Kulczyk nie zeznawał, komisja się kłóciła

Dlaczego komisja śledcza nie przesłuchała we wtorek Jana Kulczyka? Czy posłowie dali się ponieść politycznym emocjom? A może chcieli się najpierw dowiedzieć, czy Kulczyk nagrał rozmowę z Giertychem?

Pierwszy wystąpił Roman Giertych (LPR). Sam zrezygnował z przepytywania Kulczyka. Jako powód podał kontrowersje wokół swojego spotkania z Kulczykiem na Jasnej Górze 6 września. Kulczyk twierdzi, że Giertych namawiał go podczas tego spotkania do przekazania dokumentów kompromitujących prezydenta Kwaśniewskiego.

Lider LPR wygłosił płomienne przemówienie o zasługach komisji śledczej i winach tych, którzy tych zasług nie dostrzegają. - Na szkalowanie komisji wydawane są olbrzymie pieniądze. Zmowa służb specjalnych próbuje zamknąć nam usta.

Gdy już się wydawało, że zaraz rozpocznie się przesłuchanie Kulczyka, Zbigniew Wassermann (PiS) złożył wniosek o przesunięcie przesłuchania na 8 grudnia. Argumentował m.in., że komisja nie zna protokołów z przesłuchania Kulczyka w ubiegły piątek w łódzkiej prokuraturze. Jednak szef komisji Józef Gruszka przypomniał, że on i Wassermann czytali już te akta poprzedniej nocy.

Wniosek o odroczenie przesłuchania nie przeszedł.

Przestępcze zachowania Widackiego

Na salę został zaproszony Kulczyk. Była 10.12. I wtedy Wassermann zażądał wykluczenia z prac komisji pełnomocnika Kulczyka mec. Jana Widackiego. Oskarżył Widackiego, że w 1991 r., gdy był wiceministrem spraw wewnętrznych, patronował założeniu fundacji Bezpieczna Służba. We władzach fundacji zasiadały żona i siostra nieżyjącego już gangstera Jeremiasza Barańskiego, ps. "Baranina", a cała fundacja była "próbą usadowienia struktur przestępczych wewnątrz MSW".

Do Wassermanna dołączył Miodowicz, który też chciał wykluczenia Widackiego "w związku z jego przestępczym, niegodnym etosu adwokatury zachowaniem". Chodziło o to, że 9 listopada Widacki zażądał odwołania z komisji m.in. Miodowicza. Adwokat twierdził, że Miodowicz może być świadkiem komisji, bo gdy na początku lat 90. kierował kontrwywiadem, przyznano polskie obywatelstwo właścicielom spółki J&S, a ta spółka jest jednym z przedmiotów zainteresowania komisji śledczej.

Przed głosowaniem nad wyłączeniem Widackiego znów zarządzono przerwę - tym razem trwała ponad godzinę.

Widacki: cała Polska patrzy

Po przerwie zrobiło się już naprawdę gorąco. Wassermann zapytał ekspertów komisji, czy do wykluczenia Widackiego można zastosować rzadko praktykowany przepis kodeksu postępowania karnego pozwalający na odmówienie świadkowi prawa do pełnomocnika.

- Komisja robi wiele, żeby nie doszło do przesłuchania. Komu na tym zależy? Próba wykluczenia pełnomocnika to ograniczenie konstytucyjnych praw świadka. Panie przewodniczący, wzywam, żeby pan do tego skandalu nie dopuścił - atakował Wassermanna Andrzej Celiński (SdPl).

Jednak eksperci komisji stwierdzili, że można świadka pozbawić pełnomocnika na podstawie przepisów kpk i decyzję zostawili posłom. Dopuszczony do głosu Jan Widacki ostrzegał kolegów prawników: - Cała Polska tego słucha i patrzy.

I dodał: - Fundacja, o której mówi poseł Wassermann, była jedną z 300 fundacji nadzorowanych przez MSW. Nie znałem "Baraniny". Nie wiedziałem, że w fundacji jest jego rodzina.

Kulczyk: nie chce mi się z wami gadać

O 13.25 rozpoczęła się przedostatnia odsłona dramatu. Mimo ostrzeżeń biura legislacyjnego Sejmu komisja przegłosowała odwołanie Widackiego.

"Za" było pięciu posłów: Antoni Macierewicz (RKN), Konstanty Miodowicz (PO), Zbigniew Wassermann (PiS), Roman Giertych (LPR) i Józef Gruszka (PSL).

Dwóch - Andrzej Grzesik (Samoobrona) i Zbigniew Witaszek (niezrzeszony) - wstrzymało się.

Przeciwko głosowało czterech przedstawicieli lewicy. Gdy podliczono głosy, Widacki po prostu wyszedł z sali.

O 13.45 Jan Kulczyk, który został sam za stołem dla świadków, oświadczył: - Pozbawienie mnie pełnomocnika oznacza odebranie mi konstytucyjnych praw. W tej sytuacji odmawiam składania zeznań.

Na sali zapadło milczenie. Gruszka zarządził... kolejną przerwę.

Czas na chamstwo

W czasie przerwy dziennikarze obserwowali, czy samochód Kulczyka nie odjeżdża spod Sejmu. Jednak Kulczyk został.

Gdy wznowiono obrady, Gruszka próbował ratować sytuację, oświadczając, że komisja nie chciała pozbawiać Kulczyka pełnomocnika w ogóle. - Może pan mieć pełnomocnika, ale nie tego - mówił.

Tego już nie wytrzymali eksperci. Pouczyli komisję, że swoją uchwałą odebrali Kulczykowi prawo do pełnomocnika oraz że komisja nie ma prawa ingerować w to, kto jest pełnomocnikiem Kulczyka.

To rozsierdziło Gruszkę. - Wprowadziliście komisję w błąd - zarzucił ekspertom.

Wspierał go Giertych i bronił decyzji o wykluczeniu Widackiego "jako poseł i jako adwokat".

Gruszka, który zaczął sobie uświadamiać błąd, przebąkiwał coś o powtórzeniu głosowania. Wassermann jednak stwierdził, że "nie widzi problemu".

- Wstyd. Kompromitujecie polski Sejm i siebie samych - mówił Celiński. Różański (SLD) dodał, że komisja "przywraca do życia upiorną zasadę, że jeśli fakty nie pasują do tezy, tym gorzej dla faktów".

Po tej wypowiedzi Gruszka zaatakował posła SLD poniżej pasa: - W 1947 r. był taki funkcjonariusz, który nazywał się Różański, ciekawe, czy nie mieliście wspólnych więzów krwi [Józef Różański był katem UB i wiceministrem stalinowskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - red.].

Porażony tą wypowiedzią Różański skierował Gruszkę do podręczników historii. Celiński powiedział krótko: "Chamstwo". Na to Miodowicz zarzucił Celińskiemu "prostactwo".

Kulczykowi podziękowano, a wyraźnie zniesmaczeni i skłóceni posłowie pospiesznie zakończyli obrady.

W środę Kulczyk ma zeznawać w prokuraturze o swoim spotkaniu z Giertychem na Jasnej Górze. Wtedy okaże się, czy nagrał tę rozmowę i czy Giertych rzeczywiście chciał od niego "kwitów" na prezydenta Kwaśniewskiego.

Co myślisz o wtorkowych obradach komisji?