Kolejna rzeka rumuńska została zatruta cyjankiem

Do Siretu, rumuńskiej rzeki płynącej wzdłuż granicy z Mołdawią do Morza Czarnego, wlały się ścieki przemysłowe o silnej zawartości cyjanku

Kolejna rzeka rumuńska została zatruta cyjankiem

Do Siretu, rumuńskiej rzeki płynącej wzdłuż granicy z Mołdawią do Morza Czarnego, wlały się ścieki przemysłowe o silnej zawartości cyjanku

Władze w Bukareszcie, które w ub.r. usiłowały przez kilka dni ukryć informacje o zatruciu Cisy, tym razem oficjalnie potwierdziły w piątek wiadomość o katastrofie. Trucicielem są tym razem nieczynne zakłady chemiczne Medatet pod Falitceni w północno-wschodniej części Rumunii.

Po bankructwie fabryki pozostał w niej zbiornik z silnie toksycznymi związkami cyjanku. W środę toksyczne odpady wylały się po rynnie i wpłynęły do pobliskiej rzeki. Według rumuńskiego ministerstwa ochrony środowiska stężenie cyjanku w Sirecie sięga obecnie co najmniej 1,3 mg/l, 130 razy więcej, niż pozwalają normy Unii Europejskiej.

Prawdziwe rozmiary katastrofy są na razie nieznane, ale niezależny rumuński dziennik "Adevarul" podał w piątek, że Siretem od dwóch dni płyną tony martwych ryb. Część z nich mogła nawet trafić na miejscowe targowiska. Zatrucie może spowodować poważne uszkodzenia wątroby i nerek oraz choroby krwi. Rumuńskie władze radzą więc mieszkańcom nie pić wody z Siretu, nie czerpać jej ze studni ani nie poić nią zwierząt.

Miesiąc temu zakończyła prace unijna komisja powołana do zbadania przyczyn katastrofy na Cisie zatrutej w ub.r. cyjankiem z odpadów przy wydobyciu złota w Baia Mare. Jej raport jednoznacznie wskazuje na niefrasobliwość władz rumuńskich, które zgadzają się na istnienie zbiorników grożących przelaniem w czasie bardziej obfitych opadów.

AFP, Reuters, mak