Sąd: 8 lat dla Inki

Osiem lat więzienia dla 28-letniej Haliny G. Inki za pomoc w zabójstwie b. ministra sportu Jacka Dębskiego na zlecenie gangstera z Wiednia - zdecydował w poniedziałek warszawski sąd

Czuje się pani niewinna? - krzyczeli dziennikarze do Inki, gdy po ogłoszeniu wyroku dwunastu policjantów (w tym siedmiu antyterrorystów) wyprowadzało skuloną z sali rozpraw. Tak jak wczoraj nie była strzeżona nigdy dotąd. Powód: jest kobietą z podwójnym wyrokiem - sądu i swojego bossa, którego wydała. Chodzi o Jeremiasza Barańskiego, "Baraninę", gangstera, współpracownika służb specjalnych Austrii, Niemiec, może też Polski, blacharza spod Wiednia i dyplomaty afrykańskiego państewka.

- Barański to mistrz manipulacji - mówią sędziowie. To on miał zlecić zabójstwo Dębskiego. Jego ostatnią manipulacją była zdaniem sądu jego własna śmierć, w maju, w przeddzień zakończenia procesu we Wiedniu. Czy to samobójstwo? Czy samobójstwo popełnił też w celi aresztu na Rakowieckiej Tadeusz Maziuk "Sasza", tzw. cyngiel, który jedną kulą - kaliber 9 mm - 11 kwietnia 2001 r. miał zabić Dębskiego? Zdaniem warszawskiego sądu tak - sami wymierzyli sobie sprawiedliwość.

Przed obliczem sądu stanęła tylko kobieta, która z Dębskim i jego znajomymi spędziła ostatnie godziny życia. Najpierw w hotelu Victoria, a potem restauracji Casa Nostra. I - w porozumieniu z Barańskim" - "podstępnie" wyprowadziła Dębskiego na zewnątrz.

"Miastowa panna" - tak pisał o niej w pamiętniku Dębski. "Miastowa" - znaczy związana z tzw. miastem , czyli środowiskiem przestępczym, z którym była związana od ukończenia 18. roku życia.

Czy się godziła na śmierć Dębskiego? O to przez pięć i pół miesiąca przed sądem toczył się jeden z najciekawszych procesów ostatnich lat.

Sąd uznał, że Inka pomogła w zabójstwie byłego ministra. Dlaczego? Sędzia Marek Dobrasiewicz przypomniał jej rozmowy przez telefon komórkowy w ostatnich godzinach życia Dębskiego z "Baraniną". Sama przyznała, że gangster kazał jej wyjść na spacer. A wcześniej ostrzegał, że Dębski musi być ukarany "za brak lojalności". - W jej środowisku kara za brak lojalności była tylko jedna - mówił sędzia Marek Dobrasiewicz. I przypomniał egzekucję na ukochanym "Inki" Adamie Sz. "Baranina" pytał też: "Czy zniesiesz to psychicznie?". W ostatniej rozmowie polecał: "Wyjdź za pięć minut, zjedz kartę SIM, zostaw płaszcz".

- Udali się na spacer w najlepsze miejsce dla dokonania zabójstwa - podsumował sędzia. Chodnik wzdłuż warszawskiej Wisłostrady, oddzielony od rzeki kępami zarośli. Inka przyznała, że spacerowała, idąc od strony jezdni, że tuż przed strzałem została pół kroku z tyłu. Resztę powiedział świadek Jarosława F., właściciel restauracji. Widział, jak po strzale kobieta rozmawia z zabójcą, jak razem przechodzą na drugą stronę ulicy "jak starzy przyjaciele".

"Inka", brunetka o niebanalnej urodzie, skryta za opadającymi na twarz włosami, kilka razy powtarzała, że jest niewinna. Prokurator za wydanie podczas śledztwa zleceniodawcy i wykonawcy zabójstwa, chciał dla niej nadzwyczajnego złagodzenia kary - pięciu lat więzienia. To mogłoby dać "Ince" wolność już jesienią.

Ale sąd się nie zgodził na to "nadzwyczajne złagodzenie", bo Inka nie spełniła formalnych warunków. Przypomniał, że przez rok śledztwa chroniła domniemanego zabójcę.

Jednak skazał ją najłagodniej, jak mógł. Bo osiem lat więzienia to minimum za sprawę o zabójstwo (niezależnie od tego, czy chodzi o pomoc, czy o współudział). Mec. Waldemar P. Puławski uznał, że wyrok jest tendencyjny, "pod tezę". Jolanta Dębska, żona zamordowanego, nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Choć sąd zdecydowanie wykluczył polityczny motyw zbrodni, to jednak pytanie o motyw pozostawił otwarte: - Prawdopodobnie chodziło o pieniądze wpłacone na konto Banku Austria - mówił sędzia Dobrasiewicz.

Dębski w lutym wpłacił tam równowartość 400 tys. dolarów, a pełnomocnikiem uczynił "Baraninę" (ten kasę wypłacił). - Ale czy to jedyny motyw? - pytał sędzia. - I skąd Dębski wziął te 400 tys. dolarów? I 150 tys., a może i 600 tys., które zainwestował na giełdzie?- zapytał sędzia.

Powiedzieli po wyroku

Mec. Andrzej Werniewicz, pełnomocnik wdowy Jolanty Dębskiej (żądał skazania za współudział, a nie pomoc w zabójstwie i 25 lat kary): - Co do zasadniczych spraw to sąd podzielił mój pogląd. A kara? Zastanowimy się, czy będzie apelacja. Teraz przyjmuję wyrok z szacunkiem.

Mec. Waldemar P. Puławski, obrońca oskarżonej Haliny G. (wnosił o uniewinnienie): - Wyrok jest niesprawiedliwy. Został oparty na przypuszczeniach i domniemaniach: "musiała widzieć", "chciała"... Nie ma nawet drobiny dowodów materialnych, które by taki wyrok uzasadniały. Sąd w sposób niedopuszczalny dokonał nadinterpretacji tego, co powiedziała oskarżona. Jej wyjaśnienia były dla niej gwoździem do trumny. Ten wyrok jest dla państwa, to wy [media - red.] zastąpiliście trzecią władzę.

Czy zapadł słuszny wyrok w sprawie Inki?