Wybory prezydenckie w USA - Amerykanie już głosują

W siedmiu amerykańskich stanach trwają już wybory prezydenckie. Na Florydzie, słynnej z kłopotów z liczeniem głosów cztery lata temu, pojawiły się już pierwsze problemy

Choć wybory odbędą się w 2 listopada, to jednak w tym roku w 30 stanach będzie można oddać głos dużo wcześniej. A ponad 20 stanów umożliwia każdemu oddanie głosu za pośrednictwem poczty. Wszystko po to, by ograniczyć do minimum znane z roku 2000 problemy z głosowaniem i liczeniem głosów. Wtedy w dniu wyborów wielu ludzi nie mogło znaleźć swojego nazwiska na liście zarejestrowanych albo musiało stać godzinami w kilometrowych kolejkach.

Według przepisów dotyczących "wczesnego głosowania" w każdym stanie otwarto kilkadziesiąt lokali wyborczych (2 listopada będą ich tysiące). "Wczesne głosowanie" odbywa się od września w stanach Michigan, Iowa i Missouri.

Jednak nie nikt nie zwrócił na nie uwagi. Dopiero gdy w poniedziałek lokale otwarto na Florydzie, zaczął się cyrk, którego smak cały świat poczuł już cztery lata temu. Na Florydzie napięcie polityczne sięga cały czas zenitu, sondaże pokazują równe poparcie dla George'a Busha i Johna Kerry'ego (po 48 proc.), a obie strony pamiętają dobrze brutalną walkę sprzed czterech lat. Ogromne przeczulenie sprawia, że każdy problem z głosowaniem, który wszędzie indziej zostałby spokojnie rozwiązany, na Florydzie urasta do rangi wielkiego sporu polityczno-prawniczego.

Sytuacja jest o tyle gorsza, że nie przetestowano porządnie elektronicznych terminali wyborczych wprowadzonych na miejsce osławionych maszyn do głosowania, które spowodowały cztery lata temu tyle problemów.

W pierwszym dniu głosowania pod lokalami na Florydzie znów ustawiły się długie kolejki, głównie demokratów chcących zagłosować jak najszybciej przeciw Bushowi. W kilku miejscach zepsuły się komputery sprawdzające dane w rejestrach wyborców. Urzędnicy zaczęli więc sprawdzać dane przez telefon, co natychmiast wzbudziło nieufność kolejkowiczów. Jedna z członkiń stanowego kongresu dostała w lokalu w Miami kartę wyborczą, w której brakowało jednej strony. Natychmiast zwołała konferencję prasową, oskarżając władze stanowe o fałszerstwa.

Drugiego dnia głosowania nie było już ani kolejek, ani oskarżeń.

Urzędnicy na Florydzie - w stanie, gdzie mieszkają miliony emerytów z całej Ameryki - zachwalali też wcześniejsze głosowanie jako jedyny sposób, by osoba zmarła wybrała prezydenta. Jeśli bowiem wyborca zagłosuje wcześniej, a potem jeszcze przed 2 listopada umrze, jego głos będzie policzony.