Mińsk - spokojny za dnia, krwawy w nocy. Polski dziennikarz relacjonuje wydarzenia na Białorusi [TYLKO U NAS]

- Ciekawe jest to, że mimo całonocnych starć, odgłosów syren i eksplozji, Mińsk w ciągu dnia wygląda na bardzo spokojny - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Piotr Andrusieczko, dziennikarz Outride.rs. We wtorek o godzinie 12 w stolicy Białorusi miał rozpocząć się strajk generalny.

Kamil Rakosza, Gazeta.pl: Jak wyglądała ostatnia noc w Mińsku?

Piotr Andrusieczko, dziennikarz Outride.rs: Wieczorem i w nocy w części miasta - przede wszystkim poza centrum Mińska - trwały starcia protestujących z OMON-em i służbami specjalnymi. W pewnym momencie widziałem oddział specjalny, umundurowany na zielono, który również brał udział w rozganianiu ludzi. Tak, jak wcześniej, przeciwko demonstrującym używano granatów hukowych. Do zgromadzonych strzelano również z gumowych kul. Protestujących podobno oblewa się również z armatek wodnych, chociaż osobiście nie byłem świadkiem takiej sytuacji. Centrum miasta znajduje się natomiast pod kontrolą władz i zostały tam podjęte wszelkie środki bezpieczeństwa, by ludzie nie mogli prowadzić demonstracji w tym miejscu. Dlatego protesty przeniosły się na obrzeża Mińska.

Jak zachowują się protestujący?

W miejscu, w którym byłem, ludzie próbowali budować barykady. Ciekawe było również to, że mieszkańcy bloków mieszkalnych, znajdujących się w pobliżu protestów, otwierali klatki schodowe tak, by demonstranci mogli uciec i bezpiecznie się skryć w razie szturmu oddziałów OMON-u. Na różnych kanałach w szyfrowanej aplikacji Telegram są również podawane kody wejściowe do klatek i ich lokalizacje. Problemem jest jednak stale wyłączany internet, który wieczorami w Mińsku nie działa całkowicie. Łączę pojawia się w dzień. To niestabilny internet mobilny. Dostęp do niego jest bardzo mocno ograniczony.

Zobacz wideo Zamieszki na Białorusi. Ludzie budują barykady na ulicach Mińska

W ciągu dnia sytuacja jest równie napięta? 

Ciekawe jest to, że mimo całonocnych starć, odgłosów syren i eksplozji, Mińsk w ciągu dnia wygląda na bardzo spokojny. Częściowo działają sklepy i usługi, które jeszcze wczoraj były zamknięte. Można powiedzieć, że życie w Mińsku podzieliło się na dwie części - niby normalną, dziejącą się za dnia - oraz tę walczącą, w nocy. Na dziś został również zapowiedziany powszechny strajk, ale na razie nie wiadomo, jak to będzie wyglądało. Wcześniej mówiono o tym, że miał rozpocząć się o godzinie 12. Pracownicy podobno zbierali się już w niektórych zakładach.

Problem polega na tym, że wiele informacji jest niezweryfikowanych i ciężko potwierdzić je w obecnej sytuacji. Ciężko przewidzieć także, jak sytuacja będzie wyglądała dzisiaj wieczorem i w najbliższych dniach. Na pewno czuć energię u ludzi. Ta najbardziej radykalna część społeczeństwa przeciwnego reżimowi Łukaszenki, stała w nocy na barykadach. Oprócz nich tysiące osób wyszły na ulice Mińska. Jedną z ciekawych rzeczy jest także to, że wiele osób prowadzi protest w swoich samochodach. Białorusini jeżdżą autami, by m.in. blokować ulice, którymi przemieszcza się OMON. Powiewają nad nimi nieoficjalne, biało-czerwono-białe flagi Białorusi. W tle słychać patriotyczne utwory i głośną muzykę rockową w języku białoruskim. Czuć, że ludzie chcą zmian.

W jaki sposób aplikacja Telegram jest pomocna dla protestujących?

W tych wiadomościach na Telegram pojawiają się także wskazówki, jak ludzie mają zachować się np. w przypadku szturmu OMON-u. Można tam znaleźć również filmy i różne nagrania pokazujące bieżącą sytuację. Tak samo jak wiarygodne wiadomości i doniesienia medialne.

A jak sytuację relacjonują białoruskie media? 

W telewizji białoruskiej informacje o protestach pojawiają się dopiero jako trzecia lub czwarta wiadomość. W przekazie nie mówi się o masowych demonstracjach. Protesty spłyca się do występku chuliganów, którzy po wyborach zakłócali porządek w centrum miasta. Ta relacja w żaden sposób nie przedstawia jednak skali zdarzenia. Są wykorzystywane kadry ze starć ze służbami porządkowymi, gdzie protestujący są pokazywani w bardzo negatywnym świetle.

Białorusini czekają na reakcję Unii Europejskiej?

Czekają, ale też do końca nie wiedzą, jak ta pomoc UE miałaby wyglądać. Pojawiają się jednak pewne zarzuty o opieszałość państw wspólnoty, jeśli chodzi o reakcję wobec wydarzeń na Białorusi. Białorusini liczą jednak na pewno na jakąś pomoc w wymiarze międzynarodowym.

Powyborcze protesty na Białorusi

W poniedziałek w Brześciu demonstranci obrzucali interweniujących milicjantów kawałkami betonu. W Grodnie w centrum widać około 300 protestujących, ale na razie obyło się bez incydentów. Portal internetowy "TUT.by" poinformował, że do zatrzymań demonstrantów doszło w Lidzie, Głębokiem, Gorkach i Bobrujsku.

"Białoruskie siły bezpieczeństwa (wojska wewnętrzne MSW) bardzo brutalnie rozpędzają demonstracje, zarówno w Mińsku, jak i mniejszych miastach. Wydaje się, że liczba protestujących jest mniejsza niż wczoraj" - pisze dr Adam Eberhardt, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

- Oświadczamy, że nie pozwolimy na destabilizację sytuacji w kraju. Jest na to wystarczająco dużo sił i środków - stwierdził w białoruskiej telewizji STV Juryj Karajeu, minister spraw wewnętrznych Białorusi. - Ostrzegamy, że wszelkie naruszenia prawa będą stłumione, a sprawcy zostaną postawieni przed sądem zgodnie z prawem - dodał.

Wybory na Białorusi. CKW: Zwycięstwo Alaksandra Łukaszenki

Sterowana przez reżim Centralna Komisja Wyborcza Białorusi poinformowała, że według wstępnych wyników wybory prezydenckie w kraju wygrał Alaksandr Łukaszenka z wynikiem 80,23 procent. Drugie miejsce zajęła Swiatłana Cichanouska, która miała otrzymać 9,9 procent głosów wyborców. Pozostali kandydaci - Andrej Dzmitryjeu, Hanna Kanapacka i Siarhiej Czeraczań otrzymali po nieco ponad 1 procent poparcia. Przeciw wszystkim kandydatom - jak podaje CKW - zagłosowało 6,02 proc. uprawnionych do głosowania.

Wielu Białorusinów oraz opozycjoniści nie uznają wyników podanych przez CEK. Cichanouska uważa, że to ona jest zwyciężczynią wyborów prezydenckich, a wyniki zostały sfałszowane.

Białoruska agencja prasowa "Biełta” podała informację, że w niedzielnych powyborczych demonstracjach ucierpiało 39 funkcjonariuszy i ponad 50 cywilów, a ponad trzy tysiące osób zostało zatrzymanych. Według białoruskich rządowych mediów demonstracje odbyły się w 33 miejscowościach w całym kraju.