Bunt w CIA

W CIA wrze. Agencja, która ma prowadzić wojnę z terroryzmem, nie akceptuje swego nowego szefa

Dwóch ludzi odpowiedzialnych w CIA za prowadzenie tajnych operacji podało się do dymisji. Inny - powszechnie szanowany spec od antyterroryzmu - publicznie krytykuje swych przełożonych. Eksperci obawiają się, czy skłócone służby specjalne będą efektywnie walczyć z al Kaidą.

Odchodzą z hukiem

Wicedyrektor CIA ds. operacyjnych i jego zastępca wręczyli dymisje podczas odbywającej się co poniedziałek w siedzibie Agencji pod Waszyngtonem narady kierownictwa CIA.

Stephen Kappes i Michael Sulick pracowali w CIA od lat, a od kilkunastu miesięcy kierowali wydziałem operacyjnym, czyli szpiegami działającymi poza granicami USA. Wcześniej Kappes kierował m.in. placówką CIA w Rosji, co w świecie szpiegów jest stanowiskiem niemal tak prestiżowym jak zarządzanie całym wywiadem.

Kappes i Sulick pokłócili się z dyrektorem gabinetu nowego szefa CIA Portera Gossa. Ten były oficer CIA od kilkunastu lat zasiadał w Kongresie USA, a ostatnio kierował w Izbie Reprezentantów komisją ds. służb specjalnych.

Prezydent Bush postawił Gossa na czele CIA latem, gdy na emeryturę odszedł poprzedni dyrektor George Tenet.

Ten ostatni był uwielbiany przez podwładnych, ale musiał odejść z powodu zmasowanej krytyki CIA za nietrafione analizy na temat irackiej broni masowego rażenia i fatalnego przygotowanie okupacji Iraku.

Biały Dom był przekonany, że Goss szybko zyska zaufanie dawnych kolegów, ale okazało się, że mentalność szpiegów i mentalność biurokratów są bardzo odległe.

Goss sprowadził do CIA swych doradców z Kongresu, a ci zaczęli się kłócić z oficerami CIA. Gdy szef gabinetu Gossa zbeształ pewnego oficera o nienagannej opinii, w jego obronie stanęli przełożeni. Goss rozwiązał konflikt w ten sposób, że przyjął ich rezygnację.

Wojna z terroryzmem trwa na wielu frontach, a jeden z nich przebiega przez korytarze Białego Domu i Kongresu USA. Zdaniem wielu ekspertów kadrowi oficerowie CIA nie pojmują, że w dzisiejszych czasach muszą nie tylko tropić terrorystów i obcych szpiegów, ale również nauczyć się sztuki lawirowania między rozmaitymi grupami nacisku.

CIA jest od miesięcy w trudnej sytuacji - z jednej strony krytycy irackiej polityki Busha Agencję obciążają odpowiedzialnością za fatalne przygotowanie całej operacji, z drugiej Biały Dom naciska na Agencję, domagając się spektakularnych sukcesów, np. aresztowania lub zabicia Osamy ben Ladena.

Anonim też odszedł

Odejście Kappesa i Sulicka to ciężki cios dla CIA. Kappes, znany dobrze sojusznikom m.in. z polskiej Agencji Wywiadu, zasłynął ostatnio z mediacji z libijskim dyktatorem Muammarem Kaddafim. To właśnie on przekonał Kaddafiego, że Libii opłaci się zrezygnować z programu nuklearnego w zamian za zniesienie sankcji USA.

Libia, która od lat znajdowała się na amerykańskiej liście państw wspierających terroryzm, zrezygnowała z planów budowy bomby, przeprosiła za zamach na samolot Pan Am w 1989 r. nad Lockerbie i wypłaciła odszkodowania rodzinom ofiar. To największy jak dotąd obok obalenia reżimu talibów sukces polityki zagranicznej prezydenta Busha.

Kappes nie jest jednak jedyną ofiarą rządów nowego dyrektora. W ostatnich dniach do dymisji podali się także dwaj inni sławni szpiedzy - wieloletni wicedyrektor CIA John McLaughlin oraz Mike Sheuer, były szef grupy ścigającej ben Ladena.

Sheuer opublikował niedawno książkę o błędach popełnionych przez ekipę Busha w wojnie z terroryzmem. Wydał ją jako "Anonim", ale cały Waszyngton wiedział, kto jest autorem. Zdaniem Sheuera błędem było m.in. wycofanie dużej części sił CIA z Afganistanu i przesunięcie ich do Iraku. - Trzeba było najpierw dorwać Osamę, a dopiero potem brać się za Saddama - uważa Sheuer.

Wielu ekspertów podkreśla jednak, że zmiany w CIA były potrzebne. Specjalna komisja Kongresu USA wyliczyła w swym raporcie o 11 września błędy Agencji. Biały Dom obciążał również oficerów CIA, takich jak m.in. Sheuer, że zbyt dużo mówią o swej pracy. Gdy kilka tygodni temu media opublikowały tajną analizy CIA o Iraku, prezydent Bush miał oświadczyć Porterowi Gossowi: "Ludziom w CIA błędnie wydaje się, że nikomu nie podlegają".