Amerykanie nie wierzą, że Iran wstrzyma swój program nuklearny

Amerykanie podchodzą z ogromną nieufnością do porozumienia trzech państw UE z Teheranem o zawieszeniu irańskich prac nad programem nuklearnym. Praktycznie nikt w Waszyngtonie nie wierzy, że Iran dotrzyma umowy

"Ufaj, ale sprawdzaj" - tak prezydent Ronald Reagan określał swój stosunek do kolejnych porozumień rozbrojeniowych z ZSRR. Dziś w Ameryce to sformułowanie co chwila jest przypominane przy okazji umowy Francji, Niemiec i Wlk. Brytanii zawartej z Iranem, która dotyczy wstrzymania przez ten kraj prac nad wzbogacaniem uranu. Proces wzbogacania jest kluczowym krokiem do wyprodukowania broni jądrowej.

Bez USA nie ma porozumienia?

- Irańczycy zgodzili się zawiesić, a nie zlikwidować swój program nuklearny - przypomniał we wtorek prezydent Bush. - To krok w dobrym kierunku, ale na pewno nie krok ostateczny. Teraz bardzo ważne jest, by wszystko, co zostało uzgodnione, świat mógł zweryfikować.

Właśnie weryfikacja będzie zdaniem USA kluczowa. Zachodnie wywiady podejrzewają, że w odróżnieniu od Iraku czy Korei Płn. Iran rozdzielił prace nad programem nuklearnym na kilkanaście ośrodków. Nie wszystkie są znane.

Amerykanie nie brali bezpośredniego udziału w negocjacjach z Iranem, bo administracja Busha zdecydowała, że zostawi tę sprawę sojusznikom w Europie, by sprawdzili, co da się osiągnąć dyplomacją. Z trójki państw prowadzących rozmowy z Iranem Francja i Niemcy ostro krytykowały Busha za postawienie na wojnę, a nie dyplomację w stosunkach z Saddamem Husajnem.

Taka postawa Amerykanów budzi mieszane komentarze. Zdaniem jednych ekspertów bez Amerykanów wszelkie negocjacje są bezwartościowe, bo Irańczycy mogą się ugiąć tylko pod zjednoczoną opinią świata.

- USA swoją taktyką stania z boku mogą zabić to porozumienie - uważa Joseph Cirincione, czołowy amerykański ekspert od irańskiego programu nuklearnego. - Tylko Ameryka może dać Iranowi takie gwarancje bezpieczeństwa, których ten kraj będzie się domagał, by zrezygnować z ambicji nuklearnych.

Dobry glina i zły

Ale inni eksperci zauważają, że Amerykanie próbują stosować klasyczną taktykę "dobry glina - zły glina", ewentualnie "kija i marchewki". Europejczycy to "dobry glina" - proponują Iranowi marchewkę, czyli liczne korzyści gospodarcze w zamian za rezygnację z atomu. USA tymczasem jako "zły glina" wygrażają Irańczykom od czasu do czasu kijem, domagając się np., by Iranem zajęła się wreszcie Rada Bezpieczeństwa ONZ, która mogłaby uchwalić sankcje, a przynajmniej nimi pogrozić. W poniedziałek Amerykanie głośno protestowali, gdy ONZ-owska Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) potwierdziła, że Iran wypełnia porozumienie, ale nie zagroziła niczym w przypadku, gdy umowę przestanie wypełniać.

W ramach "grożenia kijem" we wtorek wypowiedział się gen. John Abizaid, głównodowodzący wojsk amerykańskich na Bliskim Wschodzie: - Dlaczego Irańczycy mieliby otwarcie działać przeciwko nam, narażając się na użycie naszej potęgi powietrznej i morskiej? To byłoby dla mnie kompletnie niezrozumiałe - powiedział Abizaid w wywiadzie dla "USA Today" szeroko cytowanym na całym Bliskim Wschodzie.

Pamiętajcie o Korei

Jeśli nawet wśród amerykańskich komentatorów istnieje spór, jak podchodzić do europejsko-irańskich negocjacji, w dwóch kwestiach panuje zgoda. Po pierwsze, nie można dopuścić, by rządzony przez muzułmańskich fundamentalistów i jawnie popierający terroryzm Iran pozyskał broń nuklearną. Po drugie, praktycznie nikt nie wierzy, że Iran dotrzyma obecnej umowy.

- Nie można ufać Iranowi, że zrezygnuje z programu - uważa James Phillips, ekspert konserwatywnej Fundacji Heritage. - Przecież podobne porozumienie z Europejczykami złamał już pół roku temu!

- Nie mam żadnej wątpliwości: Iran dalej będzie próbował zbudować broń nuklearną - zgadza się Shibley Telhami, ekspert liberalnego Brookings Institution w Waszyngtonie.

- Jeśli opcja militarna nie wchodzi w grę, to USA nie mogą dziś zrobić praktycznie nic, by zatrzymać irański program - uważa James Phillips. - Ale to nie znaczy, że nasz rząd musi ukrywać, iż obecnie negocjowane porozumienie z Iranem zawiera te same wady co porozumienie z Koreą Płn. w 1994 r. Uśpiło ono czujność świata, a Korei dało czas na prace nad atomowym arsenałem.

Historia z Koreą jest przywoływana przy wszystkich dyskusjach o Iranie. Koreańscy przywódcy w latach 90. zgodzili się na wstrzymanie programu i niemal równocześnie rozpoczęli tajne prace nad nowym projektem nuklearnym. Gdy te wyszły na jaw, wyrzucili inspektorów ONZ i dziś - według ocen CIA - mają przynajmniej sześć ładunków jądrowych.