Polskie pielęgniarki nie chcą zarabiać w USA?

Na prestiżowe studia w Gdańsku z wykładowym językiem angielskim i gwarancją pracy w Ameryce zgłosiły się dwie osoby.

Pewna praca, zarobki od 3 do 5 tys. dol. miesięcznie, kredyt na zagospodarowanie, w niedalekiej przyszłości nadzieja na zieloną kartę i możliwość sprowadzenia rodziny do Stanów. Takie warunki czekają na polskie pielęgniarki, które zdecydowałyby się na studia w gdańskiej Akademii Medycznej. Uczelnia podpisała umowę z uniwersytetem z Florydy: Amerykanie zapewniają pracę każdemu absolwentowi.

Na 30 miejsc w tym roku akademickim zgłosiły się dwie osoby. - Nie uruchamiamy studiów - powiedziała wczoraj "Gazecie" Aleksandra Gaworska-Krzemińska, kierownik Katedry Pielęgniarstwa gdańskiej Akademii Medycznej. - Nawalił marketing, za późno zaczęliśmy reklamować nową ofertę. Studia są dość drogie - 3,5 tys. zł za semestr. Chętni nie zdążyli chyba zebrać pieniędzy. No i ten angielski pewnie trochę odstraszył. Trzeba znać język na średnio zaawansowanym poziomie.

- Chodzi o pieniądze - mówi Danuta Adamczyk-Wiśniewska, przewodnicząca Izby Pielęgniarskiej w Gdańsku. - Na pielęgniarstwo wybierają się często dziewczyny ze wsi czy małych miasteczek, zwykle z niebogatych rodzin. Dla nich taka kwota to majątek.

Jej zdaniem przyszłe pielęgniarki może odstraszać także odległość.

- Stany to nie Europa - zamyśla się przewodnicząca. - Dziewczyny mogą nie chcieć lecieć tak daleko.

Strona amerykańska wiadomość o wstrzymaniu naboru na rok przyjęła spokojnie. - To nowy pomysł, trzeba się do niego przyzwyczajać - powiedziała "Gazecie" Kathleen Ann Long dziekan Wydziału Pielęgniarskiego Uniwersytetu Florydy.

Aleksandra Gaworska-Krzemińska też jest spokojna: - Im brakuje pół miliona pielęgniarek! Poczekają na nas.