Mleko prosto z gwinta wraca do sklepów

Aż łezka kręci się w oku... Do sklepów powraca mleko w szklanych butelkach

To jeden z kultowych towarów socjalizmu. Choć butelki były jednakowej wielkości, miały kolorowe sreberka, które świadczyły o prawdopodobnej zawartości tłuszczu. Społeczeństwo dzieliło się wtedy na dwa obozy: miłośników sreberka srebrnego (mleko chude, bardziej zdrowe) i entuzjastów sreberka złotego (wspaniale tłuste). Nieważne, że oba mleka smakowały tak samo. Sreberko zawierało też datę przydatności do spożycia, choć nigdy nie dawało się jej odczytać. Wszyscy wiedzieli jednak, że przechowywanie mleka dłużej niż kilkanaście godzin bez przegotowania groziło biegunką.

Dziś butelkowane mleko z triumfem powraca do sklepów. Robi je jedna z warszawskich firm. - Klienci różnie reagują - przyznaje dyrektor Aneta Sobolewska, przedstawiciel producenta. - Niektórzy się cieszą i stukają w butelki, sprawdzając, czy to szkło, inni narzekają, że butelki są za ciężkie.

Firma nie tylko liczy na sentymentalnych klientów, ale też na amatorów wysokiej jakości. Mleko w butelce zostało bowiem specjalnie przefiltrowane, dzięki czemu ma trwałość dwóch tygodni. Można je pić bez przegotowania, chociaż nie jest pasteryzowane. Ma tylko jeden mankament - jest droższe od tego w kartonie nawet o złotówkę.

Niestety, tak jak na początku lat 90. znów pojawił się problem, co zrobić z pustą butelką. Jest jednorazowa. - Nie nadaje się do mycia, bo mleko straciłoby swoje właściwości - mówi Sobolewska.

Butelkę można więc co najwyżej wyrzucić do specjalnego pojemnika na szkło - jeśli takowy w ogóle stoi w sąsiedztwie domu. Producent nie planuje również stawiania - jak to było w PRL-u - mleka pod drzwi i odbierania pustych butelek.