"Lub czasopisma": nowy trop, nowe tajemnice

Sensacyjny trop w sprawie sfałszowania ustawy medialnej. O wycinaniu z rządowego projektu ustawy słów ?lub czasopisma" prawnicy informowali na bieżąco asystentkę Włodzimierza Czarzastego.

To, jak 25 marca 2002 r. doszło do sfałszowania rządowego projektu ustawy o RTV, było wałkowane przez sejmową komisję śledczą ds. Rywina przez wiele miesięcy. Komisja ustaliła, że brały w tym udział trzy osoby: Janina Sokołowska i Iwona Galińska z Krajowej Rady RAdiofonii i Telewizji oraz prawnik z Ministerstwa Kultury Tomasz Łopacki. Białostocka prokuratura apelacyjna postawiła im niedawno zarzut, że "wspólnie i w porozumieniu" sfałszowali dokument.

Czego nie wiedzieliśmy do tej pory? Że w dniu fałszerstwa w Krajowej Radzie była jeszcze jedna osoba - Barbara Goszczycka, asystentka Włodzimierza Czarzastego, wówczas wpływowego sekretarza Rady. Tajemnicę zdradził dysk komputera Galińskiej, na którym prawnicy nanosili redakcyjne poprawki na tekst przyjętego już przez rząd projektu. Biegły ustalił, że Galińska wysłała trzy maile do asystentki Czarzastego. W pierwszym projekt ustawy zawierał jeszcze słowa "lub czasopisma", natomiast dwa kolejne listy były już bez tych dwu słów! Zostały usunięte z projektu między pierwszym a drugim mailem do Goszczyckiej.

A listy te były przeznaczone dla Czarzastego. Skąd to wiadomo? Zanim sprawę fałszerstwa przejęła prokuratura białostocka, śledztwo umorzyła warszawska prokuratura apelacyjna. Uznała, że choć fałszerstwo jest faktem, nie sposób ustalić, kto "mógł dopuścić się czynu zabronionego". I właśnie w pisemnym, utajnionym uzasadnieniu decyzji znaleźliśmy nowe fakty, nieodkryte przez sejmową komisję śledczą. Uzasadnienie pokazuje, że te nowe fakty nie zainteresowały prokuratury.

Goszczycka zeznała w warszawskiej prokuraturze, że "poczta przychodząca na jej adres internetowy przeznaczona była dla Włodzimierza Czarzastego". Co robiła w pracy 25 marca 2002 r. późnym popołudniem? Zeznała, że "przebywając po godzinach w pracy, zwrócono się do niej z prośbą o wydrukowanie materiałów z komputera, który użytkowała". Kto ją o to prosił? I dlaczego? - prokurator nie spytał.

Sokołowska zeznała, że Goszczycka była potrzebna, bo zawiesiła się drukarka. Ale dlaczego akurat asystentkę Czarzastego poproszono o pomoc, choć pracuje na innym piętrze niż Sokołowska i Galińska? Po co i dla kogo miał być drukowany rządowy projekt? Bo przecież nie dla legislatorki Rządowego Centrum Legislacyjnego Bożeny Szumielewicz, bo miał do niej trafić pocztą elektroniczną.

Tego warszawska prokuratura też nie sprawdziła.

Jeśli wydruk był dla Czarzastego - to z jakiej racji? Do czego Czarzastemu miały być potrzebne szczegółowe informacje o kolejnych etapach redakcyjnych poprawek do projektu? Bo przecież zmieniać w tym dokumencie już nie można było nic, kilka dni wcześniej przyjął go rząd. Chyba że Czarzasty wiedział, że 25 marca do projektu zostaną wprowadzone merytoryczne zmiany?

Wiadomo, że 25 marca dyrektor Sokołowska kilkakrotnie rozmawiała telefonicznie z Czarzastym, ale warszawska prokuratura nie porównała godzin rozmów i maili do asystentki Czarzastego.

Danuta Waniek powiedziała w wywiadzie dla "Gazety", że Sokołowska nie mogłaby sama zmienić brzmienia ustawy, bo jest tylko "małym żuczkiem" i musiała działać na czyjeś polecenie. Prokurator poprosił Waniek o wyjaśnienia: - Nie rozmawiałam o tym z Sokołowską - oznajmiła szefowa Krajowej Rady. Prokurator dalej nie pytał.

Dla Gazety Tomasz Nałęcz, szef sejmowej komisji śledczej badającej aferę Rywina

Uważam, że jest to sensacyjny trop, z którego wynika, że urzędniczki KRRiT tylko wykonywały czyjeś polecenia. To dodatkowa informacją, że ślady prowadzą do Włodzimierza Czarzastego. Nie rozumiem, jak warszawska prokuratura apelacyjna mogła zamknąć na to oczy. To kolejny dowód na jej kompromitację. Mam nadzieję, że prokuratura w Białymstoku pójdzie tropem Czarzastego.