Złodzieje wynieśli "Krzyk"

Skradziono jeden z najsłynniejszych obrazów na świecie - "Krzyk" Edwarda Muncha

W biały dzień uzbrojeni rabusie ukradli z norweskiego Muzeum Muncha w Oslo słynne obrazy - "Krzyk" i "Madonnę". Dzieła były warte miliony dolarów.

Zamaskowani złodzieje wtargnęli do muzeum wczoraj o w pół do dwunastej, gdy było pełno zwiedzających. Na oczach osłupiałych ludzi podeszli do ściany i zdjęli obrazy: szarpiąc za ramę i zrywając drut, na którym wisiały. O dziwo, nikt z obecnych nie słyszał alarmu. Nie zareagowali też strażnicy sterroryzowani bronią.

Niewykluczone, że była to kradzież na zamówienie. Jeśli tak, legendarnych obrazów Muncha możemy już nie zobaczyć nigdy: prywatny kolekcjoner będzie je trzymał w ukryciu. - Tak znanych dzieł nie można sprzedać w oficjalnym obiegu. Nie można ich wystawić w galerii ani na aukcji, bo wszyscy wiedzą, że zostały skradzione - mówi prof. Maria Poprzęcka, historyk sztuki z Uniwersytetu Warszawskiego. - Ale istnieje bardzo duży podziemny rynek sztuki i tam mogłyby zostać sprzedane.

Chory psychicznie norweski malarz Edward Munch (1863-1944) - wielokrotnie nawiedzany przez te same tematy - namalował kilka wersji "Krzyku". Jedną ukradziono 10 lat temu w czasie zimowej olimpiady w Norwegii, ale udało się ją odzyskać. Obrazów skradzionych w niedzielę szuka norweska policja i Interpol.

"Krzyk" i "Madonna" uchodzą za najwybitniejsze dzieła Muncha. Artysta zaliczany do czołówki prekursorów ekspresjonizmu wywarł ogromny wpływ na sztukę Młodej Polski. Do grona jego bliskich przyjaciół zaliczał się Stanisław Przybyszewski. A Dagny Juel-Przybyszewska była kochanką malarza i jego muzą. - "Madonna" powstała w jej aurze. Postać Dagny jest tam rozpoznawalna - mówi prof. Poprzęcka.