Sprawa zabójstwa Dębskiego. "Inka" pomogła, współdziałała?

Warszawski sąd zakończył w poniedziałek proces Haliny G. Inki, oskarżonej o pomoc w zabójstwie byłego ministra sportu Jacka Dębskiego. Za tydzień odbędą się końcowe mowy oskarżycieli i obrony

Jacek Dębski zginął w nocy z 11 na 12 kwietnia 2001 r. zastrzelony nieopodal restauracji Casa Nostra nad Wisłą w Warszawie. Według prokuratury Inka na polecenie Jeremiasza B. "Baraniny", wyprowadziła ministra na zewnątrz, pod lufę zabójcy. Wcześniej "Baranina" informował ją przez komórkę, że Dębski "musi zostać ukarany" i pytał, czy to "psychicznie zniesie".

W dwa lata od zbrodni Halina G. jest jedyną osobą sądzoną w związku z zabójstwem Dębskiego. Najpierw Tadeusz Maziuk "Sasza" podejrzany o zastrzelenie byłego szefa UKFiS, a w maju tego roku "Baranina" (Polak mieszkający pod Wiedniem, domniemany zleceniodawca) popełnili w aresztach tajemnicze samobójstwa.

Nieoczekiwanie, na zakończenie wczorajszej rozprawy sąd uprzedził strony, że zmianie może ulec kwalifikacja prawna czynu zarzuconego Halinie G. - z udzielenia pomocy w zabójstwie, jak chciał prokurator, na współsprawstwo zbrodni. Ta zmiana nie wpływa na możliwy wymiar kary dla Inki. Za udział w zabójstwie, tak jak za pomoc w zbrodni, grozi od ośmiu lat więzienia do dożywocia. Prokurator może jednak wystąpić z wnioskiem o nadzwyczajne złagodzenie kary, bo Inka wskazała w śledztwie i zleceniodawcę, i wykonawcę.

Przypomnijmy też, że 28-letnia kobieta nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że była tylko "narzędziem" w rękach wiedeńskiego bossa. Jej obrońca mec. Waldemar Puławski już wczoraj twierdził, że jest do obrony dobrze przygotowany.

Sąd zdecydował wczoraj, że wystąpienia stron procesu odbędą się jednego dnia - 24 czerwca. Jeszcze przed końcem miesiąca zapadnie wyrok.