Watchdogs Polska pokazała dokumentację dotyczącą respiratorów. Sprzęt nie nadawał się do użycia

Sieć Obywatelska Watchdog Polska ujawniła umowy na sprzedaż i dostawę respiratorów, faktury na poszczególne modele oraz protokół dostawy z 30 czerwca. Z treści dokumentów wynika, że 60 z odebranych urządzeń nie nadawało się do ratowania ludzi.

"Ministerstwo Zdrowia ogłasza nową strategię walki z koronawirusem, a my dorzucamy protokoły odbioru 60 sztuk respiratorów od E&K w standardzie uniemożliwiającym podłączenie do instalacji w Polsce" - czytamy w poście opublikowanym przez Watchdog Polska w mediach społecznościowych. Pełną treść protokołów można znaleźć TUTAJ.

Do wpisu dołączono także zdjęcie oświadczenia dotyczącego zabezpieczenia serwisu i wymiany końcówek doprowadzających tlen tak, żeby można było z nich korzystać.

Respiratory od handlarza bronią

Przypomnijmy, że w czerwcu tvn24.pl informował, że Ministerstwo Zdrowia kierowane wówczas przez Łukasza Szumowskiego podpisało z przedsiębiorstwem umowę na dostawę 1241 respiratorów. Wartość kontraktu opiewała na 200 mln zł. Właścicielem firmy jest biznesmen Andrzej Izdebski, który wcześniej współpracował z producentami uzbrojenia i amunicji.

Wkrótce się okazało, że firma nie jest w stanie dostarczyć 200 chińskich respiratorów. Zamiast tego przekazała 50 egzemplarzy sprzętu niemieckiego producenta, które wcześniej sprzedano do Pakistanu. Producent zaprzeczył, by sprzedawał respiratory E&K. Podobnie sprawa wyglądała ze 140 urządzeniami tego typu z Korei Południowej. Koreańska spółka Mekics informowała tvn24.pl, że nie dokonywała transakcji ze spółką z Lublina.

Zobacz wideo Katarzyna Hall: Szkoła powinna mieć możliwość elastycznego reagowania

Sprzęt miał zostać dostarczony do 30 czerwca. E&K nie dotrzymało terminów. Ostatnim elementem kontraktu spółki z resortem była właśnie dostawa rzeczonych 140 koreańskich urządzeń. Zamiast 1241 respiratorów firma Izdebskiego dostarczyła 200 urządzeń - 150 Mekicsów i 50 rządzeń niemieckiej marki Draeger. 

Protokoły Watchdog Polska

Ministerstwa Zdrowia przekazało Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska dokumentację związaną z tą transakcją w ramach dostępu do informacji publicznej. Są to m.in. umowy na sprzedaż i dostawę respiratorów, faktury na poszczególne modele oraz protokół dostawy z 30 czerwca.

Pod protokołem dostawy widnieje podpis dyrektora departamentu ratownictwa medycznego i obronności Jana Gesseka. Z dokumentu wynika, że MZ przyjęło 50 respiratorów niemieckiej firmy Draeger oraz 10 urządzeń firmy Mekics z Korei Południowej.

Z protokołu wynika, że w przypadku niemieckich urządzeń nie ma żadnego z dokumentów określonych w umowie zakupu respiratorów podpisanej 14 czerwca przez wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego. Chodzi o kartę gwarancyjną, instrukcję obsługi, wypełniony paszport urządzenia, wykaz podmiotów upoważnionych przez wytwórcę lub autoryzowanego przedstawiciela do wykonywania czynności serwisowych, listę dostawców części zamiennych.

Sprzęt okazał się niezdatny do użycia

W przypadku karty gwarancyjnej - ktoś przekreślił to wymaganie i dopisał, że karta zostanie dostarczona w momencie instalacji urządzenia oraz że gwarancja zostanie rozpoczęta w chwili instalacji urządzenia. To sprzeczne z umową podpisaną przez Ministerstwo Zdrowia - wynika z niej, że gwarancja liczy się od momentu dostawy. Poza tym niemieckie i koreańskie respiratory w ogóle nie powinny przejść odbioru, bo, jak czytamy w dokumencie, "sprzedający dostarczył wraz z urządzeniem przewód zasilający urządzenie w tlen w standardzie BS (British Standard), który uniemożliwia podłączenie urządzenia do instalacji tlenowej w podmiotach leczniczych w Polsce".

Andrzej Izdebski w rozmowie z tvn24.pl stwierdził, że dostarczył brakujące końcówki przewodu tlenowego i wszystko działa normalnie, zapewnia też, że nie brakuje gwarancji, instrukcji oraz innych dokumentów. Tę informację potwierdziło Ministerstwo Zdrowia.

Dostawca wciąż nie rozliczył się z resortem zdrowia

W mediach pojawiały się informacje, że E&K zobowiązała się dostarczyć 1241 respiratorów. Ostatecznie firma dostarczyła ich zaledwie 200. Kosztowały 9 mln euro.

Łączna kwota zaliczek, które wypłacił resort zdrowia, była jednak znacząco wyższa - sięgnęła bowiem 35 mln euro. Do rozliczenia pozostaje wciąż kwota ok. 15 mln euro, która zawiera też karę umowną za niewywiązanie się ze zlecenia.