Patron nie dla hakerów

Od trzech dni trwa wzmożony atak amerykańskich hakerów na strony internetowe organizacji kościelnych. Dlaczego? Hakerzy chcieli uczynić św. Ekspedyta swoim patronem, ale Kościół stwierdził, że ten święty jest już zajęty

Wszystko zaczęło się trzy tygodnie temu. - Naszą świątynię zaczęły nawiedzać pielgrzymki młodych ludzi - mówi ojciec Michael Amesse, pastor z kościoła Matki Boskiej z Gwadelupy w Nowym Orleanie, gdzie znajduje się jedyna w Stanach figurka św. Ekspedyta. - Myślałem, że nawraca się kwiat młodzieży. Do czasu, gdy dowiedziałem się, że to hakerzy, którzy przychodzą do swojego swojego patrona. A nasz Ekspedyt jest patronem czasu, a nie hakerów! - złości się. Gdy w ostatni weekend ojciec Amesse po konsultacji ze swoimi zwierzchnikami zabronił hakerskim pielgrzymkom wstępu do kościoła, rozpoczęło się piekło. Jeszcze wczoraj nie można było wejść na strony internetowe większości amerykańskich parafii i organizacji kościelnych!

Hakerskie środowisko w USA myślało nad wyborem patrona już od kilku miesięcy. - Musimy go mieć, żeby nam pomagał w walce ze złymi hakerami - pisali na listach dyskusyjnych.

Kościół ich nie rozumie, bo w 2002 r. patronem programistów i internautów ustanowił św. Izydora z Sewilli. Ten święty w siódmym wieku stworzył pierwszą bazę danych - 20-tomową encyklopedię, tzw. etymologię (podsumowanie wszystkiego, co w tamtym czasie człowiek wiedział o świecie).

Ale hakerzy chcą mieć innego patrona niż zwykli komputerowcy. Odgrażają się, że dopóki ojciec Amesse nie pozwoli im pielgrzymować do "swojej" kaplicy, będą kontynuować ataki na strony internetowe Kościoła.