Sprawa Rywina. Co ujawnił Czarzasty - ocenia Adam Michnik

Anna Laszuk, TOK FM: Poseł Lewandowski zapytał pana Czarzastego, czy wytoczy Panu proces za to, że zarzucił mu Pan kłamstwo. Czarzasty powiedział, że problem Adama Michnika polega na tym, że zarzucił kłamstwo, lecz nie potrafił tego uzasadnić.

Adam Michnik: Powiedziałem, że Włodzimierz Czarzasty kłamał jak pies, oburzyli się różni czytelnicy "Gazety Wyborczej" i dzwonili do mnie, pisali w Internecie: "Jak pan mógł coś takiego powiedzieć, mój pies by się z tym nie zgodził. Czarzasty kłamał jak Czarzasty".

Najprościej mówiąc, sprawa polega na tym, że pan Czarzasty przedstawił się jako zatroskany patriotycznie o ład medialny, żeby nas nie wykupiła zagranica, i jednocześnie dodawał, że w tej całej sprawie ustawy, którą on forsował, w ogóle nie chodziło o Agorę. Więc ja powiem tylko tyle, że w marcu ubiegłego roku, kiedy wpłynął projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji uniemożliwiający wydawcom ogólnopolskich dzienników jednoczesne starania o koncesje na ogólnopolskie radio i telewizję, Czarzasty wypowiedział się dla PAP w sposób następujący: czy w sytuacji, kiedy Agora posiadałaby ogólnopolski dziennik, 15 gazet lokalnych, 60 stacji radiowych, to czy to jest ten model demokracji, o który Adam Michnik walczył? Jeżeli się walczyło z monopolem informacyjnym w poprzednim ustroju, to nie można do takiego samego monopolu metodami kapitalistycznymi dochodzić. Więc jeżeli on twierdzi, że w tym projekcie ustawy nie chodziło o Agorę, to może w zeszłym roku wypowiadał się nie Czarzasty, lecz jakiś jego bliski krewny. Dopóki w Polsce jest jakiś model praworządności - a ja w to ciągle wierzę - to procesu z panem Czarzastym nie przegram.

Co począć z takim wrażeniem, jakie może odnieść ktoś, kto sprawy nie zna, że Czarzasty mówił o prawdę o tym, że to dziennikarze wymyślili całą sprawę i że gorzko za to odpowiedzą?

- Uważam, że on był bezczelny, arogancki, butny, że na żadne pytanie kłopotliwe nie odpowiedział, niektóre rzeczy pamiętał bardzo szczegółowo, natomiast na wszystkie pytania związane ze sprawą Rywina, jego kontaktów z Robertem Kwiatkowskim w tym okresie, jego rozmów na ten temat, funkcjonowania całej tej sprawy przez jesień, był bardzo dyskretny i na kluczowe pytanie odpowiadał tymi samymi paroma zdaniami napisanymi na kartce, co poseł Jan Rokita bezbłędnie mu wytknął. Byłoby bardzo smutne, gdyby człowiek, który ma wizję ładu medialnego sterowanego przez nadurząd, który się nazywa KRRiTV, i ten urząd ma taką władzę, że praktycznie może zniszczyć każdego niezależnego nadawcę, gdyby taki człowiek mógł swoje plany zrealizować - a apetyt ma jak rekin. To jest człowiek niebezpieczny dla wolnych mediów i demokracji, on naprawdę uważa, że KRRiTV powinna ręcznie mediami sterować, powinna mieć wpływ na to, komu wolno być właścicielem i jakiego typu treści wolno przez radio czy TV emitować. Władza takiego człowieka nad polskimi mediami byłaby katastrofą.

Czy jednak nie jest tak, że mamy złe prawo, ponieważ wielokrotnie pan Czarzasty twierdził, że postępuje zgodnie z prawem, a pani Ogrodowczyk powiedziała, że od dłuższego czasu najwyraźniej wszystkie wysiłki Rady w sprawach projektu ustawy dążą do tego, by Rada była silniejsza i kontrolująca jeszcze mocniej rynek medialny. Czy można celować w pana Czarzastego, czy mamy złe prawo?

- Z prawem jest jak z nożem, nożem można człowieka zabić. Czarzasty posługuje się prawem trochę jak ostrym nożem, którym można zabijać, i bardzo boleje, że ten nóż nie jest dostatecznie ostry. Dlatego to prawo chciałby doskonalić i zmienić je w knebel. KRRiTV była powołana do tego, żeby strzec wolności mediów, a nie dławić je, czym zajmuje się pan Włodzimierz Czarzasty. Oczywiście nie tylko on jest winien, winni są wszyscy, którzy wspierają jego działania.

Czarzasty ma swoje interesy, ma udziały w Muzie, dlatego zabiegał o to, żeby Muza mogła przejąć WSiP. Ja mu tego nie mam za złe, ale gdy on jednocześnie udaje urzędnika w publicznym urzędzie, to popada w klasyczny konflikt interesów. Jeżeli KRRiTV miałaby takie uprawnienia, jakie wpisała do projektu ustawy, no to może wróćmy do tradycji dobrze Czarzastemu znanej, mianowicie biura prasowego przy KC PZPR, działu propagandy i agitacji. Niech na jego czele stanie Czarzasty i cenzuruje - ale tylko swoich znajomych.

W dzisiejszym zeznaniu Włodzimierz Czarzasty powiedział, że teraz środowisko dziennikarskie będzie musiało się oczyścić, nawet wymienił panią Janinę Paradowską jako osobę, która mogłaby ten proces oczyszczania zainicjować. Co Pan o tym sądzi, czy środowisko dziennikarskie powinno się do tego odnieść zbiorowo?

- Myślę, że nie ma się do czego odnosić. Czarzasty w całej tej sprawie broni własnej skóry, która jest zagrożona przez to, że zbyt wielu ludzi zaczęło mu się przyglądać i patrzeć mu na ręce, i teraz wierzy w jakiś zbiorowy spisek dziennikarzy przeciwko niemu, to jakiś absurd. W końcu ja nie tak dawno byłem obiektem dość brutalnych ataków w mediach, zastanawiałem się wtedy, gdzie ja sam popełniłem błąd, ale nie tłumaczyłem tego spiskiem, którego nie było.

Pod koniec zeznania Czarzasty chciał przeczytać wszystkie oświadczenia, jakie mu nadesłano w związku z pytaniami Jana Rokity na temat stacji radiowych.

- Jak tego słuchałem, to przypominały mi się piękne lata młodości, w 1976 roku i dojarki, i kwiaciarki, i hutnicy, i górnicy, i rolnicy, i chemicy - wszyscy pisali listy do towarzysza Gierka, że go popierają, a potępiają Radom i Ursus, ta poetyka była obecna w listach, które odczytywał nam sekretarz KRRiTV.

Czy spodziewał się Pan po wyjaśnieniach Czarzastego czegoś więcej, ujawnienia faktów, ważnych informacji?

- Ja się z tego wiele dowiedziałem. Jeżeli ktoś tak rozmowny, tak pamiętający wszystkie detale i szczegóły jak Włodzimierz Czarzasty w pewnych sprawach nagle traci pamięć i na to samo pytanie odpowiada, czytając trzy te same zdania z tej samej kartki, którą sobie wcześniej napisał, to ja wiem, że w tym momencie on mi mówi to, czego powiedzieć nie chciał. Jest takie prawo badania dokumentu historycznego - jeżeli autor dokumentu coś starannie ukrywa, to mamy informacje, że on to chciał ukryć. Znaczy, że on nie chciał powiedzieć prawdy o wszystkim, co dotyczyło jego kontaktów z Robertem Kwiatkowskim w kontekście sprawy Rywina, tak bliscy przyjaciele przez kilka miesięcy w ogóle o tym nie rozmawiali, nie próbowali analizować, co się stało. Czarzasty wprost powiedział, że on nie chce się na ten temat wypowiadać, co było charakterystyczne, bo może wskazywać, że dla istotnych powodów, dla swoich interesów, Czarzasty nie chce powiedzieć złego słowa o Rywinie.