Szekspir z objazdu

Festiwal Festiwali "Spotkania" w Warszawie. Niewiele brakowało, aby pierwsze przedstawienie "Spotkań" - "Otello" Teatru Cheek by Jowl - zostało odwołane. Zachorowała aktorka grająca Desdemonę. Sytuację uratowała jej sceniczna rywalka

Publiczność w warszawskim Teatrze Dramatycznym w napięciu słuchała komunikatu o chorobie grającej Desdemonę Caroline Martin i o tym, że Teatr Cheek by Jowl nie zabiera w trasę dublerów. Na szczęście inna aktorka z zespołu - Kirsty Besterman występująca w roli Bianki - zgodziła się zagrać obie role i to ją ostatecznie udusił Otello.

Besterman nie zdążyła opanować roli - grała z egzemplarzem sztuki w ręku. W każdym innym przedstawieniu ten widok byłby nie do zniesienia, ale nie w spektaklu Cheek by Jowl. Ten brytyjski zespół objazdowy od ponad 20 lat specjalizuje się w widowiskach o skrajnej prostocie. Tak jest w teatrze wędrownym.

Wszystko jest umowne

I taki jest "Otello". Dekoracje mieszczą się w zwykłej ciężarówce, jakiej używa się do przeprowadzek: to kilka wojskowych skrzyń na broń, parę kobierców i poduszek. Spektakl grany jest na gołej scenie odsłoniętej aż po ściany - przestrzeń Wenecji, a potem spalonego słońcem Cypru budują światła. Wszystko jest tu umowne.

Zamiana ról przebiegła gładko także dlatego, że Declan Donnellan uprawia teatr antyreżyserski. Bardziej od efektu scenicznego i perfekcji obrazu interesuje go słowo. Dla polskiej widowni przyzwyczajonej do eksperymentów z Szekspirem (choćby Krzysztofa Warlikowskiego) ten "Otello" wydać się mógł szczytem nudy: przez długie minuty sytuacja na scenie się nie zmienia, działa sam tekst, w dodatku bez tłumaczenia. Reżyser nie skreślił ani jednej sceny, nie dodał nowych, przebrał tylko XVI-wiecznych bohaterów we współczesne mundury.

Ale to nie znaczy, że jego rola ograniczyła się do ustalenia wejść i wyjść. Donnellan sugestywnie pokazał rolę Jagona (Jonny Phillips) jako reżysera tragedii: zdradziecki adiutant wywołuje bohaterów z kulis po imieniu i dosłownie manipuluje jak marionetkami, aby podsycić zazdrość Maura. Kiedy wygłasza swoje monologi, pozostali nieruchomieją, jakby wszystko działo się w głowie autora intrygi. Pomysły reżyserskie są nieliczne, ale trafne - jak z piosenką grecką, którą śpiewają pijani żołnierze Otella. W mgnieniu oka na scenie powstaje dzięki niej klimat śródziemnomorskiej wyspy, choć nie widzimy ani morza, ani skał.

Innym dobrym chwytem jest przełożenie erotyki Szekspira na współczesny kontekst: Bianka jest u Donnellana prostytutką, która świadczy Kasjowi (Ryan Kiggell) usługi sadomasochistyczne.

Chwil, kiedy inscenizacja odbiega od litery tekstu i podąża za myślą reżysera, jest jednak niewiele. Główny ciężar przedstawienia spada na aktorów, którzy różnie wywiązują się z zadania. Zwalisty Nonso Anozie jako Otello dopiero w drugiej części dał dowody talentu, grając przerażającego, oszalałego despotę. W pierwszej był niemrawym, dobrotliwym grubasem dającym się wodzić za nos jak dziecko. Aż trudno zrozumieć, co w nim dostrzegła Desdemona. Ciekawie poprowadził rolę Jagona Jonny Phillips - to człowiek, który czerpie fizyczną rozkosz ze zła. Cedzi słowa przez zęby, co być może nie jest zgodne z zasadami scenicznej wymowy, ale oddaje jego ciemny charakter. Kirsty Besterman sprawdziła się lepiej w roli Bianki niż Desdemony.

Zamiast chałtur

Otrzymaliśmy to, co zapowiadano: znany brytyjski teatr objazdowy, którego celem jest popularyzacja angielskiej klasyki w kraju i na świecie. Chciałoby się, aby takie spektakle jak "Otello" wędrowały na co dzień po polskich miastach zamiast przeróżnych fars i chałtur. Można mieć jednak wątpliwości, czy odpowiednim dla nich miejscem jest festiwalowe święto, po którym oczekujemy innowacji i odkryć.

Cheek by Jowl: "Otello" Williama Szekspira, reżyseria Declan Donnellan, scenografia Nick Ormerod, muzyka Catherine Jayes, kostiumy Angie Burns, spektakle 13 i 14 września w Teatrze Dramatycznym w Warszawie