Akt oskarżenia w sprawie nielegalnego hazardu

Członek ?grupy trzymającej automaty? oskarżony o organizowanie nielegalnego hazardu. Prokuratura zakończyła śledztwo przeciwko wiceprezesowi izby gospodarczej, o której interesy zabiegali w Sejmie posłowie SLD

Do sądu trafi wkrótce akt oskarżenia przeciwko 11 byłym pracownikom i współpracownikom firmy O, która w latach 1996-2003 wstawiała do lokali na Dolnym Śląsku automaty do gier. Jeden z głównych oskarżonych to wrocławski biznesmen Zbigniew P. Jak ustaliły wrocławska prokuratura i ABW, kontrolował on przez kilka lat dolnośląski rynek automatów do gier.

Zbigniew P. jest wiceprezesem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Organizującej Gry Zręcznościowe. W jej władzach są powiązani z SLD bonzowie biznesu hazardowego i ich współpracownicy, np. Maciej Skórka - były właściciel firmy Nowapol (też z branży automatów), a od października 2001 r. społeczny asystent szefa klubu parlamentarnego SLD Jerzego Jaskierni. To na interesy tej izby powoływał się w 2000 r. poseł SLD Wiesław Ciesielski, blokując prace sejmowej komisji finansów nad przepisami delegalizującymi automaty do gier. Członkiem władz tej izby okazał się też mec. Marek Żółtko, choć jesienią ubiegłego roku na posiedzeniu sejmowej podkomisji pracującej nad przepisami o hazardzie przedstawiał się jako niezależny ekspert. To on napisał korzystne dla branży poprawki, które zgłosiła poseł SLD Anita Błochowiak.

Zręcznościowy hazard

Na początku 1997 r. firma O. wydzierżawiła automaty od Nowapolu Skórki. Później je odkupiła.

Oficjalnie właścicielem i szefem firmy był Mieczysław G., jeden z oskarżonych. Dzięki podsłuchom telefonicznym prokuratura znalazła dowody na to, że to figurant. Faktycznym szefem był Zbigniew P. - w nagranych rozmowach to on wydaje polecenia i instrukcje.

Prokuratura dowodzi, że automaty firmy O. były automatami hazardowymi. Na urządzanie na nich gier trzeba było zezwolenia ministra finansów, a oskarżeni go nie mieli. Nie płacili więc specjalnego podatku od gier. Organizowanie hazardu bez zezwolenia to przestępstwo.

Oskarżeni twierdzą, że działali zgodnie z prawem, bo ich automaty nie były hazardowe, tylko zręcznościowe. O wygranej decydować miał nie tylko ślepy los, ale i zręczność gracza, który na koniec miał nacisnąć odpowiedni przycisk. Potwierdzają to ich zdaniem "opinie techniczne" z Wojskowej Akademii Technicznej, że pierwsza część gry była hazardowa, ale druga już zręcznościowa.

Według prokuratury to minister finansów decyduje, czy automat jest hazardowy. A oskarżeni nie wystąpili o jego opinię. Na pytanie prokuratury resort odpowiedział jednoznacznie: gra na automatach firmy O. to hazard.

Pod koniec 2000 r. automaty zręcznościowe zostały zdelegalizowane dzięki przepisom przeforsowanym przez rząd Buzka. Firma O. działała nadal. Tyle że jej automaty zaopatrzono w napisy, że nie wypłacają wygranych i służą wyłącznie zabawie. Prokuratura ma dowody na to, że to był tylko kamuflaż i że firma zorganizowała system wypłacania wygranych przez barmanów w lokalach, gdzie stały automaty.

Było więcej takich spraw

Wrocławskie śledztwo to jedna z pierwszych spraw automatowych zakończonych aktem oskarżenia. Wcześniej wiele podobnych śledztw umorzono, np. sprawę firmy Nowapol Macieja Skórki. - Nie mieliśmy doświadczenia - tłumaczy jeden z wrocławskich prokuratorów znających szczegóły hazardowych śledztw. - Tak naprawdę należało tamte sprawy też posłać do sądu.

Jeśli sąd podzieli pogląd wrocławskiej prokuratury w sprawie firmy O., będzie to oznaczało, że opóźniając prace nad ustawą delegalizującą automaty "zręcznościowe", posłowie - świadomie bądź nie - działali na korzyść przestępczych interesów.

"Grupa trzymająca automaty"

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Przedsiębiorstw Organizujących Gry Zręcznościowe powstała jesienią 1998 r. We władzach zasiadają m.in. Maciej Skórka (społeczny asystent Jerzego Jaskierni), mec. Marek Żołtko (jesienią ubiegłego roku na posiedzeniu sejmowej podkomisji pracującej nad przepisami o hazardzie występował jako niezależny ekspert, napisał korzystne dla branży poprawki, które zgłosiła poseł SLD Anita Błochowiak), holenderski biznesmen Arno van Dorst (znajomy Skórki i posła SLD Jerzego Jaskierni, właściciel firmy handlującej automatami) oraz Zbigniew P.

Izba nigdy oficjalnie nie występowała jako reprezentant interesów branży. Szefowie kilku firm zapisanych w dokumentach jako założyciele izby powiedzieli nam, że nigdy jej nie zakładali i nie mają o niej pojęcia. Po naszym artykule izbą Skórki, van Dorsta i Żołtki zainteresowała się prokuratura.