Krzyki, pijacy, smród. Dobrze, że odpadliśmy i nie muszę już oglądać tego świętowania [LIST OD CZYTELNIKA]

Oto trochę inne spojrzenie na Euro 2012. List wysłała do redakcji czytelniczka z Warszawy. Publikujemy go w całości i zapraszamy do dyskusji. Naprawdę jest aż tak źle?

Cieszę się, że Polska nie dotrze do finału Euro. Dzięki temu jest mniej polskich kibiców na ulicach. Cudzoziemcy nie muszą oglądać tego polskiego świętowania - do nieprzytomności, bez jakichkolwiek zasad kultury, z rzygającymi po chodnikach kobietami.

Ale może powinnam zacząć tak: super, że Euro 2012 odbywa się w Polsce. Naprawdę, bardzo się cieszę. Podoba mi się organizacja, podobają mi się strefy kibica. Nie jestem fanką piłki nożnej, ale mój chłopak, z który mieszkam, ogląda prawie każdy mecz.

Mieszkamy w samym centrum Warszawy. Z balkonu widzimy telebim na placu Defilad. Emocje sportowe w stolicy są więc ostatnio częścią naszego życia codziennego. I wcale mi to nie przeszkadza. Rozumiem i akceptuję to, że w trakcie meczu jest głośno, że wszystko słyszę mimo zamkniętych okien. Nie mam nic przeciwko. W końcu mamy Euro, a ja mieszkam w centrum. Życie nocne, imprezy pod Pałacem Kultury - jestem przyzwyczajona. Ale teraz jest naprawdę źle.

Jak wygląda moja okolica po meczu? Jak wygląda wejście do klatki schodowej? Po pierwsze, wszędzie śmieci. Butelki, resztki kebabów, pety, raz nawet natknęłam się na talerz z jakiejś restauracji. Ludzie, zapominacie, że są śmietniki?!

Po drugie, smród. Od razu zaznaczam: odkąd Polska odpadła, a pogoda zmieniła się na deszczową śmierdzi trochę mniej. Ale wcześniej pod moim blokiem cuchnęło wszystkimi ludzkimi wydzielinami. Rzygający na prawo i lewo ludzie w biało-czerwonych koszulkach to był standard. Sikający też. Wychodzisz z klatki, a tu totalnie narąbany facet, ledwo trzymając się na nogach, szcza na ścianę obok wejścia. Miło, co?

Może to głupie, mamy równouprawnienie i tak dalej, ale najbardziej szokuje mnie zachowanie kobiet. Kompletnie pijane, bełkoczące, brudne. Drą się, jakby wyszły z jakiejś meliny. Wiele razy widziałam dziewczyny tak pijane, że nawet nie zauważały, jak ktoś z ich towarzystwa pada na glebę zupełnie nieprzytomny.

Po trzecie, jest jeszcze hałas. Mieszkam w centrum, jestem przyzwyczajona do imprez, ale tym razem to kompletnie bez sensu. Po każdym meczu tłum w strefie kibica w błyskawicznym tempie zaczyna się rozchodzić. Pół godziny później i jest tam tylko garstka ludzi, reszta opija przegraną lub wygraną w barach. A my musimy "świętować" w mieszkaniu razem z tą grupką, która została na placu Defilad. Bo po meczu rozpoczyna się tam impreza. Jest muzyka, jakieś koncerty, hałas dużo większy niż w czasie meczu. Nie ma mowy o zaśnięciu. A wstać musimy o 6 rano.

Po co to? Po co impreza, która ma więcej mimowolnych i wkurzonych odbiorców niż tych, którzy specjalnie na nią przyszli? Podziwiam nagłośnienie, ale może można by jednak tę muzykę puszczać ciszej? Garstka ludzi pod sceną z pewnością wszystko usłyszy, a ci, którzy mieszkają w pobliżu, będą mogli zwyczajnie zasnąć i wstać normalnie do pracy.

Fajnie, że mamy Euro. Dobrze podołaliśmy organizacyjne. Szkoda tylko, że pod względem kultury jeszcze do niego nie dorośliśmy.

Ma doktorat z chemii, od 2 lat zamiata ulice. Młodzi, wykształceni, sfrustrowani >>

Więcej o: