Izrael wycofa się ze Strefy Gazy

We wtorek wieczorem Kneset dokonał prawdziwej rewolucji: Izraelczycy wycofają się z okupowanej od 37 lat Strefy Gazy. A to oznacza początek niepodległości Palestyny

Kneset pierwszy raz w swej historii zrezygnował z ziem, które dla wielu Żydów są spadkiem po biblijnych przodkach. Po raz pierwszy pojawiła się szansa, że Palestyna powstanie dzięki głosom żydowskich posłów. Palestyńczycy od czterech lat próbowali przepędzić ze Strefy Gazy 8 tys. żydowskich osadników, ostrzeliwując ich z moździerzy oraz używając samochodów-pułapek. - Teraz sami im ustąpiliśmy. Daliśmy Arabom palec, wezmą całą rękę. Wkrótce będziemy uciekać ze wszystkich osiedli. To koniec naszych marzeń - lamentował wczoraj jeden z demonstrantów stojących przed Knesetem.

Izrael zdobył Strefę Gazy na Egipcie podczas wojny sześciodniowej w 1967 r. Jej opuszczenie to w istocie zgoda na powstanie państwa, o które od dziesięcioleci walczą Palestyńczycy.

- Nie damy rady rządzić milionami Palestyńczyków. Ich liczba podwaja się z pokolenia na pokolenie - przekonywał posłów Ariel Szaron, premier, który latami nie dopuszczał żadnych ustępstw terytorialnych na rzecz Arabów i pod takimi hasłami wygrywał wybory. Dlatego dziś dla wielu prawicowców jest zdrajcą.

- Nasi osadnicy w Strefie Gazy to wspaniali ludzie, ale poczucie mesjanizmu przeszkadza im oceniać rzeczywistość - mówił Szaron. W tym czasie garstka fanatyków modliła się o jego śmierć.

Jednak wbrew protestom religijnej prawicy na historyczne ustępstwo wobec Palestyńczyków gotowych jest 65 proc. Izraelczyków. Przeciw jest duża część Likudu, prawicowej partii Szarona; część jej przywódców domaga się referendum w sprawie Gazy. Dlatego premier musiał pozyskać lewicową opozycję. - To było łatwe. Projekt "prawicowego premiera" wywodzi się przecież z lewa. Nasza polityka stanęła na głowie - ironizował poseł Effi Eitam, były koalicjant premiera.

Co o planie Szarona myślą Palestyńczycy? - Gdybyśmy mu ufali, moglibyśmy się cieszyć - tłumaczy Daoud Kuttab, dziennikarz z Jerozolimy.

Palestyńczycy boją się, że Izrael nie zafunduje im w Strefie Gazy minipaństwa, lecz megawięzienie. Wbrew naciskom USA Ariel Szaron nigdy wyraźnie nie zrezygnował z prawa do interwencji wojskowych w Gazie. - Cóż to byłaby za suwerenność? Możemy jej posmakować w tych dniach. Armii Izraela od niedzieli zabiła w Gazie ponad 20 osób - mówią Palestyńczycy.