Jak sfilmowano Dziki Zachód

"Bezprawie" Kevina Costnera, które w piątek wchodzi do kin, dowodzi, że wciąż można nakręcić porządny western, choć od dobrych dziesięciu lat wydawało się, że to już "martwy gatunek". Przypominamy historię westernu.

Ameryka ma krótką historię. O czym więc Hollywood miałby opowiadać światu w swych filmach? O wojnie o niepodległość Stanów, z której kpiono, że o jej przebiegu decydowały spotkania patroli? A może o wojnie secesyjnej, w której liberalna przemysłowa Północ zmagała się z rolniczym Południem wykorzystującym czarnoskórych niewolników?

To mało romantyczne. Co innego podbój Dzikiego Zachodu: osadnicy wędrujący ku nieznanym ziemiom, budowa kolei, kowboje, bizony, Indianie, pojedynki rewolwerowców, piękności śpiewające w saloonach!...

Świat zakochał się w westernie.

Przyjrzyjmy się decydującym momentom w jego dziejach.

1903 - Premierę ma 12-minutowy "Napad na ekspres" Edwina S. Portera uznawany za pierwszy western. Niemy i bez napisów. Bandyci obezwładniają tu telegrafistę i rabują pociąg, zabijając niewinnych ludzi. Pogoń dopada ich w lesie, gdzie dzielą łupy. W finale jeden z bandytów - George Barnes - mierzy z pistoletu do widowni! To wywoływało w kinach popłoch!

1908 - Pojawia się Broncho Billy, pierwszy bohater serii westernów, który w "Napadzie na ekspres" wystąpił w scenie kowbojskiej potańcówki. Po nim przychodzi William S. Hart zwany Błękitnookim, który grywał bandytów dobrymi uczynkami odkupujących dawne winy. Ten wprowadził modę na czułe rozmowy kowboja ze swym koniem - Fritzem. Trzeci był Tom Mix: bohater bez skazy, akrobata i strojniś (biały kostium, czarne lakierowane buty, pas z końskiego włosia ze złotą klamrą z brylantami). Jego filmy nazywano końskimi operami.

1923 - Gotowa jest "Karawana" Jamesa Cruze'a, pierwszy western epicki, o osadnikach z lat 40. XIX wieku wędrujących do Kalifornii i Oregonu. Jego siłą były scenki rodzajowe: przeprawa przez rzekę, rozbijanie obozu, polowanie na bizony itp. Odniósł gigantyczny sukces - w ciągu roku zarobił 800 tys. dol.! Zwieńczeniem tego westernowego nurtu okaże się gigantyczny fresk "Jak zdobyto Dziki Zachód" (1962) Johna Forda, Henry'ego Hathawaya i George'a Marshalla.

1939 - "Dyliżans" Forda to western dźwiękowy i przełomowy, bo psychologiczny. Wśród pasażerów dyliżansu atakowanego przez Indian jest zbiegły z więzienia Ringo Kid (John Wayne), który jedzie zemścić się na zabójcach rodziny, i upadłe dziewczę imieniem Dallas (Claire Trevor). W finale szeryf pozwoli obojgu odjechać na rancho w Arizonie. Ford nie ufał Wayne'owi, dopiero po "Rzece Czerwonej" (1948) Howarda Hawksa krzyknął: "Nie wiedziałem, że ten wielki sukinsyn umie grać!".

1946 - W "Mieście bezprawia" Forda western zmierzył się z prawdziwym zdarzeniem (ale je przekłamał!): strzelaniną między braćmi Earpami i Johnem "Doc" Hollidayem a bandą Clantonów - 28 października 1881 r. w zagrodzie OK, w Tombstone w Arizonie. Legendarnego szeryfa Wyatta Earpa gra tu Henry Fonda (potem zrobią to m.in. Randolph Scott, James Stewart, Kevin Costner i Kurt Russell). Gdy Earp (1848-1929) pod koniec życia mieszkał w Los Angeles, opowiadał filmowcom o Dzikim Zachodzie i korygował na planie nieścisłości. Jednym z jego słuchaczy był Ford.

1950 - "Złamana strzała" Delmera Davesa to kres ery pokazywania Indian zgodnie z sentencją gen. Shermana: "Dobry Indianin to martwy Indianin". Tu równoprawni partnerzy - wódz Apaczów Cochis (Jeff Chandler) i biały Tom Jeffords (James Stewart) doprowadzają do zakopania topora wojennego.

Potem przychodzi czas westernów ekspiacyjnych: o prześladowaniach głodujących Indian - np. "Jesień Czejenów" (1964) Forda - i popełnianych na nich zbrodniach - np. "Niebieski żołnierz" (1970) Ralpha Nelsona o masakrze 500-osobowej indiańskiej wioski. Ten ostatni traktowano jako alegorię Wietnamu.

1952 - W filmie "W samo południe" Freda Zinnemanna całe miasteczko odwraca się od szeryfa (Gary Cooper) na wieść, że wróci tu banda Millera, który dzięki łapówkom wyszedł z więzienia. Szeryf walczy wspierany tylko przez żonę (Grace Kelly), która strzela jednemu z łotrów w plecy! Gdy jest po wszystkim, rzuca gwiazdę pod nogi mieszkańców i odjeżdża. Jak to odbierano? Jako zawoalowany obraz sytuacji człowieka oskarżanego o komunistyczne sympatie przez komisję MacCarthy'ego.

1953 - "Jeździec znikąd" George'a Stevensa dał wzorzec westernowego herosa (Alan Ladd), który pomaga ludziom, a potem odchodzi, bo jest skazany na samotność. Opozycję typów pokazuje już dobór barw: Ladd ma jasny strój i gniadego konia, a Zły (Jack Pallance) nosi się na czarno. Bieg zdarzeń oglądamy oczami chłopca, który szaleje za bohaterem. Jego zamężna matka (Jean Arthur) zresztą też. Bez filmu Stevensa nie byłoby "Siedmiu wspaniałych" (1960) Johna Sturgesa.

1956 - "Poszukiwacze" to arcydzieło Forda i największa rola Wayne'a, który wraz Jeffreyem Hunterem pięć lat szuka bratanicy (Nathalie Wood) porwanej przez Komanczów. Ta wędrówka czyni zeń rasistę: gdy odnajduje dziewczynę wychowaną na Indiankę, chce ją zabić. Kręcono to w ukochanej przez Forda Monument Valley. To podobno jeden z trzech filmów, które Spielberg ogląda zawsze, przystępując do nowej roboty.

1959 - Hawks wściekły na "W samo południe" - za fałsz historyczny i psychologiczny - kręci "Rio Bravo". Tu szeryf Wayne nie prosi miasteczka o pomoc: do pokonania bandytów wystarczy mu stary kuternoga (Walter Brennan), alkoholik wyciągający drobne ze spluwaczki (Dean Martin), żółtodziób (Ricky Nelson) i dziewczyna z saloonu (Angie Dickinson). Wayne, widząc ją w "stroju estradowym", mówi: "Jeśli wyjdziesz tak ubrana na ulicę aresztuję cię".

Nie ma większego westernowego hitu niż piosenka "My Rifle, my Ponny and Me", którą śpiewają Martin, Nelson i Brennan (grający na organkach). Wayne tylko słucha.

1959 - Startuje "Bonanza", najsłynniejszy serial westernowy (w kolorze!) o rodzinie Cartwrightów z rancza Ponderosa: starym Benie (Lorne Greene) i jego trzech synach: Adamie (Pernell Roberts), małym Joe (Michael Landon) i grubym Hossie (Dan Blocker). Słynna muzyka Livingstona i Evansa rozbrzmiewała w 430 odcinkach, do roku 1973.

Seriale wylansowały też innych westernowych gwiazdorów: Steve'a McQueena ("Wanted: Dead or Alive") i Clinta Eastwooda ("Rawhide").

1962 - "Człowiek, który zabił Liberty Valance'a" Forda był próbą odmitologizowania Dzikiego Zachodu. Okazuje się, że senator (James Stewart), któremu legenda przypisuje zabicie groźnego bandyty (Lee Marvin), wcale tego nie zrobił. Wyręczył go znajomy twardziel (Wayne), de facto mordując Valance'a!

W odmitologizowaniu najdalej posunął się jednak Robert Altman - w "Buffalo Billu i Indianach" (1976) prawdziwe postaci z Dzikiego Zachodu występują w cyrku!

1962 - "Ostatni kowboj" Davida Millera jest sztandarowym westernem współczesnym. Uciekający z więzienia Jack Burns (Kirk Douglas) wpada na swej klaczy Whisky pod ciężarówkę! Za to w "Hudzie, synu farmera" (1963) Martina Ritta kowboje w kapeluszach jeżdżą cadillacami. Gdy stado bydła zabija pryszczyca, stary ranczer (Melvyn Douglas) umiera, a jego syn (Paul Newman) zakłada szyby naftowe!

1962 - "Skarb w Srebrnym Jeziorze" Haralda Reinla daje początek serii zachodnioniemieckich ekranizacji książek Karola Maya (ulubionego pisarza Adolfa Hitlera). Są to tzw. ersatz-westerny, o braterstwie krwi wodza Apaczów Winnetou (Francuz Pierre Brice) i dwóch bladych twarzy: Old Shatterhanda (Lex Barker) i Old Surehanda (Stewart Granger). Chorwackie plenery są wspaniale, ale Indianie mówią po niemiecku!

NRD, nie gorsza, filmowała "Pięcioksiąg przygód Sokolego Oka" Jamesa Fenimore'a Coopera i realizowała "zaangażowane" fabuły o zbuntowanych wodzach indiańskich - Tekumsehu, wodzu Szaunisów, czy Osceoli, wodzu Seminolów. Główne role grał w nich nauczyciel wf. z Belgradu Gojko Mitić.

1964 - "Za garść dolarów" Sergia Leone zwiastuje narodziny spaghetti-westernu. W fabule ściągniętej ze "Straży przybocznej" Kurosawy Człowiek bez Nazwiska (Clint Eastwood) skłóca ze sobą dwie bandy, doprowadzając do ich zagłady. Spaghetti-western to świadome przerysowania, pompatyczny styl i brutalność. Postaci nie mają tu wątpliwości moralnych, liczy się tylko własna korzyść. Scenarzysta Burt Kennedy tak opisał te filmy Johnowi Fordowi: "Nie ma historii, nie ma scen, jest po prostu zabijanie". Muzykę do spaghetti-westernów, łącznie z arcydziełem "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" (1969) Leone, pisał Ennio Morricone.

1964 - Pojawia się najoryginalniejsza komedia westernowa: czechosłowacki "Lemoniadowy Joe" Oldricha Lipskiego, wg powieści Jiriego Brdecki. Jego bohater (Karel Fiala) pije tylko lemoniadową kolalokę, a w finale okazuje się, że szwarccharaktery-opoje to jego krewni: razem zakładają wytwórnię alkoholizowanej lemoniady - whiskoloki. Hollywood też potrafił śmiać się z Dzikiego Zachodu, choćby w "Kasi Ballou" (1965) Elliota Silversteina, gdzie Jane Fonda przewodzi bandzie tchórzy, a Lee Marvin jest największym ochlapusem w historii Far Westu.

1969 - "Dzika banda", najlepszy film Sama Peckinpaha, to westernowe epitafium. Bandę rabusiów Williama Holdena ściga tu, po nieudanym skoku na bank, jego dawny kompan - łowca nagród Robert Ryan. Wszyscy są przegrani. Jest rok 1913: honorowych kowbojów wypierają wielcy hodowcy bydła, przemysłowcy i cyniczni adwokaci.

Pisano, że to balet śmierci (w filmowanych w zwolnionym tempie jatkach ktoś naliczył 170 trupów!), Peckinpaha nazywano "Picassem okrucieństwa". Podobno podczas wojny domowej w Nigerii rząd pokazywał ten film swym oddziałom - podekscytowani strzelali już podczas projekcji.

1985 - "Niesamowity jeździec" Eastwooda wnosi do westernu wątek metafizyczny. Sam Eastwood gra tu pastora-zjawę. Gdy się myje, na jego ciele widać tyle śladów po kulach, że on nie ma prawa żyć. W osadzie poszukiwaczy złota pojawia się w chwili, gdy nastoletnia Sydney Penny czyta fragment Apokalipsy św. Jana - "I ujrzałem: oto koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć"...

To swoisty remake "Jeźdźca znikąd".

1990 - "Tańczący z wilkami" Kevina Costnera to przykład odwrócenia ról. Tu wszyscy Indianie z plemienia Siuksów są dobrzy, a biali, poza Dunbarem, żołnierzem wojny secesyjnej (Costner) - fatalni. Choć Indianie mówią we własnym języku, nie po angielsku, film zdobył siedem Oscarów i zarobił 424 mln dol.!

1992 - "Bez przebaczenia" Eastwooda (cztery Oscary) jest niczym westernowa summa. Bohater (Eastwood) to były pijak i zabijaka (strzelał do wszystkiego, co się rusza!), który rzuca hodowlę świń, bo burdelowe dziwki wyznaczają nagrodę za ukaranie kowboja, który poharatał ich koleżankę. Szeryf (Gene Hackman) jest łotrem i nieudolnym majsterklepką, kandydat na rewolwerowca (Jaimz Woolvett) niedowidzi, a tchórzliwy pisarzyna (Saul Rubinek) ubarwia zdarzenia, których jest świadkiem, budując fałszywą legendę Dzikiego Zachodu.

2004 - "Bezprawie" (2004). Robert Duvall i Costner (także reżyser filmu) wchodzą w konflikt z ranczerem (Michael Gambon), który odmawia im prawa do wypasu stada bydła na "jego terytorium". Tempo jest celowo powolne, bohaterowie prawdziwi w swej zwyczajności, czasem nawet śmieszni. Costner trzyma się realiów Dzikiego Zachodu: strzelający podchodzą blisko celu, ale i tak zwykle chybiają. Nawet słuszne postępki wyglądają tu dwuznacznie - usuwanie miasteczkowych bandziorów jest niczym bezduszne tępienie gryzoni.

Czyżbyśmy byli świadkami "zmartwychwstania" westernu?

Westerny?