Mozart na weselu, czyli nowy Tymański

Nowa płyta Tymona Tymańskiego. Bardzo udany powrót Tymona do prześmiewczej estetyki, którą kiedyś wszystkich zachwycił na płycie ?P.O.L.O.V.I.R.U.S.?

Jest jednym z najbardziej niespokojnych duchów polskiej sceny muzycznej. Wyliczenie wszystkich zespołów i projektów, w które był zaangażowany, zajęłoby sporo czasu. - Kocham pracę, kocham działać, jestem elastyczny - mówi o sobie Ryszard "Tymon" Tymański. - Stosuję zaraźliwą mieszankę dziecięcej zabawy i pedantycznej systematyczności. Wierzę, że muzyka tworzona przez kolektyw jest sztuką wyjątkową właśnie przez swój intersubiektywny charakter.

Ten szczególny "team spirit" czyni muzykę grup gitarowych czy elektronicznych czymś więcej niż indywidualnym credo kompozytora współczesnej muzyki koncertowej.

W latach 80. współpracował z legendarną trójmiejską formacją performerską Totart. Jako założyciel Miłości kładł fundamenty pod późniejszy sukces sceny yassowej. Był też liderem lub członkiem takich zespołów jak Tymon i Trupy, Czan, NRD, The Users i Masło. Ale najbardziej kojarzy się z zespołem Kury i z jedną nagraną przez nią płytą. Chociaż Kury grały bardzo różną muzykę - od improwizowanego free jazzu po transową muzykę klubową - w masowej świadomości zasłynęły nagranym w 1997 r. albumem "P.O.L.O.V.I.R.U.S." pełnym ostrych, zjadliwych tekstów ilustrowanych pastiszowymi kompozycjami. Przeglądała się tam cała polska popkultura muzyczna: od heavy metalu, przez disco polo aż po piosenki kibiców piłkarskich.

Klimat Tymona

Jeśli ktoś tęskni za takim przewrotnym Tymonem, może teraz sięgnąć po "Wesele". Tu też odnajdzie ten prześmiewczy klimat, który dominował na płycie "P.O.L.O.V.I.R.U.S.". Nowy album Tymona nie jest jednak prostym nawiązaniem do płyty sprzed kilku lat. "Wesele" jest w dużej mierze muzyczną ilustracją do filmu Wojciecha Smarzowskiego o tym samym tytule.

Opowiada Tymański: - Płyta powstawała dwa lata. To było jak rodzenie słoniątka, nie jak zwykła ciąża, która trwa dziewięć miesięcy i jest po wszystkim. Konstelacja piosenek, która rozrastała się niczym pączkujące komórki. Najpierw rok przygotowywania muzyki pod obrazek, trochę "na czuja", trochę według wskazówek Wojtka Smarzowskiego. Pokazałem mu parę piosenek napisanych już wcześniej, z których część napisałem razem z Robertem Brylewskim z Brygady Kryzys. Następne skomponowałem parę quasi-weselnych szlagierów, tekstowo obracających się wokół tematów trudnej lub odmiennej miłości. To była katorżnicza, ale i bardzo konkretna praca. Wreszcie oddałem surowe wersje piosenek Jackowi Hameli, który umiejscowił je w brzmieniowym kontekście imprezy w remizie i... siedziałem nad tym materiałem kolejny rok, czekając na premierę, która się ciągle przesuwała. Z nudów coś zmieniałem, psułem, zapragnąłem nadać tej muzyce samodzielności. Miałem zrobić utwory biesiadne, kabaretowe. Dzięki temu odgórnemu założeniu pozwoliłem sobie na wyrażenie paru sentymentów, które nie znalazłyby ujścia na mojej żadnej prywatnej płycie. Tutaj mogłem to zrobić, bo taka przecież jest muzyka, którą od jakichś 30 lat możemy usłyszeć na polskich weselach.

Od pastiszu do przeboju

Na "Weselu", podobnie jak i na albumie "P.O.L.O.V.I.R.U.S.", pobrzmiewają echa najróżniejszych gatunków muzycznych. Ale tym razem zostały one dobrane według bardzo wyraźnego, "weselnego" klucza. Tymon otwarcie pokpiwa z naszej polskiej muzycznej kultury. Z tandety i miałkości muzyki, przy której najbardziej lubimy się bawić. Robi to na tyle lekko i z polotem, że jego piosenki zaczynają funkcjonować na kilku poziomach.

Są pastiszami big bitu ("Dyliżans"), solowego Klenczona ("Wirtualna miłość"), Czesława Niemena ("Widziałem cię z innym chłopcem"), Krzysztofa Krawczyka ("Do widzenia wam"), szant ("Sztuczne szanty"), muzyki dansingowej ("Ukaraj mnie") oraz, rzecz jasna, disco polo ("Wieś jak malowanie"). Jest nawet przewrotna wersja nieśmiertelnego "Białego misia".

Z drugiej strony te pastisze - przynajmniej muzycznie - są tak delikatne, zmrużenie oka w nich tak zakamuflowane, że jakiś mniej uważny odbiorca może kupić je z całym dobrodziejstwem inwentarza i uznać jak najbardziej za swoje. Co tu dużo ukrywać: nowe kompozycje Tymona brzmią jak rasowe przeboje niejednego dansingu czy wesela. Może któraś z nich rzeczywiście nim się stanie? To dopiero byłaby ironia!

Jestem kucharzem

W tekstach Tymona nie ma miejsca na puszczanie oka do słuchacza. Tymon kpi na całego. Czasami jest ludyczny i rubaszny ("Wieś jak malowanie", "Lubię"), czasami prowokuje i komentuje rzeczywistość ("Ewakuacja Watykanu"), czasami jego kpina z polskich paranoi i kompleksów ociera się o obrazoburstwo ("D.O.B."). - Gdy przyrządzam jakieś danie, to chcę je przyprawić tak, aby było po prostu smaczne - odpowiada pytany, czy po "Weselu" będzie uważany bardziej za kpiarza, czy prowokatora. - Nawiązuję tu do mojego zamiłowania do kuchni. Lubię gotować i lubię robić to po swojemu. Gdy przyrządzam np. smażoną rybę w sosie pomidorowym, dodaję do niej zioła, trochę soli, trochę cytryny, sos sojowy, oliwę z oliwek, czasem nawet miód. Tak samo jest z tą płytą. Ona jest pewnym skończonym dziełem. Uważam, że jest dobra. Parę piosenek bardzo mi się podoba. Ale co powiedzą ludzie? Aby to wiedzieć, musiałbym siedzieć w ich głowach - mówi.

No i co dalej?

Tymański po raz kolejny udowodnił, że pastisz i humor w jego wydaniu są najwyższej próby. Czy na następny tego typu album w jego wykonaniu przyjdzie czekać kolejne siedem lat? A może zachęcony sukcesem skoncentruje się na takiej prześmiewczej twórczości? Przecież nie przypadkiem bywa nazywany "polskim Zappą".

- Mogę tylko obiecać, że nie będę tego robił zbyt często - komentuje. - Bo faktycznie ten operetkowy Mozart, który we mnie siedzi, jest podejrzanie wiarygodny. Co prawda Zappie przez 30 lat uchodziło na sucho robienie sobie jaj z pogrzebu. No cóż, Zappa to Zappa. A tego kabaretu u nas w Polsce ostatnio jakoś za dużo. Z drugiej strony wychowałem się na "jajczeniu" markowym - Kabarecie Starszych Panów, wczesnym Młynarskim, Laskowiku. Nie wstydzę się tych wpływów, i humoreska może być wysokiej próby. Jednak chyba czas na poważniejsze płyty. A ja mam też coś poważnego do powiedzenia, kabaret nie jest moim przeznaczeniem. Następne moje albumy to udowodnią.

Tymon & Transistors, "Wesele", BMG