Duda najpierw chwalił ustawę o IPN, potem ją zaorał we wniosku do Trybunału. A dziś chce zmian

Jacek Gądek
Narracja prezydenta ws. ustawy o IPN ewoluuje. Podpisując ustawę nie mówił, że ma wątpliwości. Wysyłając wniosek do TK sprawnie dowodził, że ustawa jest beznadziejna. A teraz po raz pierwszy w politycznym komunikacie mówi, że sam ma wątpliwości i chce zmian.

Cytat z Andrzeja Dudy (za "Dziennikiem Gazetą Prawną") z dziś: Wysłuchałem z uwagą merytorycznych zastrzeżeń, które były zgłaszane, ale przyznaję: sam też mam wątpliwości.

Kilka cytatów z wcześniejszych wypowiedzi.

29 stycznia. Tydzień przed podpisaniem ustawy w wywiadzie dla TVP (prowadzonym przez Bronisława Wildsteina) prezydent tak mówił o przepisach noweli:

Dla nas są one jednoznaczne i nie nasuwają specjalnych wątpliwości, że ani do działalności naukowej, ani artystycznej to się nie stosuje.

6 lutego. Podpisując ustawę prezydent mówił tak: - W kontekście tej ustawy pojawiły się w Izraelu, USA i w innych miejscach głosy, że może ona prowadzić do zaprzeczenia prawdy historycznej, do wypaczenia, do odpowiedzialności osób, które będą mówiły prawdę, a będą posądzane o to, że właśnie zakłamują historię.

I dalej:

Otóż chcę powiedzieć jasno i wyraźnie: w moim przekonaniu, zwłaszcza z pierwszej części art. 55a, taka sytuacja wyniknąć nie może. Jest tam wyraźnie powiedziane, że kto publicznie i wbrew faktom głosi określone poglądy, ten będzie podlegał odpowiedzialności karnej.

27 lutego. Andrzej Duda podkreślał: Skierowałem do Trybunału te przepisy, słysząc właśnie głosy tej obawy, że będzie niemożliwe dawanie świadectwa przez ocalonych. Chciałbym, żeby Trybunał dokonał interpretacji tych przepisów, przyjrzał się im i wyraził na ten temat swoje zdanie.

Aż do dziś z ust prezydenta publicznie nie padło ani jedno zdanie, w którym mówiłby, że ma własne, swoje - a nie przytacza czyjeś - wątpliwości, obawy co do zapisów ustawy o IPN. Dziś już jednak "sam też ma wątpliwości". Zmiana jest uderzająca.

Dziś głowa państwa nie dość, że już ma własne zastrzeżenia, to jeszcze mówi wprost, jakich zmian w ustawie, która dopiero co weszła w życie, oczekuje. Prezydent chciałby, aby karano jedynie za czyny popełnione umyślnie. A to bardzo ważne: już ta jedna zmiana wybije ustawie zęby i bardzo ograniczy jej zakres. Bezmyślne powtórzenie kalki językowej o "polskich obozach", a potem sprostowanie i tłumaczenie, iż chodzić miało jedynie o geograficzne położenie, a nie o sprawstwo państwa polskiego, zamykałoby sprawę. Na ten moment jednak nieumyślność jedynie ogranicza groźbę trzech lat więzienia do roku ograniczenia wolności.

Uderzająca jest też deklarowana wiara prezydenta w orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Głowa państwa doskonale wie, że TK jest atrapą. Nie liczy zatem na mądrość, ale na spryt i posłuszeństwo TK wobec obozu władzy w próbie wyplątania się z kryzysu dyplomatycznego, przy jednoczesnym zachowaniu twarzy.

TK ma się zająć ustawą o IPN, bo Duda w tydzień po podpisaniu ustawy skierował ją do Trybunału. W skardze konstytucyjnej prezydent momentami wręcz zaorał ustawę. Zwłaszcza zapisy dotyczące "ukraińskich nacjonalistów", co akurat nie było trudne.

Ale przytoczył też racjonalne argumenty za obaleniem kluczowych zapisów o przypisywaniu państwu i narodowi polskiemu niemieckich win za zbrodnie. Cały ten wniosek, deklarował Duda 6 lutego, wziął się z tego, że chciał nim uśmierzyć czyjeś - ale wówczas nie swoje - wątpliwości. Prezydent podpisując jednak wniosek do TK uczynił je formalnie swoimi.

A im polskie władze głębiej wchodzą w publiczny konflikt z USA, to prezydent jakby coraz bardziej przyswoił sobie obce wątpliwości. Dziś już mówi:

Liczę na orzeczenie Trybunału. To będzie najlepsza wskazówka, co dalej robić z tym prawem.

Bo według niego ustawa o IPN nie powinna się ostać w takiej formie, jak ją podpisał. - Źle się stało, że ta ustawa została przyjęta w tym właśnie momencie i w takiej formie - mówi prezydent w "Dzienniku".

To, że moment był najgorszy z możliwych, wie całe PiS (marszałek Sejmu Ryszard Terlecki wprost powiedział, że zawiódł ich instynkt), ale że forma też jest koślawa? To już wyłom w dotychczasowej narracji. Podkreślmy: narracji. Bo za nią wciąż pozostaje to samo zamierzenie, by posługując się Trybunałem, ustawę co najmniej złagodzić.