Lekarze krytykują nową strategię w walce z COVID-19: "Rosyjska ruletka" w poradniach POZ

W czwartek minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił nową strategię w walce z jesienną falą koronawirusa. Zarówno środowisko medyczne, jak i opozycja krytykują zaplanowane działania.

Porozumienie Zielonogórskie - Federacja Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia - krytycznie wypowiedziało się na temat włączenia lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) do systemu opieki nad pacjentem z COVID-19. Implementacja poradni POZ do systemu opieki nad chorymi z podejrzeniem koronawirusa to jeden z elementów nowej strategii walki z epidemią ogłoszonej w czwartek przez Ministerstwo Zdrowia.

Wynika z niej, że lekarze będą mogli kierować pacjentów na testy w kierunku COVID-19, ale dopiero po fizykalnym badaniu. "To rozwiązanie oznacza, że lekarze POZ zostają włączeni do systemu opieki nad pacjentem z COVID-19 i odgrywają w nim najważniejszą rolę" - skomentował nowe rozwiązanie prezes Porozumienia Zielonogórskiego, dr Jacek Krajewski

Koronawirus. Fizykalne badanie w poradniach POZ jest jak "rosyjska ruletka"

Krajewski uważa, że wystawienie lekarzy rodzinnych na pierwszą linię walki z epidemią koronawirusa, tworzy ogromne zagrożenie dla poradni POZ. Zdaniem prezesa Porozumienia Zielonogórskiego poradnie nie są przystosowane do przyjmowania pacjentów zakaźnie chorych, bo większość z nich nie jest wyposażona w śluzy, filtry i izolatki.

Zobacz wideo Powrót do szkół. "Mam poczucie, że ostatnie miesiące zostały zmarnowane"

"Nie ma tu analogii do grypy, bo lekarze rodzinni przed sezonem się szczepią przeciwko tej chorobie. Konieczność fizykalnego badania osób podejrzanych o zakażenie koronawirusem jest jak rosyjska ruletka: przecież lekarz nie wie, czy pacjent ma COVID-19, czy nie. Sytuacja, jaką wywołuje swoją strategią Ministerstwo Zdrowia, grozi stworzeniem wielu nowych ognisk zakażeń COVID-19, a staną się nimi poradnie POZ" - ostrzega Krajewski.

Czytaj też: Koronawirus. Ministerstwo Zdrowia przedstawia nową ścieżkę diagnozowania COVID-19. Na początek teleporada

Opozycja również krytykuje nową strategię

W podobnym tonie wypowiadali się w czwartek posłowie KO na konferencji prasowej zorganizowanej tuż po ogłoszeniu nowej strategii przez Ministerstwo Zdrowia. - Zrzucanie odpowiedzialności na lekarzy rodzinnych jest nieodpowiedzialne. Teraz lekarz rodzinny będzie musiał dziennie przyjmować dziesiątki pacjentów i diagnozować, czy to zwykła grypa, czy koronawirus. Jeśli lekarz rodzinny ma znaleźć się na pierwszej linii frontu, to powinien być do tego przygotowany, także finansowo - stwierdził poseł Marek Hok, członek sejmowej komisji zdrowia.

Na czwartkowej konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski wyjaśnił, jak będzie wyglądała nowa procedura testowania pacjentów z podejrzeniem zakażenia koronawirusem.

- Tak jak z każdą infekcją pacjenci w pierwszej kolejności trafiają do POZ, czyli pod opiekę lekarza rodzinnego. Chcielibyśmy, żeby ta opieka zaczynała się od teleporady, jest to rozwiązanie, które się bardzo upowszechniło i które również ogranicza ryzyko transmisji wirusa. Ale jeżeli będą się objawy przedłużały i po 3-5 dniach utrzymywały bądź nasilały, to wtedy oczywiście jest konieczność badania fizykalnego, bo ono ma poprzedzić decyzję o skierowaniu na badanie w kierunku COVID-19. Jeżeli ten wynik będzie ujemny, to pacjent zostaje w POZ, a jeżeli wynik będzie pozytywny, to taki pacjent jest kierowany na tzw. ścieżkę zakaźną - tłumaczył nowy szef resortu zdrowia.

Pomysł wystawiania lekarzy POZ na pierwszy ogień to niejedyny element nowej strategii Ministerstwa Zdrowia, który spotkał się z krytyką środowisk lekarskich. Także zwiększenie liczebności zaszczepionych na grypę - w liczbie proponowanej przez resort - nie zyskało aprobaty lekarzy. 

Grzesiowski: Promocja szczepień nie ma sensu

Zdaniem ministra zdrowia liczba zaszczepionych na grypę powinna być jak największa. Dlatego na rynek ma trafić więcej szczepionek. - Zrobimy wszystko, by liczba szczepionek dla Polski była jak największa. Mamy zagwarantowaną dostawę 1,8 mln szczepionek i mamy perspektywę dobicia do 2 mln - zapewniał w czwartek Adam Niedzielski.

Zobacz także: Dyrektorzy o rodzicach: Nie wierzą w koronawirusa. Powołują się na wolność, konstytucję i religię 

Na szefa resortu zdrowia wypowiedź zareagował dr n. med. Pawła Grzesiowskiego, immunolog i prezes Fundacji "Instytut Profilaktyki Zakażeń".

 "'Robimy wszystko by zwiększyć dostępność do szczepień na grypę. Zgodnie z deklaracjami producentów mamy zapewnione, że do Polski trafi 1,8 mln szczepionek. Docelowo ma to być 2 mln' - mówił min. Niedzielski. Bardzo to smutne 2 mln dawek to 5,2 proc. zaszczepionej populacji - to groteska" - skomentował na Twitterze Grzesiowski.

W innym tweecie immunolog zauważył również, że jeśli minister zdrowia podał stan faktyczny, to program szerokich szczepień przeciw grypie nie ma pokrycia w dostawach szczepionek. "W 2019 roku zaszczepiło się 4,1 proc. Polaków, teraz szczepionek ma być dla 5,2 proc. Promocja szczepień nie ma sensu, bo za miesiąc nie będzie czym szczepić" - skwitował lekarz.