Lech Wałęsa o Strajku Kobiet: Nie ma szans na obalenie rządów PiS

Były prezydent wspiera Strajk Kobiet. Lech Wałęsa zaznaczył jednak, że protesty w obecnej formie nie doprowadzą do zakończenia rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Lech Wałęsa udzielił wywiadu Jackowi Nizinkiewiczowi z "Rzeczpospolitej". Były prezydent odpowiadał na pytania dotyczące spraw bieżących, takich jak wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych i Strajk Kobiet. Legenda "Solidarności" przyznał, że wspiera protesty związane z kontrowersyjnym orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Jednocześnie Wałęsa stwierdził, że Strajk w obecnej formie nie doprowadzi do obalenia rządów Prawa i Sprawiedliwości. - Muszą się zabrać do roboty, ponieważ tak się nie zwycięża. Mogą sobie pokrzyczeć i pochodzić, ale to żadne zwycięstwo - podkreślał.

Zobacz wideo Magdalena Biejat o projekcie "Stop LGBT" Kai Godek

Lech Wałęsa wspiera Strajk Kobiet 

- PiS nie odejdzie tylko dlatego, że kobiety stawiają im ultimatum - przyznał Lech Wałęsa. Były prezydent został również zapytany o kwestię legalizacji aborcji. - Jestem za stary i nie jestem tu autorytetem. Trzeba mnie było pytać, jak miałem 40 lat - zbył pytanie.

Były prezydent Polski także skomentował tezę, w myśl której wybór Kamali Harris na urząd wiceprezydentki może oznaczać początek czasu kobiet w wielkiej polityce. - Jestem staroświecki, więc kobietę umiejscawiam w innym miejscu. Ale ja już nie jestem reformowalny" - powiedział.

Lech Wałęsa o wyborach w USA: Trump jest jak Duda

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" Lech Wałęsa przyznał, że ucieszył go wybór Joe Bidena na prezydenta USA, mówiąc, że "to, co się działo w USA, denerwowało i przynosiło straty". "Donald Trump jest takim samym populistą jak DudaPiS. Oni powiedzą wszystko, co ludzie chcą usłyszeć, żeby tylko rządzić. Trumpa i PiS łączył populizm. Teraz nasi rządzący stracili międzynarodowego partnera w uprawianiu populizmu. Kolej na nich" - wyznał były prezydent.

W dalszej części wywiadu Lech Wałęsa uznał, że doszło do sporych zmian. "Jest moment w dziejach, że populiści zyskują poparcie, ale to się wyczerpuje, przychodzi życie i muszą przegrać. To początek końca rządów populizmu" - powiedział.

Więcej o: