Królowa Elżbieta II w Niemczech

Zamiast przeprosić Niemców za alianckie bombardowania Drezna, co sugerowała prasa, brytyjska królowa Elżbieta II była wczoraj gospodynią koncertu charytatywnego na rzecz odbudowy jednego z drezdeńskich kościołów

Ruiny drezdeńskiej Frauenkirche aż do 1990 r. były antywojennym pomnikiem. Drezno legło w gruzach w lutym 1945 r. - wskutek nalotu dywanowego zginęło co najmniej 35 tys. osób. Po zjednoczeniu Niemcy postanowili odbudować kościół. Brytyjska rodzina królewska wsparła to wcześniej darowizną 750 tys. funtów. Dochód z wczorajszego koncertu w berlińskiej filharmonii ma z kolei sfinansować zakup wyposażenia kościoła.

W przemówieniach w Berlinie królowa apelowała, by pamiętać o przeszłości, ale pracować dla przyszłości. - Wspominając straszne cierpienia wojenne, po obu stronach dostrzegamy, jak drogocenny jest pokój, który po 1845 r. zbudowaliśmy w Europie - powiedziała. Słowo "sorry" nie padło, bo i paść nie miało. Niemcy wcale nie żądali przeprosin z Drezna.

Elżbieta II po raz czwarty przyjechała do Niemiec - żadnego innego kraju nie odwiedziła częściej, mimo że Niemcy nie są ulubieńcami jej poddanych, a zwłaszcza brytyjskiej prasy bulwarowej. Gazety chętnie porównują dzisiejszych Niemców do nazistów, Hunów i Prusaków o neoimperialnych zakusach. Niemcy się na to zżymają - ostatnio Joschka Fischer narzekał, że jego rodacy przedstawiani są na Wyspach "jako żołdacy maszerujący krokiem defiladowym".

Tuż przed podróżą królowej brytyjskie gazety zarzuciły Niemcom, że rzekomo żądają od Elżbiety II przeprosin za naloty i chcą historię pisać na nowo. "Daily Express", wbrew oficjalnym dementi polityków, informował o rzekomych negocjacjach w sprawie przeprosin, "Daily Mail" napisał na czołówce: "Sorry, ale nie wolno pozwolić, aby Niemcy zapomnieli o swej złej przeszłości". Do tej wirtualnej debaty - żaden poważny niemiecki polityk ani publicysta nawet nie wspomniał o przeprosinach - włączyły się też tytuły opiniotwórcze, np. "Observer" ocenił, że "Hitler był zły, nasze bomby - nie".

W Niemczech tylko bulwarowa "Bild-Zeitung" odpowiedziała na nieuczciwe informacje rozpowszechniane w brytyjskiej prasie. Czołówkę z pytaniem: "Czy Królowa nas przeprosi?" opatrzyła zdjęciem samolotów zrzucających bomby. Tylko że jak wykryły agencje prasowe, były to... niemieckie bombowce nad Normandią, a nie brytyjskie nad Dreznem.

Na łamach "Bildu" kontrowersyjny historyk Jörg Friedrich, autor książki o alianckich nalotach na Niemcy "Pożar", ocenił: "Masakra Drezna ani o milimetr nie otworzyła wrót do zwycięstwa nad Hitlerem. (...) Operacja "Thunderclap" zademonstrowała bezsensowną z militarnego punktu widzenia sztukę niszczenia".

Mimo to nawet "Bild" nie domaga się przeprosin. Jedyne, co sugeruje, to żeby królowa powiedziała swoim rodakom, że "Niemcy nie są nazistami ubranymi w skórzane portki".