"Prokuratura kolejny raz daje ciała." Dziennikarz śledczy o wyroku w procesie "Pruszkowa"

- Wyrok w sprawie gangu pruszkowskiego to porażka prokuratury. Sąd uznał, iż nie przedstawiono wiarygodnych dowodów, a prokuratura była zobowiązana, żeby poza zeznaniami świadków koronnych, przedstawić inne dowody, raczej materialne - mówi w rozmowie z portalem "Gazeta.pl" Piotr Pytlakowski z tygodnika "Polityka", dziennikarz śledczy i scenarzysta.

- Wiem, że na początku tej sprawy były zeznania świadków, poszkodowanych. Nie wiem, jak te dowody zdobywano, ale prawdopodobnie część z tych poszkodowanych wycofała zeznania, bo nie wyobrażam sobie, aby w innym przypadku sąd tak łagodnie potraktował oskarżonych - mówi Pytlakowski, oceniając dzisiejszy wyrok w procesie gangu pruszkowskiego.

Przypomnijmy: Po trwającym 6 lat procesie, w którym oskarżonych było blisko 40 członków gangu pruszkowskiego, warszawski sąd wydał wyrok w tej sprawie. Jeden z dawnych szefów "Pruszkowa", Janusz P., ps. "Parasol", usłyszał wyrok 1,5 roku więzienia, od części zarzutów został uniewinniony. Sąd zaliczył mu pobyt w areszcie na poczet kary. Dwaj pozostali mafijni bossowie - Zygmunt R. ps. "Bolo" i Andrzej Z. ps. "Słowik" - zostali uniewinnieni od wszystkich zarzutów. Najwyższy wyrok w tym procesie - ośmiu lat więzienia usłyszał Marcin B., pseud. Bryndziak. Oskarżeni odpowiadali za przestępstwa z lat 1995-2003, m.in.: wymuszenia rozbójnicze, napady, porwania, pobicia, kradzieże aut, oszustwa, handel bronią i narkotykami. Część podsądnych miała też zarzuty handlu bronią i narkotykami oraz podżegania do morderstwa.

Prokuratura ślepo wierzyła w zeznania świadka koronnego

Jak wyjaśnia Pytlakowski, w sprawie gangu pruszkowskiego zeznawało dwóch świadków koronnych: Jarosław S., pseud. "Masa", i Jacek R., pseud. "Sankul".

- Według mnie obrona starała się podważyć głównie zeznania "Sankula", który miał ewidentny interes prywatny, żeby uzyskać status świadka koronnego, bo unikał oskarżenia we własnych sprawach, a "Masa" poważnie obciążył go w swoich zeznaniach, kiedy został świadkiem koronnym. Moim zdaniem trochę pokrętnie odbywało się nadanie mu ["Sankulowi" - red.] statusu świadka koronnego. Prokuratura musiała zamknąć oczy i na ślepo wierzyć w jego wiarygodność - stwierdza Pytlakowski i dodaje: - Wiem, że adwokaci oskarżonych w tym procesie już od pewnego czasu byli pewni, że zapadną niskie lub uniewinniające wyroki, ponieważ podczas przewodu sądowego udało im się parę razy dopaść "Sankula" na jakichś, delikatnie mówiąc, nieścisłościach. To też może być przyczyną takiego werdyktu - mówi Pytlakowski.

Prokuratura dała ciała

Dziennikarz zwraca uwagę na wiele błędów prokuratury w tej sprawie. - Sprawa trwała bardzo długo, bo od 12 lat. Proces trwał 6 lat i w czasie trwania tego procesu prokuratura mogła podjąć starania o pogłębienie bazy dowodowej. I najwidoczniej tego nie zrobiła, spoczęła na laurach. To jest bardzo zła passa prokuratury, bo po wypadkach z Amber Gold, kolejny raz, w bardzo ważnej społecznie sprawie, interesującej opinię publiczną, prokuratura - mówiąc kolokwialnie - daje ciała. Sąd nie uznaje linii oskarżenia, odrzuca ją - zauważa Pytlakowski.

Dziennikarz, z którym rozmawialiśmy po odczytaniu przez sąd wyroków, zaznaczał, że warto zaczekać na ich uzasadnienie, bo właśnie ono może pokazać "białą księgę błędów" prokuratury.

Wyroki po 6 latach procesu

Proces gangu pruszkowskiego trwał od 6 lat. Oskarżonych w nim było blisko 40 członków mafii. Prokuratura żądała dla nich od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat za kratkami. Najwyższy wyrok w tym procesie - ośmiu lat więzienia usłyszał Marcin B., pseud. Bryndziak.

Dwóch oskarżonych usłyszało wyroki pięciu lat więzienia, jeden - czterech i pół roku, dwóch - trzy i pół roku. Ośmiu oskarżonym wymierzono kary po dwa lata więzienia. Jeden z szefów gangu, Janusz P., ps. "Parasol", usłyszał wyrok 1,5 roku więzienia. Dwaj pozostali mafijni bossowie - Zygmunt R. ps. "Bolo" i Andrzej Z. ps. "Słowik" - zostali uniewinnieni od wszystkich zarzutów.

Spośród ponad 20 skazanych część nie trafi w tej sprawie do więzienia, innym do odbycia pozostało kilka miesięcy pozbawienia wolności, gdyż na poczet ich kar zaliczono czas aresztu. Wobec jednego oskarżonego postępowanie umorzono, jeden otrzymał wyrok w zawieszeniu.

Więcej o: