Gen. Bieniek o Patriotach: Schody mogą się dopiero zacząć, ale warto zapłacić 50-60 mld zł

Jacek Gądek
- Ludzie muszą wiedzieć, że nagle z czasów pokoju i prosperity możemy się osunąć w wojnę i ruinę, jeśli nie zapewnimy bezpieczeństwa swojemu państwu i kontynentowi. Nie mam wątpliwości: warto - mówi gen. Mieczysław Bieniek* o zakupie Patriotów przez Polskę.

Jacek Gądek: 4,75 mld dol. za pierwszą fazę kontraktu na system Patriot, który ma być dostarczany od 2022 r. Jest się z czego cieszyć?

Gen. Mieczysław Bieniek: Pierwsza faza miała początkowo kosztować ponad 10 miliardów dol. - taka kwota byłby wielkim smutkiem. Ale skoro wynegocjowaliśmy 4,75 miliarda dolarów, czyli ok. 16 miliardów złotych, to jest to już dobra wiadomość.

W zamian będą dwie baterie Patriotów, radary, system kierowania polem walki IBCS.

- Warto tu wspomnieć, że pociskami będą najnowocześniejsze PAC-3 MSE, a IBCS będzie jeszcze modernizowany, więc w drugiej fazie kontraktu ma obejmować radary dookólne (360 st.), które wciąż są opracowywane.

Pozostaje jednak pytanie o offset i to mnie wciąż zastanawia.

Bo offset ma opiewać na niecały miliard złotych, a to przecież bardzo mały procent wartości kontraktu?

- Właśnie. Początkowo mówiono, że offset ma wynosić 50 proc. wartości programu "Wisła", który - razem z programem krótkiego zasięgu "Narew" - to kwota 50-60 miliardów złotych. Offset docelowo powinien więc mieć wartość 25-30 miliardów złotych. W pierwszej fazie kontraktu na Patrioty jest mowa o raptem miliardzie. Być może w drugiej fazie polski rząd wynegocjuje większy offset, ale wtedy musiałby on być ogromny. Oby nie było tak, jak z transferem technologii przy zakupie myśliwców F-16, kiedy to w zamian Amerykanie dawali rozwiązania techniczne dla rolnictwa, a nie armii.

Nam chodzi o technologie militarne: serwisowanie sprzętu, logistykę, ale też o produkcję sprzętu, pozyskanie technologii do planowanego systemu "Narew" i technologii do budowy najnowocześniejszych radarów opartych już na azotku galu. Negocjatorzy strony polskiej na pewno doskonale o tym wiedzą.

Sporo tych łyżeczek dziegciu?

- Generalnie należy się jednak cieszyć, że wykonaliśmy pierwszy krok. Baterie będą funkcjonować od roku 2022-23. Jedna taka bateria zapewne będzie ochraniała Redzikowo, gdzie powstaje amerykańska baza tarczy antyrakietowej, a druga Warszawę.

Raptem dwie baterie Patriotów...

- ...ale każda ma 6-8 wyrzutni.

Czy jednak zestaw dwóch baterii jest w stanie zapewnić ochronę przeciwpowietrzną tych dwóch lokalizacji?

- Dwie baterie będą w stanie to zrobić. Pytanie jest takie: czy ta bateria dla stolicy będzie - a myślę, że jednak tak - dolna do przechwytywania pocisków manewrujących. Aby je zestrzelić, potrzebny byłby radar dookólny albo dwa tradycyjne radary, więc w pierwszej fazie USA sprzedadzą Polsce cztery takie radary - po dwa na baterię.

To bardzo ważne, bo rosyjskie pociski manewrujące Iskander-K mogą nadlecieć nad Warszawę nie tylko od wschodu, ale z każdego innego kierunku. Trzeba być na to przygotowanym, mimo iż nie sądzę, aby na Kremlu pojawił się ktoś na tyle głupi, by zaczynać w Europie wojnę konwencjonalną. Zwłaszcza przeciwko państwu NATO.

Można mieć pewność, że Patrioty "zdejmą" rosyjskie Iskandery?

- Nie kupujemy kota w worku. Negocjacje trwały długo i nie jesteśmy pierwszym państwem, które je kupują. Mają je również Koreańczycy z Południa i Japończycy, którzy są najbardziej narażeni na atak rakietowy ze strony Korei Północnej.

Póki co Patrioty to największy kontrakt zbrojeniowy Polski. Myśliwce F-16 kosztowały 3,5 mld dol. Dlaczego system Patriot jest aż tak drogi?

- Bo to są absolutnie najnowsze technologie, którymi dysponuje niewiele państw na świecie. Amerykanie doskonale sobie z tego zdają sprawę. A po drugie: do tej pory Patrioty wykazują się skutecznością.

Oprócz myśliwców F-16 wyposażonych w pociski dalekiego zasięgu JASSM, które dokupujemy, nie mamy obecnie możliwości skutecznej obrony przeciwlotniczej i przeciwpowietrznej. Dopiero teraz uzupełniamy obronę o Patrioty. To kosztuje, ale jest niezbędne.

Ambasador USA w Warszawie mówił o "kamieniu milowy dla Polski i NATO". Według niego "Polska dołącza do 15 krajów które mogą polegać na sprawdzonym w boju systemie Patriot"...

- ...dodałbym, że dołączamy do bardzo skutecznego systemu. Wiele państw NATO ma Patrioty, więc ułatwia nam to wpięcie się do całego systemu. Przyszły IBCS (system dowodzenie polem walki) spina nie tylko system Patriot, ale też systemy o krótszym zasięgu - jest zintegrowany, a to bardzo istotne.

Prezydent Andrzej Duda mówił z kolei o "momencie historycznym", wejściu w "zupełnie nowy świat" i o "ogromnym skoku naprzód". Nie za duże to słowa?

- Prezydent wie więcej, niż mówi się w mediach - także o szczegółach technicznych i transferze technologii. Prawdziwy skok technologiczny wykonamy, gdy polski przemysł zbrojeniowy będzie mógł produkować rakiety średniego zasięgu, będące integralną częścią programu "Wisła", ale także częścią ochrony europejskiej przestrzeni powietrznej.

Szef MON Mariusz Błaszczak podkreślał, że niezwłocznie przystąpimy do negocjacji drugiej fazy kontraktu na Patrioty. Co powinno być tu priorytetem?

- Przede wszystkim - powtórzę - uzyskanie jak największej ilości technologii: offset. Amerykańskie firmy zbrojeniowe niechętnie przekazują offset, bo wiąże się to z tym, że kolejne państwo może produkować taką broń nie tylko na własne potrzeby, ale także dla innych państw.

Bardzo ważny jest też pakiet logistyczny, serwisowanie całego sprzętu i ciąg dostarczania części zamiennych. Pamiętajmy, że to olbrzymi projekt: wyrzutnie, stanowiska dowodzenia i kierowania, radary, agregaty... - cała masa sprzętu, która musi działać non-stop.

Polski przemysł zbrojeniowy jest w ogóle w stanie przyswoić taki zastrzyk technologii?

- Do 2022 r., kiedy pierwsze baterie Patriot mają być dostarczone, Polska Grupa Zbrojeniowa musi zdefiniować swoje mocne strony i przygotować się do wdrożenia amerykańskich technologii. Schody mogą się dopiero zacząć, dlatego trzeba się planowo przygotować do przyjęcia offsetu i zmian w przemyśle zbrojeniowym.

Czy pozyskanie technologii znanej z Patriotów jest niezbędne do budowania systemu obrony przeciwpowietrznej krótszego zasięgu "Narew"?

- One są niezbędne. Sami nie będziemy mogli go stworzyć.

Warto dać 50-60 miliardów za poczucie bezpieczeństwa dzięki Patriotom?

- Jeśli ten system ma być zintegrowany z system obrony europejskiej przestrzeni powietrznej, to tak. Nie ma ceny za bezpieczeństwo. Byłem w krajach, które bardzo dobrze się rozwijały, a nagle przyszła wojna i stawały się ruiną. Nawet najlżejsza wojna jest gorsza od najgorszego pokoju. Oczywiście, społeczeństwa nie chcą się wyrzekać dobrobytu na rzecz bezpieczeństwa, czego najlepszym dowodem była demilitaryzacja Europy.  Dziś mamy efekty: sprzęt niemieckiej Bundeswehry się starzeje, a Dania, która jest krajem morskim, nie ma nawet okrętów podwodnych i dopiero teraz zaczyna o nich myśleć.

Ludzie muszą wiedzieć, że nagle z czasów pokoju i prosperity możemy się osunąć w wojnę i ruinę, jeśli nie zapewnimy bezpieczeństwa swojemu państwu i kontynentowi. Nie mam wątpliwości: warto.

*Gen. Mieczysław Bieniek - jeden z najbardziej doświadczonych polskich żołnierzy. Dowodził Wielonarodową Dywizją Centrum-Południe w Iraku. Był doradcą szefa MON Afganistanu. Jako wiceszef w Sojuszniczym Dowództwie Transformacyjnym NATO w Norfolk w Wirginii był jednym z najważniejszych dowódców w Sojuszu. Jest też wykładowcą akademickim. Obecnie w stanie spoczynku. Służył przez 45 lat.

Szef MON Mariusz Błaszczak podpisał umowę na systemy Patriot