Rywin pomógł w przestępstwie, ale komu?

Apelacja Lwa Rywina. Sąd apelacyjny nie widzi w Lwie Rywinie solisty-oszusta jak w kwietniu tego roku sąd okręgowy. Uważa raczej, że pomógł on w przestępstwie płatnej protekcji. Czy w wyroku dowiemy się, komu pomógł?

Wtorkowa rozprawa apelacyjna w reprezentacyjnej sali, gdzie ogłaszana jest ważność wyboru prezydenta, trwała tylko 55 minut. Na wniosek obrony rozprawę przerwano do 8 grudnia. Adwokaci chcą przygotować nową linię obrony.

- Na mój rozum sąd apelacyjny idzie w dobrym kierunku - komentuje prof. Zbigniew Hołda, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Cieszę się, bo sąd chce odstąpić od koncepcji, że Rywin działał sam - mówi wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz, szef komisji śledczej, która badała aferę Rywina.

Od korupcji do oszustwa

Producent filmowy Lew Rywin w lipcu 2002 r. pojawił się w Agorze z korupcyjną propozycją: oferował korzystne dla spółki zapisy w nowelizowanej ustawie o RTV (tak, by mogła kupić ogólnopolską telewizję), w zamian chciał 17,5 mln dol. dla SLD i stanowisko prezesa w telewizji Polsat dla siebie. W spotkaniu z prezes Agory Wandą Rapaczyńską powołał się na premiera Leszka Millera, podczas rozmowy z Adamem Michnikiem na "Grupę Trzymającą Władzę". Z drugiej rozmowy jest nagranie.

Poza Rywinem i jego obrońcami nikt tych faktów nie kwestionuje. Drugi rok trwa spór o ich interpretację. Przyjęty przez Sejm raport komisji śledczej autorstwa Zbigniewa Ziobro (PiS) mówi o korupcji - Rywin miał być pośrednikiem "Grupy Trzymającej Władzę" (b. premier Leszek Miller, szefowa jego gabinetu Aleksandra Jakubowska i Lech Nikolski, b. prezes TVP Robert Kwiatkowski oraz członek KRRiT Włodzimierz Czarzasty). Prokuratura zarzuciła Rywinowi przestępstwo płatnej protekcji, czyli powoływania się na wpływy "w załatwieniu sprawy" w zamian za korzyść majątkową. Nie znalazła dowodów na istnienie "GTW". Sąd okręgowy w kwietniu 2004 r. poszedł dalej. Uznał, że Rywin wykorzystał zamieszanie wokół nowelizacji ustawy medialnej i usiłował "ugrać" dla siebie prezesurę w Polsacie, kłamiąc o swoich możliwościach w rozmowach w Agorze.

Parę podręczników do przeczytania

Taki werdykt zakwestionowała i prokuratura, i obrońcy. Zgodnie zarzucili sądowi okręgowemu, że "wyszedł poza granice aktu oskarżenia", czym naruszył prawo do obrony. Zanosiło się na powtórzenie procesu. Trzech sędziów sądu apelacyjnego zaskoczyło wczoraj wszystkich. Uprzedzili, że Rywin może zostać skazany, ale za przestępstwo, którego dotąd nie brano pod uwagę - pomoc w płatnej protekcji.

- To jest całkowicie nowa koncepcja - mówi zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik, wyraźnie zaskoczony zapowiedzią sądu apelacyjnego. - Z zainteresowaniem wysłucham jej uzasadnienia.

Na to przyjdzie poczekać. Adwokaci Rywina zareagowali błyskawicznie. Poprosili o czas na przygotowanie nowej koncepcji obrony. Sąd dał im ponad dwa tygodnie.

- Takiej zmiany nie przewidziałem. Ktoś, kto słyszy o "pomocnictwie", to wie, że jest parę podręczników do przeczytania - mówił mec. Wojciech Tomczyk do dziennikarzy.

Czy to zmiana na lepsze, czy gorsze dla Rywina? - Zagrożenie karą jest jak przy płatnej protekcji do trzech lat - odpowiadał wymijająco adwokat.

- Czy zamiast ponownego procesu domagał się będzie Pan uniewinnienia? - Nie wykluczam - usłyszeliśmy.

A mur runie

Wszyscy wybiegali w przyszłość, oceniając, że uprzedzenie o zmianie kwalifikacji to zapowiedź wyroku, a nie ponownego procesu.

Czy pomocnik może być skazany bez określenia, komu pomógł? - pytali. - Może. Nawet współsprawca przestępstwa może być nieznany - odpowiada prof. Hołda. - Ktoś za Rywinem stał, tyle usłyszymy - powiedział nam jeden z sędziów znających sprawę. Tylko tyle, czy aż tyle?

Według marszałka Nałęcza wczorajsze zdarzenie to dobra wiadomość. Druga po decyzji, że białostocka prokuratura apelacyjna, która już postawiła zarzuty za sfałszowanie ustawy o RTV, zbada cały proces legislacyjny jej dotyczący. To też krok do znalezienia tych, którzy Rywina wysłali do Agory. - Po nitce do kłębka - mówi Nałęcz - a prędzej czy później ten mur runie. Bo sąd i prokuratura wyciągną z niego kolejne cegły.

Rywin nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. - Dopóki nie skończy się polityczno-medialny skandal, nie będę niczego komentować - powtarzał w kółko. Ale nie rozumieli, o co chodzi.