Konserwatysta John Howard wygrywa po raz czwarty wybory w Australii

John Howard, jeden z najbliższych sojuszników USA w wojnie z terroryzmem, utrzyma się przy władzy. Jego partia wygrała w sobotę wybory w Australii

13 mln Australijczyków wybierało premiera, parlament i jedną trzecią Senatu. Po podliczeniu trzech czwartych oddanych głosów wiadomo już, że w Australii po raz czwarty z rzędu rządzić będzie koalicja liberalno-narodowa premiera Johna Howarda.

Liberałowie Howarda zdobyli większość miejsc w parlamencie - co najmniej 87 na 150. - To nie była nasza noc - powiedział przegrany lider Partii Pracy Mark Latham. Laburzyści obiecywali, że w razie zwycięstwa natychmiast wycofają wojska australijskie z Iraku. Howard zapowiadał zaś, że 850-osobowy kontyngent pozostanie w Iraku tak długo, jak to będzie konieczne.

Dla Amerykanów i Brytyjczyków australijskie wybory były testem nastrojów przed listopadowymi wyborami w USA i brytyjskimi w maju 2005 r. Większość ekspertów podkreśla jednak, że w australijskiej kampanii wyborczej sprawa Iraku nie odegrała decydującej roli - australijski kontyngent jest niewielki, a żołnierze z tego kraju nie ponieśli na razie strat.

Dla Australijczyków najważniejsza była gospodarka. Australia przeżywa drugi najdłuższy boom gospodarczy w swej historii. Bezrobocie jest najniższe od 30 lat, wzrost gospodarczy wynosi prawie 4 proc., a rynek nieruchomości kwitnie. Australijczycy pobili niedawno światowy rekord liczby posiadanych akcji w przeliczeniu na głowę mieszkańca.

Latham obiecywał m.in. darmową opiekę zdrowotną dla najstarszych i zwiększenie budżetu dla szkolnictwa. Wyborcy najwyraźniej kupili jednak argument liberałów, że plan Lathama oznacza inflację i zahamowanie wzrostu gospodarczego. Latham jest jednak młody, ma dopiero 43 lata i z pewnością będzie próbował raz jeszcze w wyborach za trzy lata.