Chin. Szacuje się, że w Chinach ukrywa się od 100 tys. do 200 tys. Koreańczyków. Ten, kogo chińska policja złapie i odstawi do granicy, płacił dotąd za ucieczkę do Chin trzema latami obozu pracy. Teraz karę zmniejszono o rok - do dwóch lat. "Ci, którzy uchodzą do Chin, pracują i coś ze sobą przywożą z powrotem, może łagodząc kary, reżim próbuje poprawić swoje finanse?" - mówi wielebny Douglas Shin, który pomaga uciekinierom. Kto jednak spróbuje przez Chiny zbiec do Korei Południowej i zostanie przechwycony, pójdzie do obozu na pięć lat. Ucieczka do Seulu, z którym Phenian formalnie nadal jest w stanie wojny, to zdrada.