Światowa Wenecja

Włochy, Wenecja, wyspa Lido. Właśnie tam 1 września startuje już po raz 61. najstarszy festiwal filmowy świata.

Festiwal wenecki jest uważany obok Cannes i Berlina (a właściwie - po Cannes i przed Berlinem) za najważniejszy konkurs kina artystycznego. W ostatnich latach uwikłany w burzliwe włoskie spory polityczne nie mógł odnaleźć właściwego kierunku. Zmieniał dyrektorów. Ściągnięty z festiwalu w Berlinie Moritz de Hadeln przez ostatnie dwa lata nie potrafił zapewnić konkursowi dobrego poziomu. Nadzieją jest Marco Muller

W tym roku nadzieją Wenecji jest nowy dyrektor - Marco Mueller. Łączy dwa talenty: krytyka-filmoznawcy i akuszera festiwali. Znany jest z tego, że stworzył i ożywił kilka ważnych imprez filmowych w Europie: Turyn, Rotterdam, Locarno. Prasa światowa daje mu kredyt zaufania. Branżowy "Screen" ogłosił "Czas Muellera".

Spodziewano się, że ten orientalista (dyplom w Pekinie), znawca kina azjatyckiego, zarzuci Wenecję filmami z Dalekiego Wschodu. Jakby na przekór tym spekulacjom filmów azjatyckich jest w tym roku mniej niż poprzednio. Ilościowo góruje niezależne kino amerykańskie. Choć w tym roku po raz pierwszy od lat nie będzie w Wenecji premiery nowego filmu Woody'ego Allena (komedia "Melinda i Melinda" rozpocznie 17 września festiwal w San Sebastian).

Tegoroczną Wenecję otworzy "Terminal" Stevena Spielberga - rodzaj bajki dla dorosłych, w której Tom Hanks gra przybysza z Europy Wschodniej Wiktora Naworskiego; jego dokumenty straciły ważność, nie może wrócić, nie może też przekroczyć granicy, więc zamieszkuje w porcie lotniczym JFK w Nowym Jorku, który zastępuje mu Amerykę.

Katalog kontrowersji

Wśród 17 filmów konkursu głównego zwraca uwagę inny amerykański tytuł - "Palindromy", film przewrotnego nowojorskiego autora Toda Solondza, badacza patologii amerykańskiej rodziny (palindrom to takie słowo, które zachowuje to samo znaczenie, jeśli czytane jest wspak).

Poza konkursem zaś komedia Spike'a Lee "She Hate Me", najpopularniejszego czarnego reżysera zaangażowanego. Pojęcie "kino zaangażowane" wraca ostatnio do łask i wcale nie musi oznaczać tendencyjności ani podsuwania widzowi jedynie słusznej prawdy. Chodzi raczej o wydobywanie na światło dzienne problemów społecznych, których świat nie umie rozstrzygnąć, ale z którymi próbuje się na nowo mierzyć.

Ze streszczeń filmów, które zobaczę w Wenecji, można by ułożyć cały katalog najbardziej palących i drastycznych współczesnych kontrowersji.

Ciekawe np., jak się udało Spike'owi Lee połączyć w jednym filmie problem oszustw podatkowych (w rodzaju afery firmy Enron) i małżeństw homoseksualnych? Na razie wiemy tylko, że bohater tej komedii wyrzucony z firmy, po tym jak zadenuncjował przed urzędem podatkowym oszustwo swoich szefów, znajduje intratny zarobek - wynajmuje się jako... zapładniacz lesbijek, które pragną mieć dziecko.

Dwuznaczni bohaterowie

Prowokacyjną, dwuznaczną wymowę może uzyskać amerykańska adaptacja komedii Szekspira "Kupiec wenecki" - sztuki, której przesłanie może budzić podejrzenia o antysemityzm. Kim będzie w filmie Michaela Radforda szekspirowski Szajlok w wykonaniu Ala Pacino: bezlitosnym, okrutnym żydowskim lichwiarzem czy zapędzoną w kozi róg ofiarą spisku obłudnych chrześcijan? Jednym i drugim, zależnie od punktu widzenia? Może po to właśnie, by pokazać tę pułapkę sądzenia na podstawie narodowo-religijnych stereotypów, kręci się dzisiaj "Kupca weneckiego"?

Dwuznaczną postacią jest Vera Drake, bohaterka filmu pod tym samym tytułem, zrealizowanego przez Mike' a Leigh ("Sekrety i kłamstwa"), najwybitniejszego obok Kena Loacha brytyjskiego reżysera starszego pokolenia. Kochająca i kochana matka robotniczej rodziny ma w swoim życiu ukryty, nielegalny wątek: pomaga innym kobietom dokonywać aborcji (rzecz dzieje się w Anglii w latach 50.).

Ekstremalne sytuacje

A oto dwa nieporównywalne wymiary wolności. Bohaterem głośnego już filmu Alejandro Amenabara "Mar adentro" jest Ramon Sampedro (postać autentyczna, gra go Javier Bardem). Całkowicie sparaliżowany - z wyjątkiem głowy - przez 25 lat prowadził w Hiszpanii kampanię na rzecz eutanazji i prawa do decydowania także o własnej śmierci. Jak przeprowadzić na ekranie dramat człowieka , który nie porusza się, nie mówi, a zarazem walczy?

Niepełnosprawny chłopak jest bohaterem włoskiego filmu Gianniego Amelio "Klucze do domu", inspirowanego znaną u nas autobiograficzną książką Giuseppe Pontiggii "Urodzeni dwa razy". Chodzi o relację ojca i syna, o trudny problem pogodzenia się z jego kalectwem. Jak zrezygnować z marzeń o supersprawności własnego dziecka? Przyjąć je takim, jakim jest? Książka Pontiggii dedykowana jest "niepełnosprawnym, którzy walczą nie o to, by stać się normalnymi, ale żeby być sobą".

Co film, to sytuacja ekstremalna. Kuriozum - jeśli nie tematyczne, to realizacyjne. W trzynowelowej składance "Eros" obok Stevena Soderbergha i Wong Kar-wai'a wziął udział jako reżyser Michelangelo Antonioni, 90-letni, z trudem komunikujący się z otoczeniem. Dawny współpracownik, Tonino Guerra, napisał dla Antonioniego scenariusz "Erosa" na podstawie jego dawniejszych opowiadań. Żona reżysera - o wiele młodsza od niego Enrica - wypowiadając się w imieniu męża, twierdzi, że "Antonioni zawsze chciał zrobić prawdziwy film erotyczny". Producent Tchal Gadjieff dodaje: "Chciałem, żeby Antonioni pod koniec życia opowiedział nam, czym był dla niego eros. Energia seksualna przenika wszystkie dziedziny życia. Tworzy lub niszczy. Stłumiona - wywołuje przemoc". Więc "Eros" również będzie filmem zaangażowanym?

Mówi Roman Gutek, szef firmy dystrybucyjnej GutekFilm, juror sekcji "Venice Days"

"Venice Day's" to nowa sekcja festiwalu utworzona na wzór berlińskiego Forum i canneńskiej "Piętnastki realizatorów". Są w niej pokazywane pierwsze i drugie filmy autorskie z Włoch, Francji, Anglii, Rosji, Słowenii. Polaków brak, choć proponowałem w tym roku nowy film Przemysława Wojcieszka. Nagrodą są preferencyjne warunki dystrybucji w europejskiej sieci kin artystycznych (do której i my należymy). Skład jury jest dla mnie bardzo ciekawy: będzie ktoś prowadzący podobne kino w Hamburgu, dystrybutorka z Włoch, dyrektor festiwalu w Salonikach - a więc nasi europejscy koledzy.

Bardzo lubię festiwal wenecki. Nie jest to tak ogromna machina handlowa jak Cannes. Tu nie trzeba wbijać się w garnitur. Wenecja ma bardziej ludzki wymiar. Jest więcej czasu na myślenie o filmach, które się obejrzało. Oczywiście, Cannes pozostanie najważniejsze - zresztą, wolę gusty Francuzów od gustu Berlina. Ale Wenecja ma coś szczególnego - to jakby przedłużenie wakacji. Pierwszy festiwal nowego sezonu, na którym będę szukał filmów, zwłaszcza spoza głównego nurtu, dla naszej publiczności. Tej z warszawskiego kina Muranów i tej z festiwalu w Cieszynie.