Czesi i Słowacy obchodzą 15. rocznicę rozpoczęcia aksamitnej rewolucji

Piętnaście lat po rozpoczęciu w Czechosłowacji aksamitnej rewolucji czeska i słowacka młodzież nie bardzo wie, co stało się 17 listopada 1989 r. - Za komunizmu nie było komiksów, czego w ogóle nie mogę sobie wyobrazić - mówi dziś słowacki 15-latek cytowany przez media

Jak wynika z ankiet przeprowadzanych w różnych gazetach rówieśnicy słowackiego 15-latka, także czescy, często mylili początek aksamitnej rewolucji z wybuchem rewolucji październikowej. Nauczyciele przyznają, że częściowo winne są temu programy szkolne, które na wydarzenia sprzed 15 lat przewidują pojedyncze lekcje pod koniec roku szkolnego. Choć młodzi gubią się w meandrach najnowszej historii, Czesi i Słowacy uczczą okrągłą rocznicę obalenia komunizmu w swoim, wtedy jeszcze wspólnym, państwie. Na dziś zaplanowano uroczyste posiedzenie parlamentu w Pradze, manifestacje i spotkania z uczestnikami wydarzeń.

Havel kontra Husak

W listopadzie 1989 r. w Polsce był już pierwszy niekomunistyczny rząd i częściowo wolny parlament, a kilka tygodni wcześniej runął nawet mur berliński. Tymczasem w Czechosłowacji nadal rządził Gustav Husak i twardogłowi komuniści. Potrzebny był silny impuls - przyznają bohaterowie tamtych wydarzeń. Wszystko zaczęło się od demonstracji studenckiej na praskim placu Wacława. Legalnej, ponieważ zorganizowanej z okazji Dnia Studenta - w rocznicę hitlerowskiej akcji przeciwko studentom i zamknięcia czeskich uczelni w 1939 r.

Policja brutalnie stłumiła manifestację 17 listopada 1989 r. Szybko też rozeszła się wiadomość, powtarzana przez niezależną agencję informacyjną, że jeden ze studentów został zakatowany na śmierć. To dało sygnał do nieustannych demonstracji w kolejnych dniach, które zaowocowały w półtora miesiąca później (po rozmowach władz komunistycznych z opozycyjnym Forum Obywatelskim) zaprzysiężeniem przywódcy Forum, Vaclava Havla, na prezydenta Czechosłowacji. Wiadomość o śmiertelnym pobiciu przez milicję wydawała się wtedy tak prawdopodobna, że nikt nie żądał jej potwierdzenia. Dziś już wiadomo, że całe to zdarzenie stanowiło, na szczęście nieudaną, prowokację Służby Bezpieczeństwa (StB), która, wykorzystując demonstracje studenckie, chciała doprowadzić do przewrotu na szczycie partii komunistycznej. Student, który rzekomo zginął, nazywa się Ludvik Zifczak, był kapitanem StB, do dziś żyje w Bruntalu i kieruje kanapowym ugrupowaniem komunistycznym.

Nieprecyzyjny termin

Ocena wydarzeń sprzed 15 lat w Czechach i na Słowacji nie jest jednoznaczna. Wątpliwości budzi już samo ich określenie - aksamitna rewolucja - świadczące o jej łagodnym przebiegu. - To nieprecyzyjny termin. Przecież pierwsze dni były bardzo niebezpieczne, policja i wojsko znajdowały się w stanie gotowości - tłumaczył w poniedziałek Vaclav Havel w wypełnionej po brzegi auli Uniwersytetu Karola w Pradze. Istnieje też opinia, że przewrót był wcześniej uzgodniony między władzami i środowiskami opozycyjnymi, wśród których wiele osób prezentowało poglądy lewicowe. - Już sam fakt, że było wtedy tyle zamieszania i braku profesjonalizmu świadczy o tym, że nikt niczego z góry nie zaplanował - przekonywał studentów b. prezydent.

Spór o przeszłość trwa. Obecny prezydent Czech, Vaclav Klaus, który do opozycji przystąpił dopiero w trakcie aksamitnej rewolucji, stwierdził w jednym z przemówień, że komunizmu w Czechosłowacji nie obaliły grupki dysydentów, ale tzw. "szara strefa" - zwykli ludzie, którzy klęli na reżim w domowym zaciszu. W kraju, w którym z StB

współpracowało ponad 100 tys. osób, a opozycjonistów było najwyżej kilka tysięcy, ten pogląd nie wzbudził wielkiego sprzeciwu.

Z najnowszych sondaży wynika, że blisko 59 proc. Słowaków nie jest zadowolonych z rozwoju sytuacji w swoim kraju po 1989 r. - To niezadowolenie nie oznacza jednak nostalgii za czasami sprzed 1989 r. - zwraca uwagę socjolog Zuzana Kusa.

Socjolodzy zwracają też uwagę, że na wyniki tego typu badań duży wpływ ma aktualna sytuacja polityczna, a na Słowacji w krótkim czasie przeprowadzono kilka reform socjalnych i ekonomicznych, które nie wszystkim przypadły do gustu.

O nostalgii świadczą natomiast wyniki sondażu przeprowadzonego przed kilkoma dniami w Czechach. 20 proc. ankietowanych przez agencję Meridian przywróciłoby system komunistyczny, gdyby mogło. W grupie powyżej 60. roku życia uczyniłaby to nawet połowa respondentów, a wśród 40-latków co czwarty. - Ludzie zapomnieli już o pustych półkach sklepowych. Pamiętają za to, że wszystko było prawie za darmo i każdy miał pracę - uważa socjolog Jan Hadrava z Meridiana. Pocieszające jest to, że ponad 90 proc. czeskich 20- i 30- latków nie tęskni za komunizmem.