W Izraelu będą pewnie przyspieszone wybory

Premier Ariel Szaron nie zdoła chyba utrzymać jedności we własnej partii i rządzie. Duża część posłów z jego klubu odrzuca decyzję Knesetu o wyjściu ze Strefy Gazy. Izrael gotuje się do przyspieszonych wyborów

Kneset podjął we wtorek historyczną decyzję o opuszczeniu Strefy Gazy, którą Izrael okupuje od 27 lat. W przyszłym roku mają wyjechać stamtąd wszyscy żydowscy osadnicy, następnie wycofa się armia i policja. Premier Szaron forsował ten plan od blisko roku wbrew protestom głównych konkurentów z własnej partii, prawicowego Likudu. Dziś grożą oni, że opuszczą rząd, jeśli premier w ciągu dwóch tygodni nie zgodzi się na referendum w sprawie opuszczenia Gazy.

- Zwyciężyłem w Knesecie. Nie ugnę się pod ich naciskami - powtarzał wczoraj Szaron. Słowa te mogą oznaczać koniec Likudu.

Przywódcą buntu jest Beniamin "Bibi" Netanjahu - minister finansów i główny rywal Szarona, który od lat marzy o powrocie na stołek szefa partii. Choć Netanjahu głosował za planem, to wczoraj wraz z trzema innymi ministrami obstawał przy "referendalnym szantażu".

Premier nie chce ogólnonarodowego głosowania, bo boi się, że podczas kampanii dojdzie do eskalacji konfliktu z fanatycznymi osadnikami. Jest też inny problem: Izrael nie ma ustawy o referendach, a jej przygotowanie zajęłoby całe miesiące. A premier wie, że ma niewiele czasu. Chce wykorzystać poparcie Izraelczyków i przychylność świata, który cieszy się, "że Izrael wreszcie czyni ustępstwa". - Dawaj, Arik, dawaj! - dopingował wczoraj Szarona publicysta lewicowego dziennika "Haarec".

Wyjście Benjamina Netanjahu z rządu oznaczałoby rozłam w rządzącym Likudzie. Za "Bibim" poszłoby najprawdopodobniej 17 posłów (w tym dwóch wyrzuconych już ministrów, którzy we wtorek głosowali przeciw opuszczeniu Strefy Gazy). Ta sama grupa jest główną przeszkodą w rozmowach o rządzie jedności narodowej z izraelską lewicą. Netanjahu jest zwolennikiem neoliberalnych reform gospodarczych, na które nie może się zgodzić Partia Pracy. - Wszystko to musi się skończyć przyspieszonymi wyborami. Odbędą się najpewniej w maju 2005 r. - twierdzi wielu izraelskich komentatorów.

Stosunek do Palestyńczyków od lat jest główną linią podziału między izraelską lewicą i prawicą. Popierany przez 65 proc. Izraelczyków plan ewakuacji Gazy stawia premiera po lewej stronie. - Jego projekt jest rewolucyjny. Musimy się więc spodziewać rewolucji także na scenie politycznej - twierdzi publicysta centrowego dziennika "Maariv". Po rozpadzie Likudu umiarkowana część partii mogłaby stworzyć koalicję wyborczą z centrolewicową Partią Pracy. Jej głównym hasłem wyborczym byłoby "Tak dla ewakuacji Strefy Gazy".