Nowe podejście USA do Bliskiego Wschodu

Prezydent George W. Bush nie będzie angażował się w bliskowschodni proces pokojowy tak bardzo jak Bill Clinton

Nowe podejście USA do Bliskiego Wschodu

Prezydent George W. Bush nie będzie angażował się w bliskowschodni proces pokojowy tak bardzo jak Bill Clinton

Wszystko wskazuje na to, że prezydent Bush - zgodnie z wypowiedziami swych doradców podczas kampanii wyborczej - postanowił zrezygnować z roli bezpośredniego uczestnika procesu pokojowego. - Będziemy obserwatorami, a nie uczestnikami tego procesu - cytuje francuska agencja AFP rzecznika Departamentu Stanu. Według niego Bush prawdopodobnie w ogóle nie powoła swego przedstawiciela ds. rokowań. Przedstawiciel prezydenta Clintona Dennis Ross pracuje jedynie do końca miesiąca. W lutym jego biuro zostanie podporządkowane - jak twierdzi Reuters - zastępcy sekretarza stanu ds. Bliskiego Wschodu.

Od teraz amerykańskie ambasady na Bliskim Wschodzie będą więc jedynie przyglądać się rokowaniom pomiędzy Izraelem i Palestyńczykami w ramach swych zwykłych obowiązków bez angażowania się.

Podczas przesłuchań w Senacie Colin Powell, nowy szef dyplomacji, podkreślał: "Mamy za dużo specjalnych wysłanników, nie jestem pewien, że potrzebujemy ich wszystkich". Podczas spotkania z pracownikami Departamentu Stanu w poniedziałek Powell powiedział im, że od tej chwili będzie polegał na opinii zawodowych dyplomatów, a nie "ludzi z zewnątrz". Oznacza to, że większość delikatnych misji, w które prezydent Clinton wolał angażować się osobiście poprzez właśnie swych wysłanników, teraz trafi do urzędników średniego szczebla w administracji.

Bartosz Węglarczyk, Waszyngton